
Źródło obrazu: Getty Images
Nie da się tego obejść, cena akcji Aston Martin (LSE: AML) to katastrofa! W ciągu ostatnich 12 miesięcy spadł o 40%, a od czasu pamiętnego wprowadzenia na rynek w 2018 r. spadł aż o 98,6%. Nie była to akcja wzrostowa, jakiej oczekiwali pierwsi inwestorzy.
Mimo to za każdym razem, gdy wydawało się, że luksusowy producent samochodów jest na ostatniej prostej, znajdował pieniądze na dalszą działalność. Ktoś wydaje się sądzić, że przyszłość rysuje się w różowych barwach, choć okaże się, jak daleko sięga to poza inwestora-miliardera Lawrence’a Strolla, który objął duże udziały w 2020 r.
Czy zatem przy cenie 62,7 pensów w chwili pisania tego tekstu akcje te mogły w ogóle stać się Rolls-Royce’em roku 2026?
A teraz co?
Unoszący się na wodzie, tuż przed pandemią i latami dewastacji gospodarczej, która po niej nastąpiła, Aston Martin nie mógł trafić w gorszy moment. Kiedy dyrektor generalny Adrian Hallmark objął stanowisko we wrześniu 2024 r., miał przed sobą ogromne zadanie.
W tym samym roku Aston Martin odnotował stratę przed opodatkowaniem w wysokości 289 milionów funtów. To wynik jeszcze gorszy niż strata w wysokości 240 milionów funtów z poprzedniego roku. Co więc planował zmienić nowy szef?
Powiedział: „Po okresie intensywnych premier produktów, w połączeniu z wyzwaniami dla całej branży i całej firmy, skupiamy się teraz na realizacji operacyjnej i zapewnianiu stabilności finansowej”.
Trzymaj się więc z dala od blichtru i przepychu i uporządkuj swoje finanse. Cóż, może. Jednak w przypadku nowego Vanquisha i przyszłych modeli hybrydowych sytuacja może się jeszcze zmienić.
Stan obecny
Wysiłki mające na celu ograniczenie wydatków kapitałowych i zmniejszenie strat napotkały więcej przeszkód zewnętrznych. W aktualizacji za trzeci kwartał z 10 grudnia dyrektor generalny wspomniał o „znacznych trudnościach makroekonomicznych, w szczególności utrzymującym się wpływie amerykańskich ceł i słabym popycie w Chinach”.
W tym roku strata przed opodatkowaniem wyniosła 253 mln funtów, czyli ponownie więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. A zadłużenie netto wynosi 1,38 miliarda funtów wobec 1,22 miliarda rok temu.
Przynajmniej Stroll pozostaje optymistą i mówi nam: „Moja wiara w długoterminowe perspektywy tej kultowej brytyjskiej marki i moje zaangażowanie w firmę pozostają niezachwiane”.
I to naprawdę może być to, czego firma potrzebuje. Posiadanie dużego akcjonariusza cieszącego się dużym zaufaniem w dłuższej perspektywie z pewnością zwiększa szanse na zysk.
Co dalej?
A skoro już mowa o zyskach, nie należy się ich jeszcze spodziewać, nawet w 2027 r. Jednak oczekiwana strata na akcję w wysokości 4,4 p w tym roku jest bardzo mała, znacznie poniżej 38,9 p odnotowanych w 2024 r. Tylko o krok od progu rentowności.
Nie trzeba wiele, aby zapewnić mu skromną perspektywę zarobków. Otwiera także drogę do możliwego punktu zwrotnego w nadchodzącym roku. Może nie musimy czekać na realne zyski. Wystarczy, aby na radarach analityków pojawiła się pozytywna prognoza zysków.
Jeśli tak się stanie, może wreszcie rozpocząć się przeszacowanie akcji Aston Martina. Inwestorzy w akcje wzrostowe dobrze by zrobili, gdyby rozważyli zakup wcześniej, ale dla mnie ryzyko jest w dalszym ciągu zbyt duże.


