
Wojna między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem przeciwko Iranowi jest już dla Stanów Zjednoczonych przegrana. Nawet jeśli Iran zostanie pokonany militarnie, osiągnięcie celów politycznych USA jest mało prawdopodobne. I ostatecznie Stany Zjednoczone wyjdą z tej wojny osłabione.
Największy problem prezydenta Trumpa polega na jego próbie kwadratury niemożliwego koła: narzucenia Iranowi zmiany reżimu bez angażowania wojsk lądowych. Trump rozumie, że ani jego baza MAGA, ani amerykańskie społeczeństwo nie mają apetytu na kolejną przedłużającą się wojnę lądową na Bliskim Wschodzie. Jednak zmiana reżimu z powietrza nie sprawdzi się w przypadku 90-milionowego kraju, czterokrotnie większego od Iraku, który przygotowywał się na tę ewentualność od dziesięcioleci. Stany Zjednoczone są nękane przez paradoks przywództwa, które chce ponownie narzucić swoją globalną władzę za pomocą przymusu i twardej siły, oraz ludności zasadniczo sprzeciwiającej się jakiejkolwiek wojnie, która wiąże się ze znacznymi kosztami życia Amerykanów.
Dlaczego Iran jest trudniejszy do złamania, niż się wydaje
Pomimo wszystkich rozmów, jakie toczyły się w ciągu ostatnich dwóch lat na temat zdegradowanego Iranu, ostatnie wydarzenia pokazały zdolność tego kraju do stawienia oporu. Odporność Iranu zależy od wysoce zdecentralizowanej architektury wojskowej i bezpieczeństwa, z nakładającymi się strukturami dowodzenia regularnymi siłami zbrojnymi i Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. Ostatnie kilka dni pokazało, jak dokładnie Iran opracował szeroko zakrojone planowanie awaryjne, którego celem jest zapewnienie ciągłości działań nawet w przypadku ciągłego ataku. Naloty na przywódców Iranu były nieskuteczne, a być może nawet przyniosły efekt przeciwny do zamierzonego, biorąc pod uwagę ich radykalizujący wpływ na prorządowe sektory społeczeństwa i aktywację przez nie ustalonych z góry protokołów wojennych.
Równie ważny jest fakt, że strategia Iranu opiera się na asymetrycznym prowadzeniu wojny i zarządzaniu eskalacją. Jego arsenał broni i sieci proxy pozwalają mu siać spustoszenie w całym regionie i nakładać wysokie koszty na swoich przeciwników. Irańskie drony i rakiety są stosunkowo tanie w produkcji, ale zestrzelenie ich wymaga przechwytywaczy, które kosztują nawet 200 razy więcej i których podaż jest ograniczona.
To stawia Trumpa w obliczu strategicznej pułapki. Musi wybrać pomiędzy politycznymi kosztami nieosiągnięcia swoich celów, jakimi jest zmiana reżimu, a politycznymi kosztami wycofania się z wewnętrznej obietnicy, że nie będzie już wiecznych wojen. Jedyną realną strategią wyjścia jest sfabrykowanie pozorów zwycięstwa: stwierdzenie, że cele zostały osiągnięte, nawet jeśli wyraźnie tak nie było.
Porozumienie pokojowe, które zostało sabotowane dzień przed atakiem
Nawet jeśli Trumpowi uda się zachować twarz w kraju, wojna na arenie międzynarodowej jest już przegrana, a najbardziej potępiającym dowodem może być to, co wydarzyło się dzień przed spadkiem bomb.
Pierwszym źródłem niechęci jest to, że Stany Zjednoczone przystąpiły do tej wojny na rozkaz Izraela. Izrael od lat nawołuje do zdecydowanej konfrontacji z Iranem, wbrew wielokrotnym ostrzeżeniom ze strony innych tradycyjnych partnerów Waszyngtonu w Zatoce Perskiej. Państwa Zatoki Perskiej, zorganizowane w Radzie Współpracy Zatoki Perskiej, od początku sprzeciwiały się tej wojnie: zrozumiały, że poważny konflikt z Iranem zdestabilizuje cały region. Nie zostali ostrzeżeni z wyprzedzeniem o skrupulatnie zaplanowanym ataku na Izrael. Książę Turki al-Faisal, były szef wywiadu Arabii Saudyjskiej, wyraził powszechne nastroje w regionie, kiedy powiedział CNN: „To jest wojna Netanjahu”.
