Monday, March 30, 2026

Pomagałem budować Facebooka i patrzyłem, jak coś idzie nie tak. AI podąża tą samą drogą | Fortuna

Koniecznie przeczytaj

Kiedy miałem 22 lata, usiadłem naprzeciwko 21-letniego Marka Zuckerberga, który namawiał mnie do dołączenia do Facebooka ze swoją wizją łączenia ludzi. Pomogłem mu go zbudować, a potem patrzyłem, jak staje się maszyną do uzależnienia. Bo uzależnienie było bardziej opłacalne.

Wszystkie firmy zajmujące się mediami społecznościowymi kierowały się tą samą logiką: jeśli my tego nie zrobimy, zrobi to ktoś inny. Teraz ta logika napędza sztuczną inteligencję.

Sztuczna inteligencja może stworzyć niespotykaną obfitość lub przyszłość, której nie będziemy mogli odzyskać. Jak osiągnąć dobry wynik, to kluczowe pytanie naszych czasów. W ramach Białego Domu z zeszłego tygodnia zaproponowano znajomą odpowiedź: chroń branżę sztucznej inteligencji przed odpowiedzialnością i pozwól firmom to rozgryźć.

Aby jednak sztuczna inteligencja mogła służyć interesowi publicznemu, musimy powierzyć społeczeństwu odpowiedzialność za sztuczną inteligencję.

Jeśli coś ma zmienić nasze życie, powinniśmy mieć wpływ na to, jak to zrobić. Taka jest definicja demokracji.

AI już tobą rządzi

Sztuczna inteligencja już kształtuje to, co widzisz, oferowane stanowiska, pożyczki, do których się kwalifikujesz, a nawet to, kto stanie się celem wojskowym. I nie masz na ten temat nic do powiedzenia. Firmy biorą udział w wyścigu o jak najszybsze wdrożenie sztucznej inteligencji, nawet jeśli eksperci zgłaszają poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa. Ich dyrektorzy generalni (Sam Altman, Dario Amodei, Demis Hassabis, Elon Musk i Mark Zuckerberg) wpadają w tę samą pułapkę: jeśli ja tego nie zrobię, zrobi to ktoś inny. I mają rację. Dlatego musimy zmienić zasady gry.

W tym sensie społeczeństwo już wyprzedza Waszyngton. Sondaże Blue Rose Research pokazują, że 66% Amerykanów popiera panele obywatelskie, które pomagają ustalać zasady sztucznej inteligencji. Liczba ta dotyczy wyborców Trumpa, wyborców Bidena i wyborców niezdecydowanych. 79% obawia się, że rząd nie ma planu utraty miejsc pracy spowodowanej sztuczną inteligencją. Ludzie nie są apatyczni: są wykluczeni.

Jak naprawdę wygląda „kontrola publiczna”.

„Społeczeństwo odpowiedzialne” nie oznacza wyborów zdominowanych przez pieniądze i grupy nacisku. Oznacza to zgromadzenia obywatelskie: reprezentatywne sekcje zwykłych ludzi (myślę o ochotniczych ławach przysięgłych), którym zapewnia się szeroki wkład ekspertów i ustrukturyzowane obrady, a następnie przyznaje się im rzeczywiste uprawnienia do ustalania wiążących celów i ograniczeń.

Obywatele nie piszą kodu. To oni decydują do czego ma służyć kod, a za jego wdrożenie odpowiadają eksperci techniczni.

Model ten sprawdza się od tysięcy lat. W ten sposób Irlandia przełamała polityczny impas w sprawie równości małżeństw i aborcji, który paraliżował polityków od pokoleń. Zgromadzenia już kształtują politykę dotyczącą sztucznej inteligencji na Tajwanie, w Wielkiej Brytanii i Belgii, opracowując zalecenia dotyczące wszystkiego, od rozpoznawania twarzy po dezinformację i przyszłość pracy. W przeciwieństwie do wybieranych urzędników, zwykli obywatele nie mają darczyńców, których mogliby zadowolić, nie ubiegają się o reelekcję ani nie mają bodźców, by służyć komukolwiek poza społeczeństwem.

Zarządzanie publiczne zmienia wyniki. Pozostawiona rynkowi sztuczna inteligencja zoptymalizuje się pod kątem zaangażowania. Dla zysków farmaceutycznych. Aby zastąpić pracowników. W zakresie uczenia się, zdrowia pacjentów i uprawnionych pracowników demokratyczne zarządzanie jest dźwignią wskazującą właściwy kierunek.

Infrastruktura już istnieje

Ludzie na całym świecie (w tym założona przeze mnie organizacja non-profit One Project) już budują infrastrukturę, aby to umożliwić: platformy partycypacyjne na rzecz demokratycznych rządów na dużą skalę.

Istnieje precedens dla tego typu własności publicznej. Zasoby, które mają wpływ na wszystkich – fale powietrzne, drogi wodne i plaże – traktujemy już jako fundusze publiczne. To nie jest nacjonalizacja. To jest demokracja.

Sztuczna inteligencja może wygenerować nowe bogactwo warte biliony dolarów. Jednak przyszłość, w której wygrywają obie strony, wymaga kontroli społeczeństwa (a nie akcjonariuszy): demokratycznego przydzielania zasobów na opiekę nad dziećmi i osobami starszymi, programów przekwalifikowania w celu przenoszenia stanowisk pracy związanych ze sztuczną inteligencją oraz nowych modeli edukacji.

Sztuczna inteligencja może wygenerować nowe bogactwo warte biliony dolarów. Jednak przyszłość, w której wygrywają obie strony, wymaga kontroli społeczeństwa (a nie akcjonariuszy): demokratycznego przydzielania zasobów na opiekę nad dziećmi i osobami starszymi, programów przekwalifikowania w celu przenoszenia stanowisk pracy związanych ze sztuczną inteligencją oraz nowych modeli edukacji.

Okno się zamyka

Waszyngton zmierza w przeciwnym kierunku. Eksperci twierdzą, że społeczeństwo jest zbyt podzielone, kwestie zbyt techniczne, a rywalizacja z Chinami zbyt pilna dla demokracji. Jednak demokratyczny nadzór to jedyny sposób, aby powstrzymać niebezpieczny wyścig sztucznej inteligencji i sprawić, by sztuczna inteligencja służyła ludzkości.

Żądanie wielopartyjne już istnieje. Infrastruktura już się buduje. Pytanie brzmi, czy żądamy demokratycznych rządów, zanim sztuczna inteligencja pójdzie tą samą drogą, co media społecznościowe.

Jeśli sztuczna inteligencja ma zmienić kształt naszego życia, my, ludzie, powinniśmy zdecydować, jak to zrobić. To nie jest radykalne. To nawet nie jest propozycja polityczna. Czyli samorządność. I nigdy nie potrzebowaliśmy tego bardziej.

Opinie wyrażane w komentarzach Fortune.com są wyłącznie poglądami ich autorów i niekoniecznie odzwierciedlają opinie i przekonania Fortune.

Website |  + posts
- Advertisement -spot_img
- Advertisement -spot_img

Najnowszy artykuł