„Ci, którzy nie uczą się historii, są skazani na jej powtarzanie”. Tak powiedział George Santayana, hiszpańsko-amerykański filozof, który był gwiazdą profesora na Harvardzie, zanim osiedlił się w Europie i stał się wpływowym intelektualistą publicznym. Pisma Santayany posłużyły jako przewodnik podczas najmroczniejszych dni obu wojen światowych i bliskiego kataklizmu w połowie XX wieku – losu, który nie kto inny jak Ray Dalio widzi, że powtórzy się w najbliższej przyszłości.
Może więc nadszedł czas na krótką lekcję historii na temat dwóch pierwszych rewolucji przemysłowych, podczas których pracownicy przeszli przez coś, co liderzy tacy jak Jensen Huang z Nvidii opisali jako kolejny: rozwój sztucznej inteligencji.
Na początku XIX wieku, kiedy wynalazki takie jak przędzalnia i maszyna parowa odmieniły Wielką Brytanię, a wkrótce cały świat, stare fabryki nagle stały się zdolne wyprodukować więcej towarów niż kiedykolwiek wcześniej. Produktywność wzrosła w sposób, który historycy wciąż nie mogą zmierzyć. Tymczasem płace pracowników pozostawały na niezmienionym poziomie przez ponad 50 lat, zjawisko to historyk ekonomii Robert Allen nazwał „przerwą Engelsa” od nazwiska Fryderyka Engelsa, niemieckiego przemysłowca i filozofa. Allen nazwał to odpowiednio, ponieważ ta „przerwa” w płacach pracowników doprowadziła, między innymi, do powszechnego intelektualnego rozczarowania ewolucją kapitalizmu. Było to zgodne z ideami książki, której Engels był współautorem wraz ze swoim partnerem Karolem Marksem. Nazywał się Manifest Komunistyczny.
I ta przerwa może nastąpić ponownie, niemal dokładnie 200 lat później.
Lekcja historii
Przez dziesięciolecia gospodarka rozwijała się, nie przynosząc wielu ulepszeń ludziom, którzy faktycznie obsługiwali maszyny; Przemysłowcy stali się bajecznie bogaci, gdy w całym krajobrazie rozprzestrzeniły się nowe fabryki, ale pracownicy nadal pracowali 14 godzin dziennie w przeludnionych warunkach, nie mogąc znaleźć lepszej pracy. Zyski z postępu technologicznego w przeważającej mierze wpadły w ręce właścicieli kapitału. Dopiero później (kiedyś zupełnie nowe gałęzie przemysłu, takie jak pisanie na maszynie i obsługa telefonu, zażądały bardziej wykwalifikowanej siły roboczej, a instytucje polityczne zmieniły się, aby sprostać temu popytowi), płace w końcu zaczęły rosnąć wraz z wydajnością.
Obecnie ekonomiści dostrzegają echa tego samego wzorca w gospodarce amerykańskiej. Analitycy Bank of America Institute ostrzegają, że niedawny wzrost produktywności kumuluje się po stronie zysków, podczas gdy płace stopniowo zajmują mniejszą część PKB. „Zyski rosną w stosunku do płac” – napisali ekonomiści, wyjaśniając, że „niedawny wzrost produktywności narastał w postaci zysków przedsiębiorstw, a dochody z pracy jako procent amerykańskiego PKB stale spadają”.
„Okaże się, czy płace odzyskają część utraconego poziomu w stosunku do zysków przedsiębiorstw” – napisali badacze.
Tendencja ta koresponduje z tym, co Albert Edwards – kultowy analityk w Societe Generale, znany wśród finansowych maniaków ze swojej cytowalności i ciągłej apokaliptycznej wizji rynków – przewidywał, że rok 2022 może być „końcem kapitalizmu”. W listopadzie powiedział Fortune, że podziela ten pogląd, szczególnie w odniesieniu do wzrostu zysków przedsiębiorstw w erze „chciwej inflacji”, i ostrzegł, że w połowie dekady nadejdzie „dzień rozliczenia”.
