Sunday, February 15, 2026

Dylemat Europa-Chiny: czy UE musi wybierać między szybszą dekarbonizacją a ekologicznym przemysłem? | Fortuna

Koniecznie przeczytaj

Europejska transformacja energetyczna może postępuje pełną parą, ale w jakim stopniu jest europejska? Chociaż w 2024 r. rekordowe 47% energii w UE pochodziło ze źródeł odnawialnych, a kraje UE inwestują obecnie dziesięć razy więcej w energię odnawialną niż w ropę i gaz, kilofy i łopaty stojące za tą zieloną gorączką złota pochodzą głównie z zewnątrz.

W 2024 r. 92% światowych dostaw paneli fotowoltaicznych (PV) i 82% turbin wiatrowych będzie pochodzić z jednego kraju: Chin. W pierwszej dziesiątce producentów energii fotowoltaicznej nie ma europejskiej firmy. I choć największy na świecie producent turbin wiatrowych, firma Vestas, jest firmą europejską, pozostałe firmy z pierwszej dziesiątki nią nie są.

Wszystko to nasuwa pytanie: czy Europa może (i powinna) wykorzystać wyjątkową szansę, jaką stwarza dekarbonizacja, do ponownego uruchomienia własnego łańcucha dostaw energii odnawialnej, tworzenia ekologicznych miejsc pracy i trwałego bogactwa na przyszłość? A może skala wyzwania wymaga wydajności, dostępności i najniższych cen, jakie mogą zaoferować jedynie uznani chińscy dostawcy?

Rynek mówi

Z czysto ekonomicznego punktu widzenia odpowiedź jest prawdopodobnie druga, mówi Daniel Grosvenor, specjalista ds. energii i zasobów w firmie doradczej Deloitte w Londynie: „Europa tak naprawdę bardziej niż czegokolwiek potrzebuje taniej, obfitej i niezawodnej energii. Szersza gospodarka odniesie na tym większy dobrobyt, niż na budowaniu własnego łańcucha dostaw energii odnawialnej”.

Budowanie lokalnego potencjału prawie na pewno będzie kosztować więcej i skutkowałoby wolniejszym wdrażaniem niż poleganie na ustalonych dostawcach, dodaje Grosvenor.

Jeszcze niżej w portfolio produktów ekologicznych, w sektorach, w których nadal dominują europejscy producenci, konkurencja nasila się. Weźmy na przykład rynek pojazdów elektrycznych: 9,5% pojazdów elektrycznych sprzedawanych w Europie to obecnie chińskie marki, takie jak MG, BYD i Polestar. Nie wydaje się to wielką sprawą, dopóki nie weźmie się pod uwagę imponującej stopy wzrostu; analogiczna liczba w 2019 r. wyniosła niecałe 1%.

Wzrost ten przypisuje się zwykle wysokim (i wspieranym przez państwo) cenom. Nawet po uwzględnieniu ceł importowych (specyficznych dla każdego producenta i opartych na dotacjach otrzymywanych przez każdą firmę od chińskiego rządu) chińskie pojazdy elektryczne mogą nadal być znacznie tańsze od europejskich rywali.

W Wielkiej Brytanii, gdzie nie są pobierane żadne dodatkowe opłaty, chińska firma BYD, która w 2021 r. sprzedała swój pierwszy samochód elektryczny w Europie, sprzedała we wrześniu 11 271 pojazdów elektrycznych, o 880% więcej niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku. Wypożyczalnia samochodów Sixt również podpisała umowę na obsługę 100 000 pojazdów elektrycznych BYD w całej Europie do 2028 r.

„To, czego Europa naprawdę potrzebuje przede wszystkim, to tania, dostępna w dużych ilościach i niezawodna energia. Cała gospodarka odniesie dzięki temu większy dobrobyt, niż dzięki budowaniu własnego łańcucha dostaw energii odnawialnej”. Daniel Grosvenor, specjalista ds. energii i zasobów w Deloitte

Ale nie jest to tylko kwestia kosztów. Jakość i różnorodność oferowanych obecnie modeli jest co najmniej równie dobra, mówi Jan-Henrik Rauhut, globalny szef mobilności w niemieckim gigantze przemysłowym Siemens. „Azjatyccy producenci wchodzący na rynek wykonują naprawdę dobrą robotę. Z punktu widzenia jakości i technologii mają rację. Już teraz widzę ich na tym samym poziomie, co europejscy (producenci)” – dodaje.

Siemens inwestuje 650 milionów euro (754 miliony dolarów) w dekarbonizację swojej działalności, w tym w elektryzację swojej globalnej floty składającej się z 43 000 pojazdów do 2030 roku. Jak dotąd 28% z nich to pojazdy elektryczne na całym świecie zasilane akumulatorami, ale dotyczy to 94% zamówień na nowe pojazdy w Niemczech.

Europejscy producenci nadal mają przewagę pod względem sieci serwisowej, mówi Rauhut, ale chińskie marki stanowią coraz atrakcyjniejszą propozycję dla flot. „W tej chwili nadal w większym stopniu skupiamy się na markach europejskich (ze względu na ich sieci usług), ale za dwa, trzy lata istnieje możliwość, że dynamika rynku ulegnie zmianie”.

