W dzisiejszych kręgach gospodarczych panuje idea tak zaraźliwa, że może reprezentować wszystko, co jest nie tak z amerykańską gospodarką. Znajdziesz to w każdym artykule poświęconym tak zwanej „gospodarce w kształcie litery K” lub w głębokich spadkach wydatków konsumenckich. Możliwe nawet, że znalazłeś go w drukowanych wydaniach najbardziej prestiżowych publikacji z zakresu dziennikarstwa finansowego.
A jednak twierdzenie, że „10% najbogatszych amerykańskich gospodarstw domowych odpowiada za ponad połowę wydatków konsumpcyjnych”, może być ewidentnie fałszywe. Tak przynajmniej twierdzi jeden z ekonomistów.
Skąd wzięła się statystyka?
Statystyki stały się odurzające dla traderów, inwestorów i niektórych fotelowych ekonomistów; nawet do tego stopnia, że zostało ono powtórzone bez dalszego rozważenia. Jednak w rzeczywistości jest to produkt raportu Moody’s Analytics, który był szeroko omawiany.
Zandi argumentuje, że 10% największych konsumentów w USA odpowiadało za 49,2% całkowitych wydatków w drugim kwartale 2025 r., co stanowi najwyższy poziom odnotowany od rozpoczęcia badania w 1989 r.
Dlaczego jest kontrowersyjny?
Jednak w tej statystyce zaczęła kumulować się seria reakcji. Między innymi tego, że jest po prostu nie w porządku. Adiunkt na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i stażysta podoktorski Antoine Levy zamieszał w krótkim, ale szczegółowym wątku na X (dawniej Twitterze), którego celem było zdominowanie wydatków ultrabogatych.
„Każdy, kto zna statystyki gospodarcze, powinien intuicyjnie czuć, że nie muszą one być prawidłowe” – powiedział Levy. „W rzeczywistości (w większości) tak nie jest”.
Levy, który za obszar swoich zainteresowań uważa „interakcję polityk publicznych, rynków nieruchomości i mobilności przestrzennej”, twierdzi, że nie byłoby możliwe, aby 10% najbogatszych gospodarstw domowych odpowiadało za 50% konsumpcji, skoro „nie otrzymują nawet 40% dochodu do dyspozycji”. Następnie omawia techniczne niedociągnięcia metodologii Moody’s i na koniec nazywa ich pracę „przeszacowaną” i „wyjątkowo nieprawdopodobną na podstawie podstawowych relacji księgowych”.
W komentarzu dla TheStreet Levy dodaje: „Ogólnie mam wrażenie, że ta metodologia nie pozwala wykryć rzeczywistych różnic we wzorcach wydatków konsumentów (z pewnością nie kwartalnie, biorąc pod uwagę metodę imputacji)”. Zauważa, że poziom 50% jest „całkowicie sprzeczny” ze zmierzonym rozkładem „dochodów osobistych, oszczędności i wydatków konsumpcyjnych” opracowanym przez Biuro Statystyki Pracy (BLS) i Biuro Analiz Ekonomicznych (BEA).
„Konsumpcja jest bardziej egalitarna niż dochód do dyspozycji” – podsumowuje Levy. „A sam dochód do dyspozycji nie jest tak nierównomiernie rozłożony”.
Jeśli nie 50%, to co? Levy twierdzi, że 10% najbogatszych gospodarstw domowych otrzymuje od 35% do 40% dochodu do dyspozycji i oszczędza od 20% do 25% tej kwoty; To więcej niż średnia krajowa stopa oszczędności wynosząca około 7%. Korzystając z tych danych, wychodzi to na 35%. To wciąż wysoki wynik, ale w żadnym wypadku nie jest to bardziej dramatyczna liczba 50%, która stała się ulubionym tematem rozmów osób myślących o pieniądzach.
Kontrowersja rodzi kontrowersje
Jednak dwa centy Levy’ego wywołały również dalszą dyskusję na temat przedstawionych liczb.
Matthew C. Klein, który przed założeniem własnej, finansowanej z subskrypcji publikacji zatytułowanej The Overshoot, pracował w Bloomberg, Financial Times i Barron’s, powiedział TheStreet, że liczby Moody’ego są „po prostu błędne”.
„Biuro Analiz Ekonomicznych to oficjalna agencja rządowa, której zadaniem jest mierzenie dochodów osobistych, wydatków konsumenckich i PKB” – powiedział Klein. „Według nich 10% największych amerykańskich gospodarstw domowych (pod względem dochodu do dyspozycji) konsekwentnie odpowiada za jedynie około 20% wszystkich wydatków konsumpcyjnych w latach 2004–2022”.
Klein zwraca uwagę, że własne źródło danych Moody’s, dystrybucyjne rachunki finansowe Rezerwy Federalnej, nawet nie śledziło konsumpcji, co czyni argument Levy’ego „wiarygodnym”.
Istnieją jednak krytycy (choć głównie anonimowi hecklerzy) wobec krytyki Levy’ego.
Wśród ich argumentów jest to, że wydatki przedsiębiorstw nie są odpowiednio uwzględniane (ponieważ powodują straty, które równoważą dochody), dostęp bogatych do produktów kredytowych (co umożliwiłoby alternatywne sposoby konsumpcji bez konieczności zwiększania dochodów) oraz różnicę między „konsumpcją” a „wydatkami”.
TheStreet skontaktował się z kilkoma źródłami, w tym z Moody’s Analytics, z prośbą o komentarz w sprawie dyskusji. W momencie publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

