Źródło obrazu: Getty Images
W miarę zbliżania się roku 2026 na indeksie FTSE 250 znajduje się wiele znanych spółek. I choć do niektórych nie jestem przekonany (w tym Aston Martin i Ocado), są też inne, które moim zdaniem mają duży potencjał regeneracji.
Oto dwa z nich.
Spadek o 43%
Zacznijmy od WH Smith (LSE:SMWH), która w tym roku spadła o 43%.
Szkody ponownie wyszły na jaw w sierpniu, kiedy firma ogłosiła, że jej oddział w Ameryce Północnej zawyżał swoje zyski. Doprowadziło to do odejścia dyrektora generalnego i (dwukrotnego) opóźnienia wyników rocznych, podczas gdy niezależny recenzent doszedł do sedna sprawy.
Wyniki obejmujące rok kończący się 31 sierpnia (rok budżetowy 25) zostaną ostatecznie zaprezentowane jutro (19 grudnia). Ale biorąc pod uwagę oczywiste ryzyko, po co zawracać sobie głowę WH Smithem?
No cóż, po pierwsze, nie były to dochody wymyślone. Sprzedawca zbyt wcześnie poinformował swoich dostawców. Obecnie oczekuje, że roczny zysk handlowy w swoim oddziale w Ameryce Północnej wyniesie od 5 do 15 milionów funtów, zamiast 55 milionów funtów, jak pierwotnie przewidywano.
Wydaje się zatem, że jest to kwestia czasu (choć oczywiście jest to sprawa poważna, gdyż spodziewane są także korekty za lata poprzednie). Przychody dostawców w oddziałach Wielkiej Brytanii i reszty świata zostały „odpowiednio ujęte”.
Dlatego problem ogranicza się do Ameryki Północnej, a nie całej grupy. Firma w dalszym ciągu spodziewa się, że zyski grupy przed opodatkowaniem za rok budżetowy 25 wyniosą od 100 do 110 mln funtów.
Tymczasem moim zdaniem długoterminowa szansa nadal wydaje się nienaruszona. WH Smith jest obecnie sprzedawcą detalicznym przeznaczonym wyłącznie dla branży turystycznej, posiadającym ponad 1200 punktów sprzedaży na całym świecie, w tym na głównych międzynarodowych lotniskach, gdzie konkurencja jest strukturalnie ograniczona.
Przewiduje się, że w latach 2024–2050 liczba pasażerów wzrośnie 2,5-krotnie wraz z rozwojem rynków międzynarodowych i wzrostem liczby podróży. WH Smith zamierza zwiększyć swój udział w ogromnym północnoamerykańskim rynku sprzedaży detalicznej usług turystycznych do około 20% do 2028 r., w porównaniu z obecnymi 14%.
Pełne przywrócenie zaufania inwestorów zajmie oczywiście trochę czasu. Cierpliwi inwestorzy mogą jednak rozważyć rozważenie akcji spółki, która znajduje się na najniższym poziomie od 12 lat.
Terminowy wskaźnik ceny do zysku (P/E) kształtuje się obecnie poniżej 10.
Spadek o 38%
Drugą spółką FTSE 250, która moim zdaniem może odbić w 2026 r., jest Greggs (LSE:GRG). W tym roku spadł o 38% po słabszym niż oczekiwano wzroście sprzedaży i szerszej presji makroekonomicznej, która z pewnością pozostaje podstawowym ryzykiem.
Jednak wraz ze spadkiem listopadowej inflacji do najniższego poziomu od ośmiu miesięcy i dalszymi obniżkami stóp procentowych prawdopodobnymi w 2026 r., zaufanie konsumentów może zacząć się odbudowywać.
Rok 2025 będzie również rokiem szczytowym pod względem wydatków kapitałowych Greggsa, ponieważ firma inwestuje w nowe obiekty w Kettering i Derby. Ten ostatni, którego otwarcie zaplanowano na początek 2026 roku, będzie najnowocześniejszym centrum produkcji i logistyki mrożonek. Będzie wyposażony w w pełni zautomatyzowane, zrobotyzowane kompletowanie i dystrybucję zamówień, co w dłuższej perspektywie powinno zwiększyć marże operacyjne.
Lokalizacje te zwiększą możliwości produkcyjne i logistyczne, aby obsłużyć aż do 3500 sklepów (w porównaniu z 2675 we wrześniu).
Tymczasem firma stoi także za „Bitesize Greggs”, czyli mniejszym formatem sklepów przeznaczonym dla lokalizacji o dużym natężeniu ruchu (takich jak dworce kolejowe i ruchliwe terminale lotnisk), w których nie ma wystarczającej ilości miejsca na standardowy sklep.
Po załamaniu cen akcji Greggs jest notowany przy forwardowym współczynniku P/E na poziomie około 13. Dodaj do tego 4% stopę dywidendy, a akcje indeksu FTSE 250 wyglądają na solidną propozycję wartości, którą warto traktować poważnie.

