Obecnie Republikanie i Demokraci nie wydają się być zgodni w niczym. Ale nagle buduje się ponadpartyjny konsensus na rzecz nowych przepisów, które skierowałyby deficyty na trwałą ścieżkę prowadzącą do konkretnego celu: zmniejszenia różnicy między dochodami i wydatkami o około połowę, do 3% PKB. Fala nastrojów zaczęła się na dobre 9 stycznia, kiedy członkowie Dwupartyjnego Forum Fiskalnego – grupy Izby Reprezentantów poszukującej sposobów stawienia czoła rosnącym wyzwaniom fiskalnym – przedstawili uchwałę, która narzucałaby coś, co będę nazywał „rozwiązaniem 3%. Propozycja jest bardziej aspiracyjna niż konkretna: nie wyznacza na przykład szczegółowych celów, które pozwolą Ci osiągnąć Twój cel. Jednak fakt, że tak wielu przedstawicieli obu stron partii dostrzega pilną potrzebę, wynikającą z sytuacji, która pogarsza się znacznie szybciej, niż prawie ktokolwiek przewidywał zaledwie rok temu, oznacza niezwykłą zmianę w debacie krajowej.
Jeszcze przed uchwałą Izby wpływowe ośrodki doradcze, zwłaszcza Komisja ds. Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego, opowiadały się za celem 3%. Jednak w ostatnich tygodniach dynamika nabiera tempa. W lutym tytan funduszy hedgingowych Ray Dalio zamieścił w serwisie X post, w którym przyznał, że „uwielbia i wspiera” ten pomysł, dodając, że „chociaż najbardziej odpowiedzialni członkowie obu stron nie zgadzają się w wielu kwestiach, w tym się zgadzają”. Redakcje „Washington Post” i „Bloomberg” opublikowały artykuły popierające ten cel. Wszystkie głośne poparcia zapoczątkowały serię artykułów, które odzwierciedlały wezwania poprzednich polityków i ekonomistów do ograniczenia deficytu, w tym pogląd Warrena Buffetta, że 3% to w rzeczywistości właściwa liczba.
Być może zaskakujące jest to, że kolejnym wielkim fanem jest główny decydent Trumpa w dziedzinie polityki gospodarczej, Scott Bessent. Sekretarz skarbu konsekwentnie opowiadał się za programem „3-3-3”, który umożliwiłby osiągnięcie 3% wzrostu PKB, zwiększenie wydobycia ropy o 3 mln baryłek dziennie i podniesienie deficytu do 3% dochodu narodowego do 2028 r. Oczywiście plan Trumpa skierował na razie Stany Zjednoczone w przeciwnym kierunku w kwestii budżetu, a prezydent wydaje się w dużej mierze ignoruje wezwanie Bessenta do broni. W orędziu o stanie Unii oświadczył, że Stany Zjednoczone osiągnęły gospodarczy złoty wiek, nie podejmując wyzwania, jakim jest osiągnięcie dyscypliny fiskalnej.
Walka z deficytem do 3% będzie zadaniem herkulesowym
Rozrzutność Ameryki, zwłaszcza od czasu eksplozji wydatków w trakcie pandemii i po niej, wykopała dół tak głęboki, że wykopanie go zajmie dużo czasu, nawet gdyby Kongres miał uchwalić, a prezydent zatwierdził dziś szereg drakońskich ograniczeń. CBO spodziewa się, że w roku budżetowym 2026 Stany Zjednoczone wydadzą 7,449 biliona dolarów i zgromadzą 5,596 biliona dolarów, co oznacza, że wydatki przekroczą przychody o oszałamiające 33% i wygenerują deficyt w wysokości 1,853 biliona dolarów, co stanowi 5,8% PKB. Agencja prognozuje lukę, która do 2036 r. wyniesie 6,7% PKB, a zdaniem CRFB szacunki te są prawdopodobnie zbyt niskie, ponieważ CBO prognozuje 0% wzrost wydatków uznaniowych w sektorach takich jak obrona i edukacja. Ponadto Stany Zjednoczone stoją obecnie w obliczu spadku dochodów z ceł w wyniku orzeczenia Sądu Najwyższego, który stwierdził, że większość obecnych ceł granicznych jest nielegalna. Najbardziej przerażająca cecha tego scenariusza: odsetki od długu federalnego wzrastają ponad dwukrotnie, z 1,039 biliona dolarów w 2026 r. do 2,144 biliona dolarów w 2036 r., rosnąc w tempie 8%, co sprawia, że koszty utrzymania są najszybciej rosnącą pozycją w budżecie. W ciągu dekady wydatki odsetkowe przekroczą wydatki na Medicare i staną się drugim co do wielkości wydatkiem Ameryki po ubezpieczeniach społecznych.
