Briana Fioki. (Zdjęcie dzięki uprzejmości Briana Fioca)
Nota wydawcy: GeekWire publikuje opinie gości, aby zachęcić do świadomej debaty i podkreślić różnorodność perspektyw na tematy kształtujące społeczność technologiczną i startupową. Jeśli jesteś zainteresowany przesłaniem kolumny gościa, napisz do nas na adres Tips@geekwire.com. Nasz zespół redakcyjny sprawdza zgłoszenia pod kątem trafności i standardów redakcyjnych.
Kilka miesięcy temu na spotkaniu w San Francisco lodołamacz zapytał, gdzie byśmy mieszkali, gdybyśmy mogli mieszkać w dowolnym miejscu na świecie. Byłem jedyną osobą w pokoju, której odpowiedzią było to samo miejsce, które już nazywam domem. Przez lata możliwości próbowały mnie odepchnąć i odrzucałem oferty warte wielokrotność tego, co zrobiłem, aby zostać. Jestem pewien, że gdybym ich przestrzegał, byłbym w stanie wcześniej zostać objęty wyższym progiem podatkowym, ale jestem równie pewien, że nie uczyniłoby mnie to szczęśliwszym.
Moja relacja z Waszyngtonem zaczęła się, gdy podczas wizyty w 2004 roku zakochałam się w Seattle. Niedługo potem przeprowadziłam się na Alaskę, byłam współzałożycielką mojej pierwszej firmy, a kiedy w 2006 roku została ona przejęta przez start-up z Seattle, moje marzenie o życiu tutaj stało się rzeczywistością. Ten ruch zmienił moje życie. Zaprowadziło mnie do miejsca, które wydawało się pełne bujnego piękna, niepozornych ambicji i pewnego rodzaju wyzywająco inteligentnej kreatywności, a wszystko to w otoczeniu pionierów budujących nowe, ważne rzeczy. W szkole średniej i na studiach śledziłem historię Microsoftu i pierwszych inżynierów, którzy pomogli stworzyć cały ekosystem technologiczny. Jednocześnie oczywiście pokochałem muzykę sceny Seattle. Waszyngton wydawał się miejscem, w którym innowacja może współistnieć z kulturą, gdzie jedno pokolenie twórców i artystów tworzyło podwaliny następnego. Dwadzieścia lat po tym, jak tu mieszkałem, to wciąż brzmi prawdziwie.
Całkiem nieźle sobie tutaj poradziłem. Założyłem tutaj firmy i współpracowałem z inwestorami kapitału wysokiego ryzyka w Madrona Venture Labs i Pioneer Square Labs i na własne oczy widziałem, jak naprawdę działają ekosystemy startupów. Przez lata miałem nadzieję, że pewnego dnia będę mógł zainwestować i teraz mogę. Jestem podekscytowany możliwością dalszego uczestniczenia w tym samym cyklu budowania, który przyciągnął mnie tutaj. Ale jedną z rzeczy, które najbardziej lubię w tym regionie, jest to, że nigdy nie był on jedynie ekosystemem technologicznym.
Niektóre osoby w tej społeczności, na których mi najbardziej zależy, to artyści, muzycy i twórcy. Kształtują kulturę i ducha tego miejsca w sposób, którego nie jest w stanie uchwycić żaden model gospodarczy. Jako osoba, która odniosła ogromne korzyści z pracy w dziedzinie technologii i sztucznej inteligencji, czuję prawdziwą odpowiedzialność za wspieranie szerszej społeczności, dzięki której ten region tętni życiem. Szczerze mówiąc, to właśnie ta społeczność chroniła mnie przed wypaleniem w najtrudniejszych momentach mojej kariery.
Dlatego moje podejście do proponowanego przez Waszyngton podatku od bardzo wysokich dochodów jest proste: jeśli uda mi się zarobić taką kwotę w ciągu roku, będę mógł sobie pozwolić na nieco większy wkład w placówkę, która umożliwiła osiągnięcie tej sytuacji.
Jako osoba, która rozpoczęła karierę w Gruzji, czerwonym stanie, w którym obowiązują podatki dochodowe od osób fizycznych, zawsze wydawało mi się dziwnie zacofane, że ich nie mamy. Mieszkańcy tego kraju od dawna zauważają, że system podatkowy Waszyngtonu należy do najbardziej regresywnych w kraju. W tym kontekście i biorąc pod uwagę ostatnie 20 lat prób rozwiązań, proponowany podatek majątkowy wydaje się jednym z niewielu realistycznych sposobów na zapewnienie bardziej zrównoważonego systemu.
Czy propozycja jest idealna? Oczywiście, że nie. Prawa i konstytucja Waszyngtonu sprawiają, że tego typu polityka jest wyjątkowo trudna do opracowania. Ale jak usłyszałem kiedyś w rozmowie w Y Combinator w 2008 roku, doskonały jest wrogiem wystarczająco dobrego, a czasami wystarczająco dobry jest wrogiem niczego. „Niedoskonały” nie jest przekonującym argumentem za nierobieniem niczego w nieskończoność.
