20 lutego firma Anthropic uruchomiła Claude Code Security, nowe narzędzie do skanowania kodów oparte na sztucznej inteligencji. Pod koniec dnia handlowego z akcji spółek zajmujących się cyberbezpieczeństwem zniknęły miliardy. CrowdStrike spadł o 10%, Zscaler spadł o 11%, a Okta straciła 9%.
Jednak firma Anthropic nie uruchomiła platformy ochrony punktów końcowych. Nie wprowadziła platformy dostępu do tożsamości i zarządzania nią ani nie zastąpiła architektury zerowego zaufania. Uruchomiono nową funkcję w Claude Code, narzędziu programistycznym opartym na sztucznej inteligencji. Jednak rynek poruszał się tak, jakby cały sektor został strukturalnie zakłócony.
Kiedy zobaczyłem wyprzedaż, moją pierwszą reakcją nie było stwierdzenie, że inwestorzy postępują irracjonalnie. Rynki cały czas reagują przesadnie. Moją uwagę przykuło coś innego: reakcja ma sens tylko wtedy, gdy założy się, że „sztuczna inteligencja” i „cyberbezpieczeństwo” to określenia wymienne.
Ochrona punktów końcowych, dostęp do tożsamości i zarządzanie nią, bezpieczeństwo sieci, bezpieczeństwo aplikacji i narzędzia programistyczne to odrębne dziedziny. Mają różną architekturę, nabywców i ekonomię. Każdy, kto buduje w tej przestrzeni, rozumie to instynktownie, ale rynek nie i to jest ciekawsza historia.
Przez dziesięciolecia rynki publiczne były zorganizowane wokół podmiotów ogólnych. Od menedżerów portfeli oczekuje się zajęcia ogromnego terytorium intelektualnego: jednego dnia infrastruktura chmurowa, drugiego fintech, drugiego półprzewodniki. Model ten sprawdzał się, gdy gałęzie przemysłu były szersze i wolniej się rozwijały; Jednak technologia nie zachowuje się już w ten sposób.
To, co dziś nazywamy „technologią”, nie jest pojedynczym sektorem. Jest to zbiór głęboko wyspecjalizowanych dziedzin, z których każda ma własną ekonomię i logikę konkurencji. Osoba wykwalifikowana do wyceny firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem nie jest tą samą osobą wykwalifikowaną do wyceny firmy zajmującej się infrastrukturą AI. Jednak na rynkach publicznych zarządzającym portfelem, który alokuje kapitał między nimi, jest zwykle ta sama osoba.
Nigdy nie prosilibyśmy handlowca towarami o wycenę ropy, miedzi i pszenicy tak, jakby były odmianami tego samego aktywa. Rynki te już dawno rozwinęły wyspecjalizowane giełdy, analityków i struktury cenowe. W technologii nadal udajemy, że wystarczy model generalistyczny.
Narracja AI jeszcze bardziej dezorientuje
Narracja AI pogarsza to wszystko. Wall Street wycenia sztuczną inteligencję tak, jakby już przekształciła gospodarkę. W lutym NBER opublikował ankietę na temat wykorzystania sztucznej inteligencji, zawierającą dane od prawie 6000 menedżerów ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Australii. Ponad 80% zgłosiło zerowy mierzalny wpływ sztucznej inteligencji na produktywność lub zatrudnienie w ciągu ostatnich trzech lat. Sztuczna inteligencja będzie miała charakter transformacyjny, ale przepaść między tym, co ceni rynek, a tym, co faktycznie dzieje się w firmach, jest ogromna.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat środek ciężkości rynków kapitałowych dramatycznie przesunął się w stronę własności prywatnej. Dyrektor generalny BlackRock Larry Fink zauważył w swoim rocznym liście do inwestorów na 2025 rok, że 81% amerykańskich firm o przychodach przekraczających 100 milionów dolarów jest obecnie własnością prywatną. Od lat 90. liczba spółek notowanych na giełdzie spadła o około 50%. Generalnie zrzucamy winę na regulacje lub presję na kwartalne zyski. To ma znaczenie. Myślę jednak, że są one drugorzędne. Głębszy problem polega na tym, że rynki publiczne nie dysponują mechanizmem umożliwiającym właściwą wycenę spółek o złożonej technologii.