Kwestia bezpieczeństwa

Gospodarka nie jest jedynym czynnikiem stojącym przed Europą w obliczu dylematu, czy zaufać chińskiej zielonej technologii, czy też nie. Ważną rolę odgrywają również kwestie polityczne, zwłaszcza dotyczące bezpieczeństwa dostaw. Europa jest zajęta odzwyczajaniem się od importowanego rosyjskiego gazu, odkąd Władimir Putin zbroił dostawy w 2022 r., instalując w jego miejsce rekordowe ilości krajowych mocy odnawialnych.

Ponieważ jednak duża część technologii wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych jest również importowana z jednego kraju, istnieje ryzyko, że jedna strategiczna słabość geopolityczna zostanie po prostu zastąpiona inną.

„Jeśli jesteśmy zależni od jednego kraju w zakresie większości naszego łańcucha dostaw energii, tak jak byliśmy uzależnieni od Rosji w zakresie gazu, czy jesteśmy z tego zadowoleni?” – pyta Grosvenor. „Szczególnie jeśli chodzi o komponenty krytyczne (takie jak panele słoneczne i turbiny wiatrowe), myślę, że wiele krajów europejskich myśli o bezpieczeństwie dostaw w znacznie szerszym kontekście”.

„W tej chwili nadal w większym stopniu skupiamy się na markach europejskich (ze względu na ich sieci usług), ale za dwa, trzy lata istnieje możliwość, że dynamika rynku ulegnie zmianie”. Jan-Henrik Rauhut, globalny dyrektor ds. mobilności w firmie Siemens

Nawet jeśli będzie rosła wola polityczna do zakupu europejskich produktów, ogromny poziom chińskich dotacji utrudnia ich realizację. Z raportu OECD opublikowanego w lutym wynika, że ​​w latach 2006–2023 producenci turbin wiatrowych w Chinach otrzymali dotacje rządowe i inne wsparcie (w tym kredyty poniżej wartości rynkowej) w wysokości około 2,5–4,5% w porównaniu do znacznie poniżej 1% w przypadku przedsiębiorstw w UE.

W tym samym raporcie stwierdzono również, że koszt materiałów potrzebnych do wyprodukowania turbiny jest w Europie o 40% wyższy niż w Chinach.

W rezultacie turbiny produkowane w Chinach mogą być o 30% lub więcej tańsze niż ich europejskie odpowiedniki, podczas gdy chińskie firmy oferują również zachęty, takie jak odroczone warunki płatności, którym nawet największe europejskie firmy mają trudności z dorównaniem.

„Jestem wielkim zwolennikiem konkurencji, ale musi ona odbywać się na równych warunkach” – powiedział w niedawnym podcaście ustępujący dyrektor ds. technicznych firmy Vestas, Anders Nielsen, na temat chińskiej konkurencji. „Ale jeśli ktoś może przynosić straty latami i uzyskać na to dotację, nie są to równe szanse, jest to ktoś, kto kupuje rynek”.

Komisja Europejska wydaje się być przychylna temu poglądowi i obecnie prowadzi dochodzenie w sprawie cen chińskich turbin wiatrowych.

zielone pędy

Ale chociaż Europa nie może konkurować ceną, być może wkrótce będzie w stanie zwyciężyć dzięki nowej technologii, mówi David Ward, dyrektor naczelny brytyjskiej firmy Oxford PV. „Wszyscy chińscy producenci tracą pieniądze, dlatego osiągnęliśmy najniższe możliwe ceny. Jedynym sposobem na obniżenie kosztów energii jest obecnie zwiększenie wydajności (paneli słonecznych).”.

I tu pojawia się Twój biznes. Tandemowe panele fotowoltaiczne Oxford to najwydajniejsze moduły fotowoltaiczne na świecie, dzięki technologii nowej generacji, która dodaje cienką warstwę perowskitu (nowego półprzewodnika) na tradycyjny krzem. W rezultacie powstał moduł zdolny do przekształcenia 26,9% przechwytywanego światła słonecznego w energię elektryczną, czyli o prawie 2% lepiej niż najlepsi konwencjonalni rywale obecnie wytwarzani w Chinach. Produkcja dla klientów pilotażowych już trwa w fabryce Oxford PV w Brandenburgii w Niemczech.

Ostatecznym celem firmy jest licencjonowanie technologii oprócz jej produkcji. Ward przyznaje, że panele będą droższe w zakupie, ale ich doskonała wydajność oznacza, że ​​koszty energii w całym okresie eksploatacji – uśredniony koszt energii (LCOE), jak nazywa się to w branży – będą o około 10% niższe w porównaniu z konwencjonalnymi alternatywami.

Te korzyści wynikające z własności intelektualnej mogłyby zapewnić Europie przewagę potrzebną do przywrócenia równowagi, podsumowuje Ward. „Ludzie próbowali już wcześniej ożywić produkcję (paneli słonecznych) w Europie, ale zawsze mieli problemy, ponieważ nie było czegoś wyróżniającego. Aby móc konkurować z Chinami, potrzebna jest ugruntowana własność intelektualna w tej technologii”.

- Advertisement -spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Najnowszy artykuł