Na pewno nie jestem ekspertem w tym temacie. Ale nie sądzę też, że moim zadaniem jest udawać, że wiem więcej o projektowaniu podatków niż ludzie, których zadaniem jest nad tym pracować. Wybieramy ustawodawców, aby dokonywali trudnych kompromisów w społeczeństwie i reprezentowali interesy całej społeczności. Traktuję ten proces poważnie i ufam przedstawicielom demokracji znacznie bardziej niż jakimkolwiek zwięzłym, podżegającym argumentom napędzanym przez algorytmy w mediach społecznościowych. Zarządzanie, podobnie jak w przypadku firm budowlanych, ma charakter iteracyjny. Próbujemy różnych rzeczy. Udoskonalamy je. Jeśli coś nie działa, naprawiamy to lub wybieramy nowe osoby i próbujemy ponownie. Działamy poprzez agencję.
Ciągle słyszę, że takie podatki wypędzą założycieli i firmy, że inwestorzy odejdą, że Waszyngton nie będzie już miejscem, gdzie ambitni i kreatywni ludzie coś budują. Niezależnie od tego, czy uda się uzyskać dane na poparcie tej sprawy, jestem co najwyżej sceptyczny. Ale przynajmniej dla mnie, jako osoby, która faktycznie założyła firmę, wydaje się to oczywiście błędne.
Założyciele nie decydują, gdzie budować, badając krańcowe stawki podatkowe. Budują w swoich domach, kawiarniach czy garażach, gdzie mieszkają wspierający ich przyjaciele i współpracownicy. Budują tam, gdzie jest ich społeczność. Budują miejsca, w których mogą mieszkać ich bliscy i gdzie mogą przetrwać harówkę lat stresującej i niepewnej pracy. Budowanie firmy jest zbyt wymagające i osobiste, aby optymalizować ją w oparciu o hipotetyczną pozycję w arkuszu kalkulacyjnym przedstawiającym wyobrażone przyszłe wyniki.
Jedną z rzeczy, które najbardziej lubię w Waszyngtonie, jest to, że nie sprawia on wrażenia miejsca należącego tylko do jednego typu osób. Jest cudownie dzikie, zróżnicowane kulturowo i środowiskowo, a także trochę dziwne w najlepszym wydaniu. Ma dziwaczne miasta i przytulne dzielnice, niesamowite krajobrazy i przyrodę oraz długą tradycję ludzi pojawiających się, aby coś budować, dosłownie je palić i odbudowywać piętro wyżej. Mówiąc językiem inwestorów, jest to nasza nieuczciwa przewaga. Ludzie będą się tu nadal przemieszczać ze względu na wszystkie nasze zasoby naturalne. Niektórzy założą firmy. Niektórzy będą pracować nad tymi, które odniosły sukces. Niektórzy będą sprzedawać łopaty. Niektórzy znajdą złoto.
Dla mnie liczy się to, że znalezienie bogactwa wiąże się z poczuciem wzajemności. Jeśli ktoś otrzymuje wyjątkowo wysokie wynagrodzenie w Waszyngtonie i zdecyduje, że rozsądny podatek od jego niezwykle wysokich dochodów oznacza, że nie chce już być częścią tego miejsca, w porządku! To jest twój wybór. Na pewno nie odejdę. Niektórzy powiedzieli „po prostu przekaż darowiznę”. Tak. Ale każdy, kto prowadził firmę, wie, że jednorazowe kwoty ryczałtowe nie są przewidywalnym źródłem środków potrzebnych do planowania przyszłości i utrzymania ekosystemu.
Warto zaznaczyć, że oczywiste poparcie dla tej propozycji nie oznacza, że nie miałbym nic przeciwko pewnym zmianom. Szczególnie chciałbym zobaczyć wyraźniejsze powiązania między nowymi dochodami a kwestiami jakości życia, które decydują o tym, czy Waszyngton nadal nadaje się do zamieszkania: mieszkalnictwo, transport, edukacja oraz zdolność ludzi z różnych środowisk i o różnej sytuacji do pozostania tu zakorzenionymi. Powinniśmy mierzyć i odpowiednio dostosowywać.
Ostatecznie sprowadza się to do tego: czuję się szczęśliwy, że tu jestem. Dobrze prosperująca społeczność przyciągnęła mnie do tego regionu i dała mi możliwość budowania nowych rzeczy, pracy z inwestorami, których szanuję, wśród wspaniałych, kreatywnych ludzi, których kocham, i ostatecznie stać się kimś, kto może to spłacić. Skorzystałem z tego, co zbudowały tu poprzednie pokolenia i czuję się odpowiedzialny przed kolejnymi. To tylko moja osobista perspektywa. Nie mogę wypowiadać się w imieniu wszystkich, których dotyczy ta propozycja polityczna, nawet tych, którzy mają nadzieję, że pewnego dnia tak się stanie. Ale jeśli moje okoliczności i styl życia pozwalają mi wnieść większy wkład w miejsce, które pomogło ukształtować najlepsze lata mojego życia, myślę, że powinienem.
A jeśli ta propozycja naprawienia błędu projektowego w naszym kodzie poboru dochodów wystarczy, aby ktoś opuścił Waszyngton, sprzedał łódź i przeprowadził się na Florydę, to świetnie. Osobiście chętnie zainwestuję w kolejne grono osób, które tak samo jak ja kochają tutejsze życie i chcą budować życie w tym magicznym miejscu.
Powiązany:
Gubernator Waszyngtonu mówi, że podpisze podatek milionowy W nowym piśmie do gubernatora liderzy technologii w Seattle twierdzą, że proponowany podatek dochodowy zaszkodzi innowacjom w zakresie sztucznej inteligencji w regionie Opinia: Narracje i realia podatku dochodowego w Waszyngtonie