Sprzeciw ten skłonił kilka państw do wsparcia wysiłków dyplomatycznych, które były aktywnie prowadzone w momencie rozpoczęcia ataku. Dzień przed atakiem Oman ogłosił przełom: Iran zgodził się nie składować materiałów rozszczepialnych, co stanowiło ustępstwo wykraczające poza wszystko, na co Iran zgodził się w JCPOA z 2015 r., które Trump wcześniej zatopił. „Porozumienie pokojowe jest w naszym zasięgu” – powiedział minister spraw zagranicznych Omanu, a następnego dnia, gdy rozpoczęły się ataki, oświadczył: „Jestem przerażony. Aktywne i poważne negocjacje po raz kolejny zostały podważone”.
To porozumienie umarło na torze. Warto zaakceptować ten fakt.
Jak wojna niszczy sojusze USA w Zatoce Perskiej
Drugim zarzutem Państw Zatoki Perskiej jest to, że wojna poważnie zagroziła ich bezpieczeństwu. W wyniku amerykańsko-izraelskiego ataku Iran wziął odwet na obiektach w państwach Zatoki Perskiej, w których mieszczą się amerykańskie bazy wojskowe. W Zatoce Perskiej irańskie drony i rakiety uderzyły w cele w Bahrajnie, Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Omanie, Arabii Saudyjskiej i Katarze. W tych krajach narasta gniew, ponieważ chociaż Stany Zjednoczone zrobiły niewiele, aby chronić je przed tymi atakami, zrobiły wiele, aby chronić Izrael. Ta dynamika tworzy dokładnie taki strategiczny rezultat, jakiego Iran od dawna oczekiwał: podważenie podstaw amerykańskiej architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej. Jeśli zaufanie między Waszyngtonem a partnerami z Zatoki Perskiej osłabnie (co może skłonić niektóre państwa do obniżenia poziomu współpracy w zakresie bezpieczeństwa), samo to będzie stanowić znaczące strategiczne zwycięstwo Iranu.
Bahrajn z powodzeniem przewodził rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiającej Iran za te ataki. Ale wrogość Państw Zatoki Perskiej wobec Iranu nie jest tutaj niczym nowym. Nowym zjawiskiem jest regionalna niechęć do Stanów Zjednoczonych, ponieważ wszystkie strony wiedziały, że Iran prawdopodobnie zaatakuje swoich sąsiadów, jeśli Waszyngton zaatakuje pierwszy.
Sytuacja może się jeszcze bardziej pogorszyć, jeśli Waszyngton, zachęcany przez Izrael, zdecyduje się podwoić swoje zaangażowanie w całkowite zniszczenie Iranu, zamiast szukać strategii wyjścia. Nikt w regionie – z wyjątkiem Izraela – nie chce przedłużającej się wojny ani całkowitego upadku państwa irańskiego. Widmo upadku państwa Libii i wojny domowej w Syrii wciąż nawiedza region. W rezultacie sąsiedzi Iranu są w większości nieufni wobec ponownego wsparcia CIA dla bojowników kurdyjskich, a także rosnących pogłosek o podsycaniu ruchów nacjonalistycznych w Azerbejdżanie, Beludży i Arabach.
Jednak wielu krajowych sojuszników Trumpa pozostaje nieświadomych tych obaw. Dobrym, choć niepokojącym przykładem tej głęboko zakorzenionej ignorancji było niedawne zagrożenie ze strony senator Lindsey Graham pod adresem państw GCC. „Zaangażuj się bardziej, ponieważ ta walka toczy się na twoim podwórku… jeśli nie, poniesiesz konsekwencje”: oddaje głębię tego rozłączenia.
