Minął ponad rok od rozpoczęcia przez administrację Trumpa ataków na imigrację i niewiele wskazuje na to, że zastępca szefa sztabu Białego Domu Stephen Miller osiągnął swój cel, jakim jest zwiększenie liczby pracowników urodzonych w Ameryce poprzez zamknięcie granic.
W opublikowanym w tym miesiącu raporcie politycznym Narodowej Fundacji na rzecz Polityki Amerykańskiej (NFAP) zauważono, że między lutym 2025 r. a lutym 2026 r. udział pracowników urodzonych w USA w wieku 16 lat i starszych faktycznie spadł z 61,4% do 61%, powołując się na dane dotyczące pracy z Biura Statystyk Pracy.
Ten spadek liczby pracowników urodzonych w USA, będący częścią większego spowolnienia na rynku pracy, w wyniku którego w 2025 r. w amerykańskiej gospodarce utworzono zaledwie 181 000 miejsc pracy, zbiegł się z szeregiem działań mających na celu ograniczenie imigracji. Obejmowało to około 170 miliardów dolarów na finansowanie egzekwowania prawa imigracyjnego, w tym 75 miliardów dolarów na egzekwowanie przepisów imigracyjnych i celnych do 2029 r., jak określono w „One Big Beautiful Bill” prezydenta Donalda Trumpa (OBBB).
Wydaje się, że represje przyniosły pożądany skutek: wydalenie imigrantów i tych, którzy rozważali przyjazd do Stanów Zjednoczonych. Instytut Brookings oszacował, że w 2025 r. Stany Zjednoczone opuściło kraj od 10 000 do 295 000 osób, osiągając po raz pierwszy od około pół wieku ujemne saldo migracji. Analiza NFAP wykazała spadek o 596 000 pracowników urodzonych za granicą w USA od stycznia 2026 r. i ogółem o 1,01 mln pracowników od czasu, gdy liczba pracowników urodzonych za granicą w USA osiągnęła najwyższy poziom w marcu 2025 r.
Zdaniem ekonomisty pracy i starszego współpracownika NFAP Marka Regetsa, choć wysiłki mające na celu redukcję siły roboczej urodzonej za granicą były skuteczne, nie przyczyniły się do zwiększenia liczby miejsc pracy dla pracowników urodzonych w Ameryce.
„Większość badań ekonomicznych pokazuje, że imigracja zwiększa możliwości zatrudnienia osób urodzonych w Ameryce, więc nie byłoby zaskakujące, gdyby ograniczenie imigracji szkodziło amerykańskim pracownikom” – stwierdził Regets w raporcie.
Regets powiedział wcześniej Fortune, że siła robocza imigrancka może pomóc zwiększyć produktywność i uzasadnić zatrudnianie większej liczby pracowników, a także zachęcić amerykańskie firmy do korzystania z siły roboczej krajowej, a nie pracy za granicą. Zwiększona imigracja może również zachęcać konsumentów do wydatków w celu pobudzenia aktywności gospodarczej.
„Firma, która nie może znaleźć pracowników, których potrzebuje na niektóre stanowiska, może raczej zamknąć swoją działalność niż ją kontynuować” – stwierdził Regets.
Zasugerował, że wysiłki mające na celu rozprawienie się z imigracją w celu zwiększenia możliwości pracowników w imię rozwoju amerykańskiej gospodarki przyniosły całkowicie odwrotny skutek.
„Dane wyraźnie sygnalizują, że tracimy wszelkiego rodzaju imigrantów, którzy w przeciwnym razie napędzaliby gospodarkę USA” – dodał.
Jak zamknięte granice wpłyną na gospodarkę USA
Ekonomiści ostrzegają, że ujemna migracja netto, którą administracja Trumpa reklamowała jako zwycięstwo, może skurczyć amerykańską gospodarkę.
W dokumencie roboczym opublikowanym w zeszłym roku przez American Enterprise Institute (AEI), konserwatywny ośrodek polityki gospodarczej, stwierdzono, że ujemna migracja netto może obniżyć wzrost PKB w USA o 0,3% do 0,4%. Przy realnym PKB Stanów Zjednoczonych wynoszącym około 23,5 biliona dolarów rekompensata ekonomiczna mniejszej liczby imigrantów mogłaby wynosić od 70,5 miliarda do 94 miliardów dolarów utraconej produkcji gospodarczej rocznie, co jest wynikiem nie tylko mniejszej liczby pracowników, ale także mniejszych wydatków konsumenckich.
NFAP przewidywał wcześniej, że polityka imigracyjna Trumpa zmniejszy liczbę amerykańskich pracowników o 6,8 mln do 2028 r. i 15,7 mln do 2035 r.
„Nasza siła robocza składa się z imigrantów w nieproporcjonalnej mierze w stosunku do ich odsetka w populacji, więc… nie możemy naprawdę utrzymać wysokiego poziomu wzrostu liczby miejsc pracy, skupiając się wyłącznie na populacji urodzonej w Ameryce, ponieważ w zasadzie po prostu nie ma wystarczającej liczby osób, aby to zrobić” – powiedziała Fortune w lipcu 2025 r. współautorka raportu Tara Watson, ekonomistka w Brookings Institution i profesor ekonomii w Williams College.
Badania opublikowane w zeszłym miesiącu przez libertariański zespół doradców Cato Institute wskazują, że amerykańska imigracja pomogła zapobiec kryzysowi zadłużenia w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy opłaty z tego tytułu wzrosły do 39 bilionów dolarów. W latach 1994–2023 imigranci (zarówno udokumentowani, jak i nieudokumentowani) wpłacali więcej podatków niż otrzymywali w postaci świadczeń lokalnych, stanowych lub federalnych, co daje łączną nadwyżkę fiskalną w wysokości 14,5 biliona dolarów w okresie 30 lat. Analiza wykazała, że bez wkładu gospodarczego dług publiczny przekroczyłby 200% amerykańskiego PKB, a zatem próg, który niektórzy ekonomiści mogliby uznać za kryzys.
Z raportu wynika, że w 2023 r. imigranci stanowili 14,7% populacji USA, ale płacili 17,3% podatków i 17,4% dochodu, generując wyższe dochody i płacąc więcej podatków na mieszkańca niż ich odpowiednicy urodzeni w USA. Wielu imigrantów przybywa do Stanów Zjednoczonych w wieku dwudziestu kilku lat, wymagając mniejszego wykształcenia, a tym samym mniejszych kosztów edukacji niż osoby urodzone w Stanach Zjednoczonych. Podobnie wielu tymczasowych lub nieposiadających dokumentów imigrantów nie kwalifikuje się do ubezpieczenia społecznego i kosztuje rząd około 74 000 dolarów mniej na mieszkańca w postaci świadczeń emerytalnych.
„Przez lata natywiści w Kongresie i administracji błędnie twierdzili, że za wzrostem zadłużenia stoją imigranci i że amerykański system imigracyjny pozwolił obcokrajowcom skorzystać z hojności Amerykanów” – napisał na temat raportu w lutowym poście Substack David Bier, współautor raportu i dyrektor studiów nad imigracją w Cato Institute. „Nasze dane całkowicie zaprzeczają temu poglądowi. Imigranci dotują rząd USA”.

