
Wydawało się, że protesty w Iranie nasiliły się w weekend, stanowiąc największe wyzwanie dla rządów reżimu od lat, podczas gdy prezydent Donald Trump zastanawia się, jak zareagować.
Rosnące niepokoje mają miejsce w chwili, gdy fragmentaryczne wysiłki Teheranu mające na celu zaradzenie kryzysowi gospodarczemu niewiele zrobiły, aby uspokoić Irańczyków. Odkąd protesty rozpoczęły się pod koniec ubiegłego miesiąca, rząd złożył słowa współczucia, zwolnił szefa banku centralnego i ogłosił plany zapewnienia większości ludzi miesięcznej wypłaty w wysokości około 1 miliona irańskich tomanów, co stanowi równowartość 7 dolarów.
Zamiast wydawać 10 miliardów dolarów rocznie na subsydiowanie importu, pieniądze te trafią bezpośrednio do 80 milionów Irańczyków w formie kredytów na zakup określonych towarów.
Jednak miesięczne płatności w wysokości 7 dolarów nie przynoszą niewielkiej ulgi konsumentom cierpiącym na 64% inflację cen żywności. Sytuację pogorszył spadek wartości waluty o 60% od czerwca, kiedy Iran i Izrael toczyły 12-dniową wojnę, której kulminacją było zbombardowanie przez USA obiektów nuklearnych w Teheranie.
Teraz to, co zaczęło się jako protest kupców na bazarach Teheranu, rozprzestrzeniło się na studentów, a także irańską klasę średnią i robotniczą w całym kraju.
Trudności nie uniknęły także sił bezpieczeństwa utrzymujących reżim u władzy. Choć organizacje praw człowieka szacują, że w wyniku represji ze strony rządu zginęły setki ludzi, Irańczycy twierdzą, że nie jest tak źle, jak mogłoby być.
„Pracownicy ochrony i organy ścigania borykają się z tymi samymi problemami gospodarczymi i wysokimi cenami” – powiedział New York Times jeden z protestujących w Teheranie. „Nie walczą całym sercem”.
Tymczasem Trump groził Iranowi, jeśli reżim zabije protestujących, i podwoił swoje siły w piątek, gdy powiedział, że Stany Zjednoczone „zaczną strzelać”, jeśli władze będą strzelać do protestujących.
W obliczu nasilenia się przemocy Trump szuka sposobów na dalsze postępy. Doniesienia mówią, że urzędnicy administracji rozpoczęli już dyskusję na temat możliwości ponownego ataku na Iran. W niedzielę źródła podały „Wall Street Journal”, że Trump zostanie poinformowany we wtorek oraz że wezmą w nim udział sekretarz stanu Marco Rubio, sekretarz obrony Pete Hegseth i przewodniczący połączonych szefów sztabów gen. Dan Caine.
Z raportu wynika, że oprócz ataków wojskowych inne opcje obejmują wzmacnianie źródeł antyrządowych w Internecie, cyberataki i więcej sankcji gospodarczych.
Dziennik dodał jednak, że Pentagon nie wysłał sił w ten region i że przeniesienie lotniskowca USS Gerald R. Ford do Ameryki Południowej oznacza, że obecnie nie ma ich na Bliskim Wschodzie ani w Europie.
Atak USA na Wenezuelę w zeszłym tygodniu mający na celu schwytanie Nicolása Maduro może mieć wpływ na względy militarne dla Iranu, ponieważ duża armada okrętów marynarki wojennej pozostaje na Karaibach i w dalszym ciągu nakłada „kwarantannę” na ropę tego kraju.
Trump pokazał jednak, że jego apetyt na większą interwencję zagraniczną nie osłabł, nawet jeśli wynika to z wieloletniego zaangażowania w odbudowę zrujnowanego przemysłu naftowego Wenezueli.
W niedzielę za pośrednictwem mediów społecznościowych wysłał kolejne ostrzeżenie do Kuby, która skorzystała z pomocy gospodarczej za rządów Maduro, ale obecnie odczuwa większe napięcia.
„DLA KUBY NIE BĘDZIE WIĘCEJ ROPY ANI PIENIĘDZY – ZERO!” – oznajmił Trump w poście. „Gorąco polecam osiągnięcie porozumienia ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO.”