Spójrz na to, co dzieje się na górze. OpenAI właśnie zebrało 110 miliardów dolarów przy wycenie 730 miliardów dolarów. Stripe woli cierpliwość od pierwszej oferty publicznej. Databricks generuje wielomilionowe przychody, pozostając jednocześnie prywatnym. Firmy te nie unikają kontroli. Unikają błędów cenowych.
Obecnie istnieje ogromna liczba spółek powyżej tradycyjnego kapitału wysokiego ryzyka i poniżej rynków publicznych: rzeczywiste przychody, rzeczywista skala i globalny wpływ. Ta warstwa ledwo istniała 20 lat temu.
Czas ponownie przemyśleć kontakt z technologią
Jeden z pomysłów, choć jako pierwszy powiem, że jest on niekompletny, polega na ponownym przemyśleniu sposobu, w jaki organizujemy kontakt z technologią. Zamiast pojedynczego, szerokiego parasola „technologicznego” analizowanego przez generalistów, wyobraźmy sobie strukturę bardziej hierarchiczną. Najwyżsi alokatorzy aktywów decydują o stopniu ekspozycji na cyberbezpieczeństwo, infrastrukturę AI, fintech lub branżę SaaS. Poniżej każda domena rozwija własnych wyspecjalizowanych analityków, modele wyceny i indeksy zbudowane wokół jej specyficznych realiów.
Cyberbezpieczeństwo powinno prawdopodobnie działać samodzielnie. Infrastruktura AI również. Nie jako kategorie marketingowe, ale jako prawdziwe kategorie analityczne z ludźmi, którzy naprawdę rozumieją, jak działają te firmy. Czy to wyeliminuje zmienność? Oczywiście, że nie. Rynki zawsze będą gonić następną historię. Mogłoby to jednak zmniejszyć rodzaj ślepej korelacji, którą zaobserwowaliśmy w lutym, kiedy zasadniczo różne firmy współdziałają tylko dlatego, że mają ten sam nagłówek.
Kiedy założyciele zaczynają czuć, że rynki publiczne nie potrafią odróżnić ich firmy od tej sąsiadującej, dostosowują się. Pozostają dłużej prywatni, podbijają kolejną rundę i szukają płynności gdzie indziej. Stolica jest tam, w wielu przypadkach bardziej niż kiedykolwiek, ale teraz za zamkniętymi drzwiami. Ta zmiana ma konsekwencje. Jeśli firmy technologiczne, które definiują naszą erę, będą nadal rozwijać swoją działalność poza rynkami publicznymi, większość ludzi będzie miała do nich dostęp dopiero po zakończeniu ciężkich prac lub wcale.
W rezultacie korzyści są po cichu skoncentrowane w rękach państwowych funduszy majątkowych lub dużych inwestorów wysokiego ryzyka. Koncentracja ta nie tylko zmienia to, kto z niej korzysta, ale także zmienia ekonomikę samej inwestycji. W miarę jak większe zyski osiągane są na rynkach prywatnych, skala i dostęp stają się zaletami strukturalnymi, wzmacniając dominację większych funduszy akcyjnych, jednocześnie ograniczając możliwości na rynkach publicznych. Inwestorzy indywidualni, fundusze emerytalne i fundusze wspólnego inwestowania, w dalszym ciągu w dużej mierze zakotwiczone na rynkach publicznych, muszą konkurować o coraz mniejszy udział we wzroście, zmieniając oczekiwania dotyczące wyników w całym systemie.
20 lutego tak naprawdę nie dotyczyło Anthropic ani nawet cyberbezpieczeństwa. Jeden nagłówek poruszył całą kategorię, mimo że tworzące go firmy zajmują się zupełnie innymi rzeczami. Coraz trudniej tę lukę zignorować. Technologia staje się coraz bardziej wyspecjalizowana, a sposób pakowania i ustalania cen nie zmienił się zbytnio.
Opinie wyrażane w komentarzach Fortune.com są wyłącznie poglądami ich autorów i niekoniecznie odzwierciedlają opinie i przekonania Fortune.

