Znalezienie pracy w Dolinie Krzemowej jest tak bezczelne, że niektóre ambitne bezrobotne dwudziestokilkulatki dosłownie dostarczają pudełka po pączkach pełne swoich CV na przyjęcia dla założycieli, mając nadzieję, że wyróżni ich to na najgorętszych stanowiskach w branży technologicznej. Ale to nic nowego, mówi Dan Rogers, nowy dyrektor generalny Asana, wartej 1,8 miliarda dolarów firmy zajmującej się oprogramowaniem do przepływu pracy.
Chociaż członkom pokolenia Z grożą zwolnienia, zamrożenie zatrudnienia i niepokój związany ze sztuczną inteligencją w niespotykanym dotąd tempie, znalezienie pracy w centrali Apple, Meta i Alphabet „zawsze było ryzykowne” – ostrzega Rogers.
Wiedziałby: Rogers jest jednym z niewielu brytyjskich dyrektorów generalnych w Dolinie Krzemowej. Zaczynał w małym miasteczku Grimsby, bardziej znanym jako cel filmu Sachy Baron Cohen niż miejsce startu technologii, dotarł do najwyższego stanowiska w San Francisco, pracując w firmach Dell, Microsoft, Amazon Web Services, Salesforce, ServiceNow i innych.
„Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby było wtedy łatwo” – opowiada Fortune wyłącznie o włamaniu do Doliny Krzemowej. „W moim przypadku nigdy nie było możliwości bezpośredniego przejścia na najważniejsze stanowisko do najpopularniejszej firmy technologicznej. Zawsze czułem, że muszę wspiąć się na sam szczyt i zdobyć doświadczenia w innych miejscach, w których mógłbym zabłysnąć”.
A teraz, gdy Rogers ma doskonałą pozycję do zatrudniania i kształtowania siły roboczej w Bay Area, twierdzi, że tak nie jest. „Pomimo eksplozji sztucznej inteligencji tworzącej więcej stanowisk pracy w branży technologicznej, konkurencja o stanowiska podstawowe jest równie ostra.
Rady dyrektora generalnego Asany dla pokolenia Z chcącego znaleźć pracę w Dolinie Krzemowej
Zapytaj Rogersa o radę na temat następnego pokolenia próbującego włamać się na kalifornijską scenę technologiczną, a nie będziesz miał sztuczki z szybkim zatrudnieniem ani sztuczką z rozmową kwalifikacyjną.
Zamiast tego zaleca dyskretne sporządzenie życiorysu, którego nie da się zignorować, nawet jeśli zajmie to lata i będzie wymagało odwiedzenia mniej prestiżowych firm. Lub, jak to ujął: „Może wejdę bocznymi drzwiami, a nie frontowymi”.
Rogers podkreśla, że znalezienie pracy na poziomie podstawowym, stażu lub programu dla absolwentów bezpośrednio po ukończeniu studiów „jest długą szansą”. Nie niemożliwe, ale mało prawdopodobne. Mówi, że dla większości przedstawicieli pokolenia Z najlepszą ścieżką jest stworzenie wiarygodnego doświadczenia w miejscu, które nauczy ich umiejętności technicznych, których w końcu będą potrzebować wielkie nazwiska.
„Dla tych z nas, którzy wychodzą i nie przechodzą przez drzwi wejściowe, nie ma problemu” – dodaje. „Po drodze są boczne drzwi i musisz się do nich zbliżać”.
„Można zdobyć niesamowite doświadczenia, może w mniejszych firmach, może w nieco innym regionie, może w nieco sąsiadującej kategorii. Po przepracowaniu tam byłbyś bardzo cenny”.
Sztuczka umysłowa, która ostatecznie doprowadzi do sukcesu Doliny Krzemowej, a raczej jej wersji pudełka po pączkach
Rogers jest dowodem na to, że list odmowny od wymarzonej firmy technologicznej to nie koniec. Musiał także wspinać się po szczeblach kariery przez „boczne drzwi”, aby dotrzeć do miejsca, w którym jest dzisiaj. „Moja historia kończy się w Dolinie Krzemowej” – mówi. „Ale w międzyczasie odegrałem bardzo ważne role w Teksasie. Grałem bardzo ważne role w Seattle itp.”.
Kiedy w końcu przybył do San Francisco, zgromadził wystarczająco różnorodne doświadczenie, aby móc czerpać z obszernego zestawu narzędzi, który żartobliwie nazywa swoją wersją „pudełka po pączkach”, aby zaprezentować się szefom technologii.
„Kiedyś otrzymałem od kogoś radę i powiedział mi, że powinienem się uczyć, zanim zacznę zarabiać pieniądze” – dodaje. „Chcesz mieć pewność, że faza uczenia się w Twojej karierze potrwa tak długo, jak to możliwe, zanim w ogóle pomyślisz o fazie zarobków”.
„Tak naprawdę oznaczało to dla mnie to, że nie ma dróg na skróty, aby zbudować elementy potrzebne do osiągnięcia sukcesu”.