Globalne konsekwencje gospodarcze
Poza Bliskim Wschodem wojna ta zagraża obecnie całej gospodarce światowej. Ceny ropy poszybowały w górę w wyniku selektywnego zamknięcia Cieśniny Ormuz. W Stanach Zjednoczonych ceny benzyny gwałtownie wzrosły, podsycając wśród Republikanów obawy, że utrzymujący się kryzys energetyczny może im zaszkodzić w wyborach śródokresowych. W niektórych częściach Azji skutki są odczuwalne nie tylko w postaci rosnących cen paliwa i skroplonego gazu, ale także ograniczeń podaży: w kilku krajach Azji Południowej i Południowo-Wschodniej racjonowanie energii prowadzi już do skrócenia tygodni pracy, zamknięcia przedsiębiorstw i częściowego zamknięcia szkół.
Europa boryka się z własnymi słabościami. Chociaż koniec zimy przyniósł pewną ulgę, zasoby gazu pozostają niskie. Rosja pośpieszyła z zaproponowaniem Europie energetycznego ratunku, co Europejczycy do tej pory odrzucali, zdecydowani utrzymać swoje sankcje. Tymczasem Waszyngton najpierw udzielił Indiom zgody na zakup ograniczonych ilości rosyjskiej ropy, a następnie całkowicie, choć tymczasowo, zniósł sankcje na rosyjską ropę. Rosja wydaje się być jednym z najwyraźniejszych beneficjentów wojny.
Chiny, silnie uzależnione od importu ropy z Zatoki Perskiej, również będą zmuszone do poszukiwania alternatywnych źródeł energii, co prawdopodobnie przyspieszy ich uzależnienie od rosyjskiej ropy. Jednak w dłuższej perspektywie wojna zdecydowanie przechyla równowagę strategiczną na korzyść Pekinu. Przedłużający się konflikt pochłania zasoby wojskowe USA na całym świecie, w tym w Azji Wschodniej; Wycofanie południowokoreańskiego systemu obrony przeciwrakietowej THAAD jest wczesnym przykładem takiego nadmiernego zasięgu.
Wojna jeszcze bardziej podważy światowy prestiż Waszyngtonu i pogłębi wątpliwości wśród kluczowych sojuszników co do wiarygodności amerykańskiego przywództwa. Chiny spędziły lata starannie kultywując swoje stosunki z państwami Zatoki Perskiej, w tym z Arabią Saudyjską, a ostatecznym rezultatem tej wojny będzie konsolidacja tych więzi. Niektórzy analitycy argumentowali również, że szok energetyczny może jeszcze bardziej przyspieszyć globalne przejście na energię odnawialną, zwiększając globalny popyt na chińskie panele słoneczne, pojazdy elektryczne i akumulatory. Na tle amerykańskiego awanturnictwa wojskowego reputacja Chin w zakresie dyplomacji i stabilności gospodarczej będzie w dalszym ciągu zyskiwać na światowym znaczeniu.
Paradoks nuklearny
Jedną z największych ironii tej wojny jest to, że oznacza ona koniec jakiegokolwiek znaczącego odstraszania Iranu, w tym jego programu nuklearnego. Jeśli Iran przetrwa niszczycielskie zniszczenia, jego apetyt na nuklearny środek odstraszający znacznie wzrośnie. Dlatego prawdopodobną konsekwencją tej wojny będzie przyspieszenie zagrożenia, któremu miała zapobiec.
Operacja Epic Fury coraz bardziej przypomina epicką porażkę. To, co zaczęło się jako próba wykazania współczesnego znaczenia niezrównanej amerykańskiej potęgi militarnej, szybko staje się jednym z najważniejszych strategicznych błędów w obliczeniach tego stulecia – kluczowym momentem w ciągłej erozji amerykańskiej hegemonii.
Opinie wyrażane w komentarzach Fortune.com są wyłącznie poglądami ich autorów i niekoniecznie odzwierciedlają opinie i przekonania Fortune.


