Wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem umożliwiła rosyjskiej gospodarce znaczne wsparcie po gwałtownym wzroście cen ropy naftowej po zamknięciu Cieśniny Ormuz. Gdyby jednak prezydent Władimir Putin spodziewał się wielkich nieoczekiwanych korzyści, wizja ta mogłaby dosłownie pójść z dymem.
Po odcięciu jednej piątej światowych dostaw ropy rosyjska ropa nagle stała się znacznie cenniejsza. Po notowaniach ze znacznym dyskontem w stosunku do ropy Brent, ropa Ural niemal osiągnęła poziom światowego benchmarku.
Stany Zjednoczone tymczasowo zniosły także sankcje na rosyjską ropę naftową, pomimo ostrzeżeń, że posunięcie to zapewni istotny zastrzyk dochodów pozbawionemu gotówki Kremlowi.
Tuż przed wojną prezydenta Donalda Trumpa z Iranem dochody Rosji z ropy i gazu spadły o 50%, a rząd uszczuplał swoje rezerwy, aby pomóc w opłaceniu wojny z Ukrainą, która wkracza obecnie w piąty rok, w miarę powiększania się deficytów budżetowych.
Rosnąca ropa naftowa uczyniła Rosję jednym z „największych zwycięzców w perspektywie krótkoterminowej” konfliktu z Iranem, powiedziała w zeszłym tygodniu Usha Haley, profesor biznesu międzynarodowego na Uniwersytecie Stanowym Wichita, Marco Quiroz-Gutierrezowi z „Fortune”. „W rzeczywistości uratował on dochody Rosji z ropy naftowej przed spadającym i spadającym przez bardzo długi okres”.
Następnie Ukraina przeprowadziła serię ataków dronami na główne centra eksportowe Rosji, w tym Noworosyjsk nad Morzem Czarnym, a także Primorsk i Ust-Ługa nad Morzem Bałtyckim.
Według obliczeń Reutersa w środę zamknięto około 40% rosyjskich zdolności eksportowych ropy naftowej, co oznacza najpoważniejsze zakłócenie dostaw ropy we współczesnej historii Rosji.
Z kolei analiza danych dotyczących żeglugi przeprowadzona przez Bloomberg wykazała, że Primorsk i Ust-Ługa obsługiwały wcześniej około 45% rosyjskiego eksportu morskiej ropy naftowej.
Ukraińskie bombardowania dronami nie ustały i nadal omijają obronę powietrzną i przenikają w głąb terytorium Rosji. Według Reutersa nowe niedzielne ataki spowodowały pożary w porcie Ust-Ługa.
„Nieplanowana konserwacja rafinerii”
Oczywiście wycofanie większej liczby rosyjskich dostaw ze światowego rynku ropy mogłoby jeszcze bardziej podnieść ceny, a Rosja nadal może eksportować ropę ze swoich wschodnich terminali obsługujących Azję.
Jednak ataki dronów na Ukrainie zmuszają także Moskwę do zmiany priorytetów części eksportu i ochrony konsumentów dotkniętych wysoką inflacją. W sobotę wczesną sobotę strajk dotknął dużą rosyjską rafinerię ropy naftowej w Jarosławiu, na północny wschód od Moskwy.
Przed wojną w Iranie alarmy dotyczące gospodarki napływały z Rosji. W zeszłym miesiącu źródła „Washington Post” poinformowały, że urzędnicy Kremla ostrzegali Putina, że latem może nastąpić kryzys finansowy.
Wskazali na słabe dochody z ropy i deficyt budżetowy, który w dalszym ciągu rośnie, nawet po podniesieniu przez Putina podatków dla konsumentów. Moskiewski dyrektor biznesowy powiedział także „Post”, że kryzys może wybuchnąć za „trzy lub cztery miesiące” w obliczu gwałtownie rosnącej inflacji, dodając, że zamykane są restauracje i zwalniane są tysiące pracowników.
Napięcia gospodarcze sięgają czasów rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W miarę nałożenia sankcji i mobilizacji gospodarki przez Putina do przedłużającej się wojny ciasny rynek pracy i wysoka inflacja zmusiły bank centralny do utrzymania wysokich stóp procentowych. Niedawna elastyczność nie zapobiegła spadkom wydatków w kilku kategoriach konsumentów.
W miarę jak firmy odczuwały presję wysokich stawek i słabszej konsumpcji, coraz więcej pracowników nie otrzymywało wynagrodzenia, zostało zwolnionych lub skrócono ich godziny pracy. W efekcie konsumenci mieli problemy ze spłatą kredytów, budząc obawy przed kryzysem w sektorze finansowym.
„Kryzys bankowy jest możliwy” – powiedział „Post” w grudniu rosyjski urzędnik, pod warunkiem zachowania anonimowości. „Możliwy jest domyślny kryzys. Nie chcę myśleć o kontynuacji wojny lub eskalacji”.