Jak trudne byłoby zmniejszenie deficytów o połowę, czego pragnie tak wielu ekspertów, do 2036 r.? Oznaczałoby to zmniejszenie różnicy z tegorocznych 2,144 biliona dolarów do 1,40 biliona dolarów, czyli około jednej trzeciej. Moglibyśmy to osiągnąć na przykład poprzez podniesienie łącznej kwoty podatków dochodowych i od wynagrodzeń o 12% w stosunku do obecnej prognozy, a także poprzez zmniejszenie wydatków na świadczenia społeczne do 12% poniżej kwoty przewidywanej w ciągu dziesięciu lat. Oto podsumowanie, jak trudne byłoby to zadanie: jeśli przychody wzrosną poniżej poziomu bazowego CBO, który nie uwzględnia żadnych nowych podatków, wydatki musiałyby pozostać na tym samym poziomie w 2026 r. (innymi słowy, pozostać na niezmienionym poziomie przez 10 lat i nawet nie odpowiadać CPI), aby deficyt osiągnął 1,4 biliona dolarów potrzebnych do osiągnięcia celu na poziomie 3%.
Stany Zjednoczone mają już model planu, który może zadziałać
Pamiętacie krótką erę zrównoważonych budżetów? Tak naprawdę mieliśmy je od 1998 do 2001 roku. Jednym z głównych powodów było uchwalenie ustawy o wykonaniu budżetu, która wprowadziła tzw. wymagania typu pay-as-you-go, czyli PAYGO. BEA przewidywała, że wszelkie zwiększenie wydatków obowiązkowych lub obniżki podatków zostaną zrównoważone wzrostem dochodów lub zmniejszeniem innych wydatków. W przeciwnym razie do dużej części całego budżetu miałyby zastosowanie ogólne ograniczenia wydatków, co pozwoliłoby utrzymać deficyty na dystans. Niestety, kolejne Kongresy wprowadzały szereg chwytów mających na celu obejście systemu pay-as-you-go, w tym klasyfikując rutynowe kategorie jako wypłaty „awaryjne”. Zasady dystrybucji również wygasały kilkakrotnie, a po odnowieniu wykazywały tendencję do osłabiania.
Mimo to program zapewnia doskonały model tego, co działa. Wielkie niebezpieczeństwo polega na tym, że nic nie zostanie zrobione, dopóki gospodarka ryczy jak dzisiaj, a sytuacja stanie się tak niezrównoważona, że cudzoziemcy w dalszym ciągu porzucają nasz dług, żądając od Skarbu Państwa płacenia coraz wyższych stawek w celu refinansowania lawiny zapadających obligacji, co przyspiesza i tak już bardzo szybką eskalację kosztów utrzymania. W takim przypadku Stany Zjednoczone mogłyby zapobiec katastrofie, wprowadzając nadzwyczajny krajowy podatek od sprzedaży lub podatek od wartości dodanej, podobny do tych obowiązujących w Europie. W rzeczywistości Stany Zjednoczone są jedynym większym krajem, który nie nakłada podatku VAT ani podobnego krajowego podatku od sprzedaży.
Prezydent Trump powinien zastosować się do rady Scotta Bessenta. W 1992 roku Ross Perot startował jako niezależny kandydat na prezydenta w ważnej sprawie: niebezpieczeństwie ogromnych długów, deficytów, a zwłaszcza spłat odsetek, które pochłaniały budżet i pozostawiały coraz mniej pieniędzy dla emerytów, opieki zdrowotnej i obronności. Powstanie Perota pomogło w wyborze Billa Clintona zamiast prezydenta George’a HW Busha. Podczas orędzia o stanie Unii Trump zignorował nie tylko istotne zagrożenie dla gospodarki, ale takie, które może stanowić także zagrożenie dla jego partii. Przemówienie Trumpa zostało zaaranżowane tak, aby poprawić perspektywy Republikanów w wyborach śródokresowych. Jeżeli obecny impet w kwestii deficytu zacznie tak mocno mobilizować wyborców, jak miało to miejsce w 1992 r., zaniechanie Trumpa może okazać się dużym błędem.

