Rozmowa kwalifikacyjna była kiedyś rytuałem przejścia w dorosłość. Dla niektórych osób poszukujących pracy z pokolenia Z staje się to sprawą rodzinną.
Nowe badanie przeprowadzone przez platformę karier Zety pokazuje, że 1 na 5 kandydatów z pokolenia Z zaprosił rodzica na rozmowę kwalifikacyjną, a niektórzy nawet pozwolili mamie lub tacie negocjować wynagrodzenie.
Pokolenie Z wkracza na najtrudniejszy rynek pracy od lat, a miliony borykają się z bezrobociem, a rekordowa liczba osób zalicza się do grupy NEET (niekształcącej się, niepracującej ani nieszkolącej). Dlatego teraz na rozmowy kwalifikacyjne zapraszają rodzica, który może potwierdzić ich umiejętności i talenty.
Jednak tendencja ta budzi zdziwienie wśród pracodawców, a inwestor Shark Tank, Kevin O’Leary, twierdzi, że kandydaci, którzy to zrobią, ryzykują, że ich CV trafi „prosto do kosza”.
Niektórzy rodzice negocjują nawet pensje swoich dzieci.
Można założyć, że ci rodzice po cichu prowadzą rozmowy telefoniczne pierwszego etapu przez Zoom, aby trzymać dziecko za rękę. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej rażąca: większość pojawia się osobiście i poświęca czas w ciągu dnia pracy, aby usiąść przed potencjalnym pracodawcą swoich dzieci.
A to nie koniec rozpieszczania.
Jedna trzecia respondentów stwierdziła, że rodzice pomogli im w negocjowaniu wynagrodzenia, a 10% pozwoliło mamie lub tacie negocjować bezpośrednio z szefem.
Nawet gdy ich dorosłe dzieci znajdą pracę, zaangażowanie trwa nadal: ponad połowa (56%) zaprosiła rodziców do odwiedzenia ich miejsca pracy poza oficjalnymi wydarzeniami.
Pracodawcy twierdzą, że to sygnał ostrzegawczy
Dzieje się tak, gdy pracownicy pokolenia Z są zwalniani w ciągu kilku miesięcy od zatrudnienia, a menedżerowie powołują się na brak podstawowego przygotowania miejsca pracy, słabe umiejętności komunikacyjne i nieumiejętność otrzymywania informacji zwrotnej.
Nowe badanie sugeruje, że pracodawcy mogą mieć rację: jeśli młoda osoba nie poradzi sobie sama z rozmową kwalifikacyjną, jak poradzi sobie z trudnym klientem, prezentacją o wysokiej stawce lub oceną wyników?
Jest to problem, który już pojawia się w rzeczywistych pokojach do wynajęcia. O’Leary z Shark Tank skrytykował niedawno młodego kandydata po tym, jak jego rodzice wtargnęli na rozmowę na Zoomie bez zaproszenia.
W wywiadzie dla Fox Business miliarder-biznesmen nazwał tę tendencję „okropnym znakiem”, kwestionując, czy można ufać osobie, która potrzebuje ojca u boku, że sama podejmie decyzję.
Masz rację: prawie 70% przedstawicieli pokolenia Z przyznaje, że regularnie otrzymuje porady zawodowe od rodziców, a jedna trzecia twierdzi, że rodzice mają największy wpływ na ich wybory zawodowe.
Dla tego pokolenia mama i tata nie są tylko cheerleaderkami z boku: są pierwszym wezwaniem, zabezpieczeniem i, w coraz większym stopniu, towarzyszem.
Jednak ostatecznie samo zaangażowanie, które – jak mają nadzieję – pomoże im w zatrudnieniu, może przynieść odwrotny skutek. Kiedy rada zamienia się w działanie, przestaje wyglądać jak wsparcie, a zaczyna wyglądać jak czerwona flaga. Edytowanie CV przez rodzica to jedno. Rodzic siedzący naprzeciwko menedżera ds. rekrutacji to zupełnie coś innego.
Wystarczy zapytać O’Leary’ego, który ma dosadne ostrzeżenie dla wszystkich, którzy zastanawiają się nad przyprowadzeniem rodzica na rozmowę kwalifikacyjną: Twoje CV ląduje „od razu w koszu”.

