Europejski przemysł samochodowy jest w złej kondycji, przynajmniej według ocen dwóch międzynarodowych konglomeratów z siedzibą w USA.
Oczekuje się, że europejscy prawodawcy przedstawią w środę swój nowy projekt propozycji przepisów dotyczących ochrony środowiska, a dyrektorzy firm Stellantis i Ford przedstawią swoje punkty widzenia w rozmowie.
Straty Forda Model e do 2025 r.: 3,6 miliarda dolarów (od początku roku) 2024: 5,1 miliarda dolarów 2023: 4,7 miliarda dolarów 2022: 2,2 miliarda dolarów
W zeszłym tygodniu John Elkann, prezes Stellantis, wypowiadał się publicznie na temat przepisów, mówiąc, że branża samochodowa podzieliła się własnym pakietem propozycji, które pomogą w kształtowaniu ustawodawstwa, w związku z utrzymującymi się obawami, że UE wzmocni swoje cele w zakresie emisji i nakaże stopniowe wycofywanie sprzedaży silników spalinowych.
„Istnieje inny sposób na ograniczenie emisji w Europie w konstruktywny i uzgodniony sposób, przywracając utracony wzrost gospodarczy i potrzeby obywateli” – powiedział Elkann. W przeciwnym razie – jego zdaniem – europejskiemu przemysłowi samochodowemu grozi „nieodwracalny upadek”.
UE postawiła już sobie za cel osiągnięcie zerowej emisji spalin z nowych samochodów do 2035 r.
Zdjęcie: jetcityimage w serwisie Getty Images
Przepisy Komisji Europejskiej ponownie się zmienią
Europa dąży do osiągnięcia 55% redukcji emisji CO2 w całej flocie do 2030 r. i całkowitej eliminacji do 2035 r. Te normy emisji dla nowych pojazdów pasażerskich i lekkich samochodów dostawczych w UE obowiązują od 2023 r.
Jednakże w miarę stabilizowania się popularności pojazdów elektrycznych cele te wydają się nieosiągalne. Dlatego w maju zmieniono przepisy, dodając przepis dotyczący uśredniania za lata 2025–2027, który umożliwiłby producentom osiągnięcie celów poprzez uśrednienie ich wyników z trzech lat.
Powiązane: Dyrektor generalny Forda, Jim Farley, świętuje warte miliardy dolarów „zwycięstwo zdrowego rozsądku”
Komisja Europejska obiecała przedstawić w tym roku „sprawozdanie z postępu prac”, a następnie co dwa lata będzie publikować nowe.
Publikacja najnowszego raportu zaplanowana jest na środę, 10 grudnia.
Dyrektor generalny Forda, Jim Farley, ostrzega europejskie organy regulacyjne, aby nie popełniały dużego błędu
W poniedziałek dyrektor generalny Forda, Jim Farley, przestał pisać i napisał do „Financial Times” artykuł zatytułowany „Europa ryzykuje przyszłość swojego przemysłu samochodowego”.
W swoim piśmie Farley stwierdziła, że przemysł motoryzacyjny „znów z niepokojem” patrzy na Europę w oczekiwaniu na najnowszą aktualizację norm emisji. Główną tezą jego argumentacji jest to, że UE nie może dyktować popytu na pojazdy elektryczne.
Niezależnie od celów, jakie wyznacza sobie rząd, jeśli kupujący nie chcą pojazdów, nie kupią ich.
Powiązane: Ford i General Motors otrzymują niepokojące wiadomości dotyczące sprzedaży samochodów
„Słoń w pokoju polega na tym, że europejscy klienci – zarówno indywidualni, jak i przedsiębiorstwa – po prostu nie kupują masowo pojazdów elektrycznych” – stwierdziła Farley.
Europejscy decydenci twierdzą, że chcą zrównoważonego przemysłu samochodowego. Jednak ustanawianie nierealistycznych przepisów tylko po to, aby je dostosowywać pod koniec każdego roku, gdy konsumenci się nie pojawiają, jest receptą na niepokoje”.
Powiedział, że podejście „zamów, a oni to kupią” nie sprawdziło się; Komisja musi dostosować cele w zakresie emisji dwutlenku węgla do faktycznego przyjęcia na rynku i zapewnić producentom „realistyczny i niezawodny horyzont 10-letni”.
Według Farley standardy europejskie otwierają drzwi dla większej konkurencji ze strony dotowanych przez państwo pojazdów elektrycznych z Chin, które mogą zdominować rynek, ponieważ chińskie marki podwoiły swój udział w rynku w regionie w ciągu zaledwie 12 miesięcy, osiągając rekordowy poziom 5,5% w sierpniu.
Ma to ogromny wpływ na europejską produkcję samochodów: według Farley w samym tylko 2024 r. w regionie utraconych zostanie 90 000 miejsc pracy w branży motoryzacyjnej, a produkcja pojazdów w UE pozostaje o 3 miliony sztuk niższa od poziomu sprzed pandemii.
Farley skrytykował także brytyjski przemysł samochodowy.
„Rząd Wielkiej Brytanii ogłosił niedawno nowy podatek, który będzie pobierał od kierowców pojazdów elektrycznych 3 pensy za każdą przejechaną milę, oferując jednocześnie zniżkę do 3750 funtów na nowy pojazd elektryczny. Jedna noga na pedale gazu, druga na hamulcu – tego rodzaju sprzeczności wprawiają kupujących w zakłopotanie i frustrację” – stwierdziła Farley.
Dyrektor generalny Forda, Jim Farley, ma rozwiązanie problemów samochodowych w UE
Farley nie poświęcił całego artykułu na wytykanie oczywistych problemów branży; Zaproponował także kilka rozwiązań.
„Musimy zachęcać do tej transformacji. Europejscy producenci zainwestowali setki miliardów w pojazdy elektryczne” – stwierdziła Farley. „Rządy muszą uzupełnić to zobowiązanie konsekwentnymi zachętami do ich zakupu i infrastrukturą do ładowania, która rozciąga się poza zamożne ośrodki miejskie na obszary wiejskie”.
Sprzedaż Forda w listopadzie według marki Ford F-150 Lightning: 1 006 (-72%) Ford Mustang Mach-E: 3 014 (-49%) Ford SUV: 55 888 (-3,7%) Ford Bronco: 11 045 (+7%) Źródło: Ford
Farley stwierdziła, że powinni wyeliminować przepisy, które traktują pickupy „jak luksusowe sedany”. Farley nazwał podatek od pojazdów użytkowych podatkiem obciążającym „kręgosłup europejskiej gospodarki”.
„Są to narzędzia dla hydraulików, kwiaciarni i budowlańców. Agresywne cele w zakresie emisji dwutlenku węgla w pojazdach użytkowych niesprawiedliwie karzą małe i średnie przedsiębiorstwa, które generują ponad 50% europejskiego PKB” – stwierdziła Farley.
Powiązane: Ford Motor pobił rekord, którego wstydzi się utrzymać

