Kryzys przystępności cenowej ogarniający amerykańską politykę spowodował, że w zeszłym roku wyborcy porzucili Demokratów na rzecz kolejnej prezydentury Donalda Trumpa, podczas gdy w tym roku na burmistrza Nowego Jorku został wybrany demokratyczny socjalista.
Dzieje się tak pomimo danych ekonomicznych wskazujących na niższą inflację, stały wzrost dochodów i stabilne wydatki konsumenckie.
Jednak według Michaela Greena, głównego stratega i menedżera portfela w Simplify Asset Management, konwencjonalne wskaźniki nie oddają tego, jak bardzo Amerykanie zmagają się z kosztami życia, nawet jeśli gospodarstwa domowe zarabiają sześciocyfrowe kwoty.
W zeszłym tygodniu w wirusowym poście Substack skupił się szczególnie na granicy ubóstwa ustalonej przez rząd federalny, która sięga początku lat 60. XX wieku i została obliczona na trzykrotność ówczesnej minimalnej diety.
„Ale wszystko zmieniło się między 1963 a 2024 rokiem” – napisał Green. „Koszty mieszkań gwałtownie poszybowały w górę. Opieka zdrowotna stała się największym wydatkiem gospodarstwa domowego dla wielu rodzin. Obciążenie pracodawcy zmniejszyło się, a odliczenia rosły. Opieka nad dziećmi stała się rynkiem, a ten rynek stał się rujnująco drogi. Szkoła wyższa z przystępnej stała się wyniszczająca. Koszty transportu wzrosły wraz z rozwojem miast i zanikiem transportu publicznego pod wpływem zaniedbań rządu”.
Tymczasem obecnie potrzebne jest gospodarstwo domowe posiadające dwa dochody, aby utrzymać to, co kiedyś zapewniał jeden dochód, ale wiąże się to z kosztami opieki nad dziećmi i koniecznością posiadania dwóch samochodów.
W rezultacie wąskie skupienie się granicy ubóstwa na żywności pomija to, w jakim stopniu inne wydatki pochłaniają dochód i zmniejszają minimalną kwotę potrzebną Amerykanom do przeżycia.
Green oszacował, że żywność stanowi jedynie 5–7% wydatków gospodarstw domowych, ale mieszkalnictwo – 35–45%, opieka nad dziećmi – 20–40%, a opieka zdrowotna – 15–25%.
„Jeśli próg kryzysowy – czyli dolna granica, poniżej której rodziny nie mogą funkcjonować – zostanie uczciwie zaktualizowany do obecnych wzorców wydatków, osiągnie 140 000 dolarów” – dodał. „Co ci to mówi o linii 31 200 dolarów, z której nadal korzystamy? Mówi ci, że mierzymy głód”.
„Dolina Śmierci”
Jednocześnie Amerykanie żyjący poniżej progu ubóstwa w wersji Greena nadal pozostają w tyle, nawet jeśli wspinają się po drabinie dochodów.
Stwarza to przewrotny czynnik zniechęcający, ponieważ przeciwnie, najbiedniejsi nie są karani rosnącymi obciążeniami w przypadku zaprzestania wsparcia.
„Cała nasza siatka bezpieczeństwa ma na celu uwięzienie ludzi na dnie, ale tworzy pułapkę dla każdego, kto próbuje się wydostać” – wyjaśnił. „Wraz ze wzrostem dochodów z 40 000 do 100 000 dolarów świadczenia znikają szybciej niż rosną płace. Nazywam to Doliną Śmierci”.
Przestoje w pracy podczas pandemii Covid-19 zapewniły wytchnienie wielu rodzinom, ponieważ pracujący rodzice nie płacili za opiekę nad dziećmi ani paliwo do poruszania się podczas pracy z domu. Czeki stymulacyjne zwiększyły także ich dochody.
Jednak po ponownym otwarciu gospodarki koszty te powróciły, a inflacja wzrosła. I chociaż od 2022 r. gwałtownie spadły, ogólny poziom cen nie spadł i pozostaje wysoki.
„Ta matematyczna dolina wyjaśnia gniew, jaki widzimy w amerykańskim elektoracie, a konkretnie niechęć, jaką «pracujący biedni» (klasa średnia) żywią do «prawdziwych biednych» i imigrantów” – stwierdził Green.
Dodał, że złość nie wynika z rasizmu ani braku empatii. Raczej chodzi o niechęć do rządu.
„Kiedy toniesz i widzisz, jak ratownik rzuca kamizelkę ratunkową osobie pływającej obok ciebie, osobie, która nie pływa tak dobrze jak ty, nie czujesz szczęścia z powodu tej osoby” – powiedział. „Czujesz morderczą wściekłość na ratownika. Stworzyliśmy system, w którym jedynym sposobem na przetrwanie jest bycie na tyle pozbawionym środków do życia, aby kwalifikować się do pomocy, lub na tyle bogatym, aby zignorować koszty. Wszyscy pomiędzy są kanibalizowani”.
życie jest drogie
Dla pewności Green przyznał, że jego obliczenia opierają się na kosztach na przedmieściach New Jersey. Według „Washington Post” ich próg przekracza średni dochód gospodarstwa domowego dla czteroosobowej rodziny w 37 stanach.
Jednak kalkulator płacy wystarczającej na utrzymanie Massachusetts Institute of Technology i Instytut Polityki Gospodarczej również oszacowały wydatki gospodarstw domowych w niektórych stanach na ponad 100 000 dolarów rocznie.
Tymczasem napięcia finansowe wynikające z wyższych kosztów życia pomagają również wyjaśnić, dlaczego sklepy dyskontowe, takie jak Walmart, zgłaszają, że widzą w ich sklepach więcej klientów o wysokich dochodach.
Zdaniem Greena chodzi o to, że żywność jest stosunkowo przystępna cenowo, pomimo ostatnio rosnących cen artykułów spożywczych. Życie w ogóle jest drogie.
„Prawdziwa granica ubóstwa, próg, przy którym rodzinę stać na mieszkanie, opiekę zdrowotną, opiekę nad dziećmi i transport bez korzystania ze świadczeń uzależnionych od dochodów, nie wynosi 31 200 dolarów. To około 140 000 dolarów” – napisał.
Jego post w Substack nawiązał także do niedawnego sondażu Harris Poll, który pokazał, że wielu Amerykanów zarabiających sześciocyfrowe kwoty, nawet 200 000 dolarów rocznie, boryka się z trudnościami w sferze prywatnej.
Z ustaleń wynika, że 64% osób o sześciocyfrowych dochodach stwierdziło, że ich dochody nie są kamieniem milowym na drodze do sukcesu, ale po prostu absolutnym minimum niezbędnym do utrzymania się na rynku.
„Nasze dane pokazują, że nawet osoby o najwyższych dochodach odczuwają niepokoje finansowe – żyją iluzją bogactwa, prywatnie łącząc karty kredytowe, zadłużenie i strategie radzenia sobie” – stwierdziła w oświadczeniu Libby Rodney, dyrektor ds. strategii i futurysta w Harris Poll.