Ta zmiana następuje w momencie, gdy nagłówki dotyczące gospodarki wydają się mieszane. Według skorygowanych danych Biura Statystyki Pracy Stany Zjednoczone utworzyły w 2025 r. zaledwie 181 000 miejsc pracy. Jest to prosta pomyłka w danych, która mieści się w granicach błędu zerowego, czyli znacznie poniżej liczby 1,46 mln stanowisk pracy utworzonych w 2024 r. Mimo to wzrost gospodarczy utrzymywał się. Ekonomiści Bank of America twierdzą, że śledzą roczny wzrost PKB w czwartym kwartale na poziomie około 2%, co oznacza tempo sugerujące, że produkcja rośnie nawet w miarę spadku zatrudnienia.
Jeśli połączyć te dwa trendy, matematyka wskazuje w jednym kierunku: większą produktywność na pracownika.
Nie jest jasne, czy wzrost wydajności wynika w całości ze sztucznej inteligencji; BofA zauważa, że wzrost produktywności rozpoczął się w okresie pandemii, wiele lat przed pierwszym uruchomieniem ChatGPT. Do początkowego wzrostu produktywności mogły przyczynić się takie czynniki, jak praca zdalna, zwiększona cyfryzacja i redukcja siły roboczej. Wielu ekspertów pozostaje sceptycznych co do rewolucyjnego wpływu sztucznej inteligencji na siłę roboczą trzy lata później.
Jednak w ostatnich tygodniach analitycy z pewnością zmienili zdanie: ostrzeżenia o „startie” sztucznej inteligencji stały się wirusowe, a rynki sprzedały akcje oprogramowania o wartości niemal biliona dolarów w obawie, że sztuczna inteligencja zastąpi inżynierów szybciej, niż oczekiwano. W weekend wybitny badacz ze Stanford, Erik Brynjolfsson, przekonywał w eseju, że Stany Zjednoczone zaczynają wychodzić z fazy intensywnych inwestycji w sztuczną inteligencję i wkraczają w „fazę żniw”, w której lata wydatków zaczynają przekładać się na wymierny wzrost produktywności. Z ich szacunków wynika, że w 2025 r. wzrost produktywności w Stanach Zjednoczonych w przybliżeniu podwoi się w porównaniu z tendencją z poprzedniej dekady.
„Poprawa produktywności to nie tylko wskaźnik siły sztucznej inteligencji” – napisał Brynjolfsson. „To sygnał alarmowy, aby skupić się na nadchodzącej transformacji gospodarczej”.
Ekonomia urazy i gromadzenia zysków
Jednak nie wszyscy witają tę transformację gospodarczą z zadowoleniem; w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. To, co zaczęło się jako sceptycyzm wobec sztucznej inteligencji, przerodziło się w wyraźną nienawiść do sztucznej inteligencji wśród amerykańskiej siły roboczej. Większość Amerykanów boi się sztucznej inteligencji, a niewielu twierdzi, że jest podekscytowanych tą technologią, nawet wśród samozwańczych optymistów. Pracownikom nie podoba się, że są zmuszani do korzystania z technologii, która następnie kopiuje ich pomysły i procesy, a następnie w ciągu kilku lat je zastąpi. Sondaż Instytutu Gallupa wykazał, że sześciu na dziesięciu Amerykanów nie ufa sztucznej inteligencji, a większość ludzi zgadza się, że regulacje, które priorytetowo traktują bezpieczeństwo sztucznej inteligencji, mają kluczowe znaczenie.
Tymczasem liderzy korporacji, którzy jako całość są podekscytowani możliwościami, nie mają pojęcia, jak negatywne stały się nastroje pracowników. Badanie Harvard Business Review wykazało, że 76% kadry kierowniczej twierdzi, że ich pracownicy są entuzjastycznie nastawieni do wdrożenia sztucznej inteligencji, podczas gdy w rzeczywistości tylko 31% indywidualnych współpracowników było entuzjastycznie nastawionych do tego.
Rozdźwięk, jaki odkryli analitycy BofA w swoich badaniach, może mieć z tym coś wspólnego. Większość pracowników nie odczuła jeszcze korzyści płynących z boomu AI na giełdzie, zamiast tego zmagają się ze stagnacją na rynku pracy i wyższymi cenami wynikającymi z ceł przez cały rok. Tymczasem konsumenci o wyższych dochodach utrzymują się na stabilnym poziomie, izolowani przez wzrosty cen akcji i własności domów, podczas gdy wzrost wydatków w przypadku wszystkich pozostałych osób spowalnia.
„Na razie wyższe zarobki w stosunku do wynagrodzeń to kolejny czynnik napędzający gospodarkę w kształcie litery K” – napisał BofA.

