Źródło obrazu: Getty Images
Cena akcji BP (LSE: BP.) znajduje się dziś (8 kwietnia) pod silną presją i spada o 8% na początku notowań w związku z reakcją rynków ropy na oznaki deeskalacji na Bliskim Wschodzie i poprawy bezpieczeństwa dostaw przez Cieśninę Ormuz. Czy jednak po tak potężnym wzroście jest to moment zmiany nastrojów, czy moment, w którym wkraczają inwestorzy długoterminowi?
Czy to już czas na sprzedaż?
Zawsze w pewnym momencie prawdopodobne było zawieszenie broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Zakładanie, że tankowce mogą być blokowane w nieskończoność, nigdy nie było realistyczne. Prawdziwym pytaniem dla inwestorów jest to, czy zmienia to podejście inwestycyjne BP.
Moim zdaniem tak nie jest. Na pierwszy rzut oka 8% spadek cen akcji odzwierciedla gwałtowny spadek cen ropy w miarę łagodzenia napięć geopolitycznych i rynku zaczynającego dyskontować „premię wojenną”, która w ostatnich tygodniach wspierała ropę naftową.
Innymi słowy, wygląda to bardziej na reset nastrojów spowodowany czynnikami makroekonomicznymi niż na pogorszenie specyficzne dla spółki.
To, co nie zmieniło się z dnia na dzień, to podstawowy mechanizm generowania gotówki przez firmę. Poziomy produkcji, zmieniona strategia wydobycia i postęp w bilansie pozostają niezmienione.
W tym sensie dzisiejszy ruch nie wygląda na strukturalny sygnał ostrzegawczy, a bardziej na zdarzenie zmienności nałożone na płaski przypadek inwestycyjny.
Przepływy pieniężne
Kluczową narracją inwestycyjną pozostaje, moim zdaniem, reset strategii koncernu naftowego. Ponowne skupienie się na ropie i gazie skutecznie przedefiniowało sposób, w jaki rynek powinien myśleć o swoich wynikach finansowych.
Zarząd zamierza osiągnąć średni zwrot z zaangażowanego kapitału na poziomie ponad 16% do 2027 r., w porównaniu z obecnymi 14%. W prostych słowach oznacza to generowanie wyższego procentu zysków z każdego zainwestowanego funta kapitału.
Oprócz tego grupa stawia sobie za cel wzrost wolnych przepływów pieniężnych w łącznym rocznym tempie wynoszącym około 20%, co podkreśla skalę ambicji operacyjnych.
Jednocześnie upraszczanie portfela nabiera tempa. Częściowa sprzedaż Castrol i sprzedaż jego niemieckich aktywów rafineryjnych wskazują na bardziej efektywny, bardziej skoncentrowany i ostatecznie generujący większe przepływy pieniężne model biznesowy.
To ma znaczenie dla dywidendy. Pomimo znacznych odpisów w portfelu spółek niskoemisyjnych i trudnej sytuacji na rynku ropy naftowej w ostatnich latach, od 2021 r. dywidenda nadal rośnie na poziomie około 11% rocznie.
Ryzyko
Oczywistym ryzykiem krótkoterminowym jest to, że obecny ruch cen ropy stanowi początek szerszego odwrócenia się w kierunku przedziału 50–60 dolarów, obserwowanego przez większą część ostatnich dwóch lat. To szybko zmniejszyłoby dynamikę zysków BP i złagodziło oczekiwania dotyczące wzrostu przepływów pieniężnych.
Istnieje również ryzyko realizacji, ponieważ grupa skłania się bardziej w stronę ekspansji na rynku wydobywczym, gdzie opóźnienia w projektach, przekroczenia kosztów lub zmiany regulacyjne mogą obniżyć zwroty.
Jaki jest werdykt?
Dzisiejsza silna przecena jest z pewnością niekomfortowa. Inwestorzy powinni jednak skupić się na szerszej perspektywie.
Lata niskich cen ropy naftowej sprawiły, że branża nie znajduje się już w fazie agresywnego przeinwestowania. W rzeczywistości niektóre szacunki sugerują, że obecnie sektor inwestuje za mało o 1–2 miliardy dolarów dziennie, aby utrzymać produkcję.
W obliczu spadku liczby platform wiertniczych i cięć budżetów na poszukiwania, BP wyróżnia się odnowioną strategią wydobycia, wspartą niedawnymi dużymi odkryciami w Brazylii i silniejszym rurociągiem wydobywczym.
Uważam, że ostatecznie rynek z czasem wynagrodzi rosnące przepływy pieniężne, dlatego też BP pozostaje spółką wartą rozważenia.

