
Źródło obrazu: Getty Images
Dla niektórych załamanie ceny akcji Aston Martin (LSE: AML) może wydawać się najlepszą okazją do zakupu. Producent luksusowych samochodów to powszechnie znana marka, na zawsze kojarzona z Jamesem Bondem. Ich samochody emanują przepychem, a ich historia sięga ponad wieku. Niewiele brytyjskich marek może dorównać jego atrakcyjności.
Niestety jest to również bardzo problematyczny biznes. Od czasu swojej premiery w 1913 r. Aston Martin bankrutował siedmiokrotnie. Zawsze znajdował nowych zwolenników, a w 2020 r. za sterami stanął kanadyjski miliarder Lawrence Stroll. Dorobił się fortuny na takich firmach, jak Tommy Hilfiger i Michael Kors. Do tej pory Aston Martin pochłonie znacznie więcej gotówki, niż wytworzył.
Wiem, co czuje Stroll, choć na znacznie mniejszą skalę. Kupiłem akcje do swojego SIPP we wrześniu 2024. Znałem ryzyko i miałem wątpliwości, ale nie mogłem się powstrzymać. Akcje spadły o 95% w ciągu pięciu lat i były notowane po zaledwie 1,62 funta. W 2018 roku były notowane na giełdzie FTSE 100 po cenie 19 funtów. Wydawało się, że to duża zniżka. Na pewno warto zaryzykować?
Myśliwiec FTSE 250
I tak, zdawałem sobie sprawę ze starego ostrzeżenia rynkowego, że to, że cena akcji spadła o 95%, nie oznacza, że nie może spaść o kolejne 95%. I tak to kupiłem. Nic się nie zmieniło. Obecnie na indeksie FTSE 250 akcje Aston Martina nadal wydają się zmierzać w jednym kierunku… w dół. Z dużą prędkością. W ciągu ostatniego roku spadły o 46%. W ciągu ostatnich pięciu notowań nadal spadły o 95%.
Dziś ich kurs wynosi około 36 pensów. Zatem pomimo nabycia akcji z ogromnym „rabatem”, osobiście straciłem 78%. Na szczęście zainwestowałem tylko skromną sumę, mając nadzieję, że dostanę trochę akcji i przygody. Nie podobało mi się to. Utrata pieniędzy nie jest przyjemna, niezależnie od tego, jak małe jest ryzyko.
Jednym z powodów, dla których to piszę, jest to, że właśnie przeczytałem świetną recenzję ich nowego supersamochodu Valhalla. Dwumiejscowa maszyna z włókna węglowego o pojemności 3,0 litra kosztuje 850 000 funtów. Wygląda rewelacyjnie. Niestety nie można tego samego powiedzieć o firmie, która za nim stoi.
W lutym Aston Martin odnotował 21% spadek całorocznych przychodów do 1,3 miliarda funtów. Podstawowe straty operacyjne wzrosły ponad dwukrotnie do 200 mln funtów, co wynika z przejścia na modele o niższej marży. Dług netto wzrósł o 200 mln funtów do 1,4 mld funtów. To przyćmiewa obecną kapitalizację rynkową wynoszącą około 366 milionów funtów.
Dostawy spadły o 10% do 5448 samochodów, przy czym w tym roku nie oczekuje się niewielkiej poprawy. Firma zwolniła około 600 pracowników, czyli 20% siły roboczej, aby zaoszczędzić 40 milionów funtów rocznie. To było przed Iranem.
Problemy taryfowe i cenowe ropy
Wiatry przeciwne wciąż nadchodzą. Amerykańskie cła, słabnący popyt oraz obecny wzrost inflacji i kosztów energii zwiększają presję. Aston Martin nie ma jeszcze opcji elektrycznej (pierwsza pojawi się dopiero w 2030 r.). Oczywiście potencjał nadal istnieje. Jeśli światowy popyt na towary luksusowe się ożywi, szczególnie w Chinach, sprzedaż może wzrosnąć. Bardzo chciałbym, żeby Stroll to zmienił. Ale w tej chwili ryzyko dramatycznie przewyższa korzyści.
Podtrzymuję swój mały zakład, bardziej z nadzieją niż oczekiwaniami. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby akcje spadły stąd jeszcze bardziej. Akcje to potrafią. Dzisiaj widzę bardziej satysfakcjonujące transakcje na FTSE 150 i FTSE 250. Zamiast tego skupię się na nich.


