Źródło obrazu: Getty Images
14 stycznia cena akcji Rolls-Royce Holdings (LSE: RR.) osiągnęła najwyższy poziom 1306,6 pensów. Jednak zaledwie dwa tygodnie później, 28 stycznia, kurs zamknął się 7,5% poniżej tego maksimum, na poziomie 1208 pensów. Inwestorzy od dawna nawoływali do zakończenia zaskakującej hossy Rollsa: w ciągu ostatnich pięciu lat akcje spółki wzrosły o 1230%.
Rzecz w tym, że prognozowany stosunek ceny do zysków (P/E) wynosi zaledwie około 20. To naprawdę nie jest tak dużo w porównaniu z wieloma innymi akcjami wzrostowymi, które widziałem. A kto obstawiałby, że analitycy stale podnoszą swoje ceny docelowe?
Morgan Stanley właśnie podniósł cenę docelową swoich akcji Rolls-Royce’a do 1500 pensów, w porównaniu z poprzednią prognozą wynoszącą 1280 pensów i o 24% wyższą od ostatniej ceny zamknięcia akcji. Nieco wcześniej Goldman Sachs podwyższył swój cel z 1290 pensów do 1350 pensów, co sugeruje dalszy wzrost o 12%.
Obawiam się, że tylko jedna rzecz może w tej chwili wykoleić zapasy Rolls-Royce’a. Problem w tym, że nie wiem co to może być. A jeśli uważasz, że mówienie tego nie ma sensu, proszę o chwilę cierpliwości…
Spółka wzrostowa może publikować jeden po drugim świetne raporty, stale przekraczając prognozy, tak jak robił to Rolls. Aż pewnego dnia okazuje się, że wynik jest mniejszy niż 110% od oczekiwanego i akcje gwałtownie spadają. Nigdy nie dowiemy się, co to może być. Wiemy jednak, że ten sam scenariusz powtarzał się wielokrotnie w przeszłości.
Jeśli chodzi o Rolls-Royce’a, najbardziej obawiam się prognoz, które pokażą duży wzrost zysków w 2026 r., a następnie spadek w 2027 r., co może spowodować wzrost wskaźnika P/E do 37. Jeśli Rolls nie może osiągnąć nic lepszego, czy mogłoby to być rozwiązanie?
Jak zarządzać ryzykiem
Co zatem powinni zrobić inwestorzy, którzy zaczynają się trochę denerwować? Jednym ze sposobów jest osiągnięcie pewnych zysków i zmniejszenie ryzyka. Inwestor mógłby na przykład sprzedać tyle, aby odzyskać początkową inwestycję. A potem potraktuj wszystko inne, co pozostało na rynku, jako zysk. Alternatywnie mogliby wypłacić swoje wygrane i opuścić początkowy zakład w nadziei na więcej nagród. Albo gdzieś pomiędzy: wszystko zależy od indywidualnego apetytu na ryzyko.
Istnieje też popularne powiedzenie: „Trzymaj straty i pozwól zwycięzcom uciekać”. Czekaj, czy to nie jest sprzeczne z ideą zdejmowania zysków ze stołu? Na pewno tak. Jednak dużą wadą przestrzegania ogólnych zasad inwestowania jest to, że… zawsze wydaje się, że jest więcej zasad niż kciuków.
Zapomnij o zasadach
Dla mnie jest tylko jedno rozsądne podejście. Oznacza to ignorowanie elastycznych notowań strategicznych i nieopieranie decyzji wyłącznie na cenie akcji. Chodzi o wycenę. No i dywersyfikacja. Moim celem jest osiągnięcie zróżnicowanego zestawu akcji przy minimalnym ryzyku, niezbyt dużym ryzyku w żadnym przypadku, a wszystko to z indywidualnymi wycenami, które moim zdaniem są uczciwe.
Z pewnością możemy zrobić lepiej, chroniąc się przed spadkami cen akcji, niż próbując je przewidzieć. A jeśli Rolls-Royce spełnia nasze kryteria wyceny i ryzyka, rozważ to.

