Dla Josie Lauducci i jej męża Christiana dom nie jest przywiązany do kodu pocztowego – dosłownie porusza się z przypływem.
Przez ostatnią dekadę para mieszkała na pokładzie 13-metrowej żaglówki, podróżując po Pacyfiku, a czasami wychowując na morzu trójkę dzieci. Ich pływający dom zabrał ich z San Francisco do Ameryki Południowej i aż do Nowej Zelandii.
Nie przechodzą na wcześniejszą emeryturę ani nie są wspierani przez majątek pokoleniowy. Zamiast tego jej koczownicze życie napędzane jest czymś znacznie bardziej praktycznym: elastyczną pracą pielęgniarki Lauducci w San Francisco.
Mniej więcej co pięć lub sześć tygodni Lauducci przylatuje z miejsca zadokowania statku (ostatnio z Meksyku) z powrotem do Bay Area. Pracuje na ośmiu 12-godzinnych zmianach jako pielęgniarka na oddziale intensywnej terapii noworodków i zarabia ponad 100 dolarów za godzinę. Chociaż diety nie gwarantują zmian, zapewniają znacznie większą kontrolę nad harmonogramem i, w przypadku Lauducciego, pensję wystarczającą na pokrycie wydatków rodziny.
„Ten rytm umożliwia takie życie” – 44-latek powiedział Fortune z lotniska w drodze powrotnej na Luanę, najnowszy statek rodziny.
Rozwiązanie to może wydawać się ekstremalne, ale jest coraz bardziej znane w szpitalach w drogich miastach, takich jak San Francisco. W rzeczywistości rośnie klasa pracowników, którzy mieszkają daleko od miejsca zatrudnienia, kompresują swoje harmonogramy i pokonują duże odległości, aby matematyka działała.
Lauducci jest jednym z nich: super podróżnikiem.
Powstanie superprzełączania
Lauducci pracuje jako pielęgniarka od ponad 20 lat, zaczynając od pełnego etatu, a po drodze pracując jako pielęgniarka podróżująca. Jednak w miarę zdobywania stażu pracy w szpitalu w Bay Area zaczęła dostrzegać wyłaniającą się inną ścieżkę, którą obrały pielęgniarki pracujące na diecie, zamieniając przewidywalność na elastyczność.
Niektórzy po odbyciu wymaganych zmian polecieliby za granicę. Inni mieszkali w furgonetkach i zwiedzali Stany Zjednoczone pomiędzy okresami pracy. Łączyła ich chęć przeorganizowania swojego życia według napiętych harmonogramów.
Ta idea superpracy istnieje od dawna na wszystkich szczeblach drabiny korporacyjnej, od stażystów po dyrektorów generalnych. Jednak jego popularność wzrosła podczas pandemii, gdy pracownicy dostrzegli cichsze i tańsze życie poza dużymi miastami.
Badacze ze Stanford odkryli, że odsetek pracowników w 10 największych amerykańskich miastach dojeżdżających do pracy na dystansie ponad 75 mil w jedną stronę wzrósł od czasu pandemii o ponad 32%. W Wielkiej Brytanii Trainline odkryło, że liczba Brytyjczyków spędzających ponad trzy godziny na dojazdach do pracy i z pracy podwoiła się od czasu przed pandemią.
Równowaga między życiem zawodowym a prywatnym jest teraz ważniejsza niż kiedykolwiek. Z raportu opublikowanego w zeszłym miesiącu wynika, że przekroczyło ono zarówno wynagrodzenie, jak i pewność zatrudnienia jako najważniejszy czynnik dla osób poszukujących pracy.
Dlatego system opieki zdrowotnej, pod presją pełnienia kluczowych funkcji przy jednoczesnym ograniczaniu wypalenia zawodowego, w coraz większym stopniu pozostawia miejsce na elastyczność, szczególnie w przypadku doświadczonych pielęgniarek, których szpitale chcą zatrzymać. Dla Lauducciego oznacza to, że jeśli błędnie obliczysz czas dotarcia do portu i spóźnisz się na lot, co uniemożliwi ci pracę na jedną zmianę, to nie koniec świata.
„Możesz sam anulować rezerwację (zmianę), a oni nie będą z tego powodu płakać” – powiedział Lauducci.
Courtney El Refai jest kolejnym przykładem. Jest także pielęgniarką i pracuje w Bay Area, ale jej dom w Szwecji znajduje się około 8000 km dalej.
Nalicza miesięczne zapotrzebowanie na cztery zmiany na koniec jednego miesiąca i na początku następnego. Dlatego przed powrotem do Europy spędza około 10 dni, pracując na osiem zmian w Kalifornii.
„Wyjazd jest absolutnie oburzający, ale wyobraźcie sobie sześć tygodni wolnego po 10 dniach pracy w powtarzalny sposób” – powiedział w filmie na TikToku, który obejrzało ponad 500 000 osób.
Ponadto stwierdziła, że odkąd jej mąż i córka przeprowadzili się do Europy w zeszłym roku, cieszy się lepszą równowagą między życiem zawodowym a prywatnym.
„W zasadzie czuję się jak gospodyni domowa, ale nadal jestem pracującą mamą…” – powiedziała El Refai. „To coś, czego nie da mi żadna praca od 9 do 17”.
Życie na otwartej wodzie
Przy średniej cenie sprzedaży domu w San Francisco wynoszącej 1,48 miliona dolarów (241% więcej niż średnia krajowa), mieszkanie niemal gdziekolwiek indziej będzie tańsze finansowo, łącznie z żaglówką.
Lauducci powiedziała, że niskoenergetyczny tryb życia był jednym z czynników, które przyciągnęły ją do męża, który dorastał na łodzi i mieszkał kiedyś w spółdzielni artystów o niskich dochodach. Dziś para zamierza obniżyć koszty.
„Nie spędzamy dużo czasu w marinach, więc kotwiczymy za darmo. Żeglujemy, więc nie zużywamy dużo energii. Wytwarzamy energię dzięki energii słonecznej. Produkujemy własną wodę poprzez odsalacz” – powiedział.
Josie Lauducci wraz z rodziną popłynęła kiedyś z San Francisco do Nowej Zelandii, a rejs trwał ponad trzy lata. (Zdjęcie dzięki uprzejmości Josie Lauducci)
Najczęstsza krytyka, jaką słyszysz, dotyczy emerytury. Lauducci rozumie obawy, ale odrzuca pogląd, że bezpieczeństwo musi pochodzić ze „złotych kajdanek emerytury”. Nadal wpłaca składki na konto emerytalne i pracowała na pełny etat wystarczająco długo, aby nabyć uprawnienia.
Chociaż dwójka z jej trójki dzieci dorosła i poszła na studia lub podjęła pracę zawodową, powiedziała, że życie na morzu dało im rzadką perspektywę.
„Wasze dzieci nie są same” – powiedział. „Trafiacie na tę samą żeglarską ścieżkę, co inne rodziny, spotykacie się na plaży albo dzielicie posiłki na łódkach i tworzy się prawdziwa, natychmiastowa społeczność”.
A dzięki Internetowi satelitarnemu Starlink utrzymywanie kontaktu (kiedykolwiek chcesz) jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, niezależnie od tego, czy oznacza to pobranie projektu szkolnego dla 12-latka, sprawdzenie pogody czy wytyczenie trasy na następną przygodę.

