Źródło obrazu: Vodafone Group plc
Przez wiele lat akcje brytyjskie pozostawały w tyle za swoimi amerykańskimi odpowiednikami pod względem wyceny. Być może poszczególne akcje przełamały ten trend, ale ogólnie rynek amerykański wyglądał na droższy. Tak pozostaje.
Jednak w ostatnich latach wyceny wielu brytyjskich akcji wzrosły. Wystarczy spojrzeć na indeks największych spółek FTSE 100. W ciągu ostatnich pięciu lat wzrósł o 52%. Czy zatem na dzisiejszym rynku akcje brytyjskie nadal mogą mieć wartość?
Nie próbuj monitorować rynku w czasie
Moja odpowiedź brzmi: tak, myślę, że dzisiejszy rynek brytyjski może być wartościowy.
Na razie nie planuję w ogóle kupować akcji FTSE 100, na przykład inwestując w tracker indeksowy. Ale w 2025 r. będę kupował pojedyncze akcje brytyjskie, które moim zdaniem są niedowartościowane. Nadal szukam tego, co uważam za potencjalne okazje.
Nie próbuję odmierzać momentu, w którym indeks FTSE 100 zaczyna spadać. To nastąpi prędzej czy później, choć nikt nie wie kiedy. Wolę szukać indywidualnych okazji.
Kiedy okazja przestaje być okazją?
Wyzwanie polega jednak na tym, że za każdą akcję, którą ktoś kupuje, ktoś po drugiej stronie transakcji ją sprzedaje. Innymi słowy, to, co wydaje mi się okazją, może w rzeczywistości okazać się pułapką wartości.
WPP i B&M European Value Retail to dwa przykłady akcji, które kupiłem w tym roku w nadziei, że będą oferować długoterminową wartość. Obydwa rozczarowały rynek ostrzeżeniami dotyczącymi zysków. W 2025 r. B&M spadło dotychczas o 53%, natomiast WPP radzi sobie jeszcze gorzej, tracąc od początku roku 64% swojej wartości.
Widzę ich w różnych sytuacjach. B&M stara się udowodnić swoje znaczenie na rynku dyskontowej sprzedaży detalicznej, który powinien czerpać korzyści ze stabilnego popytu ze strony klientów. Z kolei problemem WPP nie są tylko jej własne wyniki, ale wpływ sztucznej inteligencji (AI) na całą branżę.
Cechą wspólną obu akcji jest to, że chociaż cena zakupu może okazać się długoterminową okazją, może również stanowić pułapkę wartości.
Szukasz marginesu bezpieczeństwa
Nieco pewniej czuję się w przypadku innej spółki, która na początku tego roku ostrzegała przed zyskami: Greggs (LSE: GRG). Po raz kolejny być może moja pewność siebie jest błędna. Błędna ocena popytu konsumenckiego, gdy lato zaczęło się cieplej niż oczekiwano, wydaje się dość podstawowym błędem, jaki może popełnić sprzedawca detaliczny. Dlatego dostrzegam ryzyko, że złe planowanie popytu może spowodować więcej problemów w przyszłości.
Jednak podobnie jak B&M uważam, że Greggs czerpie korzyści z ogromnego rynku i takim nadal pozostanie. Ludzie muszą jeść, a niedrogie produkty tej piekarni mają rzesze fanów.
Podoba mi się także margines bezpieczeństwa, jaki moim zdaniem daje firmie wyjątkowa propozycja Greggsa.
Są inni piekarze i dostawcy taniej żywności. Ale Greggs wypracował sobie wyjątkową tożsamość, jeśli chodzi o niedrogie i wygodne przekąski, posiłki i pikantne słodycze.
Z perspektywy długoterminowej uważam, że jest to jedna z akcji brytyjskich, która zasługuje na znacznie wyższą cenę niż obecnie. Nie mam planów sprzedaży.

