
Groźba skierowana do anonimowego irańskiego urzędnika wywołała serię ostrzeżeń, że Teheran może wykorzystać swoją kontrolę nad Cieśniną Ormuz nie tylko do zagrożenia globalnego dostępu do ropy, ale także do zakłócenia międzynarodowego systemu walutowego opartego na dolarze. Zadając cios petrodolarowi, Iran mógłby rozpocząć rozwikłanie dominacji dolara, który sam w sobie jest podporą amerykańskiej potęgi, a przynajmniej tak głosi argument. Ci, którzy przytaczali takie złowieszcze scenariusze, wyobrażali sobie inne możliwe niebezpieczeństwa, w tym osłabienie amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Arabii Saudyjskiej i innych eksporterów ropy z Zatoki Perskiej.
„Konflikt można zapamiętać jako kluczowy katalizator erozji dominacji petrodolara i początków petrojuana”, mogący mieć „znaczące dalsze skutki dla… roli dolara jako globalnej waluty rezerwowej” – ostrzegali analitycy Deutsche Bank w zeszłotygodniowym raporcie.
Konsekwencje wojny będą niewątpliwie poważne, ale nie dla dolara. Sukces amerykańskiej waluty opiera się na solidnych podstawach, a irański gambit petrojuański wydaje się być ostatnim z wielu epizodów, w których sianie paniki na temat prymatu dolara okazało się niesłuszne. Nawet jeśli system petrodolara osłabnie, nie będzie to miało większego znaczenia: choć światowe rynki ropy są ogromne, przyczyny dominacji dolara leżą gdzie indziej.
Status dolara wynika z dwóch cech, z którymi nie może się równać żadna inna waluta. Po pierwsze, istnieje głębokość, szerokość i płynność amerykańskich rynków finansowych, w szczególności rynku bonów skarbowych i obligacji, które można kupować i sprzedawać w ogromnych ilościach bez powodowania znaczących ruchów cen. Atrybut ten ma kluczowe znaczenie w czasie kryzysu finansowego, gdy firmy mają trudności z uzyskaniem środków pieniężnych potrzebnych do spłaty zapadających zobowiązań.
Drugą cechą charakterystyczną jest otwarty rachunek kapitałowy Stanów Zjednoczonych, czyli swoboda przepływu pieniędzy przez granice Ameryki praktycznie bez przeszkód. Wiele krajów ma otwarte rachunki kapitałowe, ale co ważniejsze, Chiny tego nie robią. Żaden kraj, nawet najbardziej otwarty, nie ma takiej głębokości i szerokości jak rynek amerykański.
Wielokrotnie przeciwstawiając się autorom nekrologów, dolar w dalszym ciągu odgrywa rolę w transakcjach międzynarodowych znacznie nieproporcjonalną do wielkości amerykańskiej gospodarki. Stanowi ponad połowę rezerw walutowych banków centralnych i podobną część bonów eksportowych do handlu transgranicznego, a także międzynarodowych kredytów bankowych i emisji obligacji. Efekty sieciowe wzmacniają jego status; Każdy ma motywację do używania dolara, ponieważ robi to tak wielu innych.
Nigdzie stopień umocnienia dolara nie jest bardziej widoczny niż w funkcjonowaniu mało znanego, ale gigantycznego rynku swapów walutowych. Na tym rynku globalne firmy (międzynarodowe korporacje, banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, dealerzy papierów wartościowych i fundusze emerytalne) zabezpieczają się przed wahaniami kursów walut. Według Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) kwota pozostających do spłaty swapów przekracza obecnie 100 bilionów dolarów, z czego około 90% dotyczy dolara. (Znacznie niższe wartości procentowe dotyczą euro, jena japońskiego i innych walut). Odzwierciedla to niezliczone sposoby, w jakie dolar jest wykorzystywany do udzielania pożyczek, pożyczania i inwestowania.
Dlaczego więc tak wiele osób ma obsesję na punkcie petrodolara? W większości przypadków wszystko sprowadza się do narracji luźno opartej na faktach. Jak głosi historia, w połowie lat 70. Stany Zjednoczone zawarły porozumienie z Arabią Saudyjską, oferując pomoc wojskową i ochronę rządzącej Izbie Saudyjskiej w zamian za obietnicę Arabii Saudyjskiej, że będzie akceptować dolary wyłącznie za ropę i inwestować wpływy w amerykańskie obligacje skarbowe. Stworzyło to precedens do naśladowania dla innych eksporterów ropy.
Ci, którzy w tym czasie byli na ziemi, pamiętają wszystko inaczej. Jednym z nielicznych obcokrajowców, którym pozwolono wówczas zamieszkać w pustynnym królestwie, był David Mulford, młody bankier inwestycyjny zatrudniony w 1975 roku w charakterze doradcy przez Saudyjską Agencję Monetarną (SAMA), bank centralny kraju. W swoich wspomnieniach z 2014 roku wspomina, jak zespół sześciu profesjonalistów usiłował w zrujnowanej siedzibie SAMA zarządzać „portfelem, który rósł do 5 miliardów dolarów, a następnie 10 miliardów dolarów co trzydzieści dni”, opierając się na jednym, powolnym teleksie do komunikacji ze światem zewnętrznym.
Okazuje się, że ropa była już wyceniana głównie w dolarach i – jak wyjaśnił Mulford – Arabia Saudyjska nie miała innego wyjścia, jak tylko inwestować swoje dochody w aktywa denominowane w dolarach. Według Mulforda, późniejszego podsekretarza skarbu USA i ambasadora w Indiach, „w tamtych czasach na większości rynków poza Stanami Zjednoczonymi handel walutowy o wartości zaledwie 10 milionów dolarów wystarczał, aby poruszyć rynki, więc istniały praktyczne ograniczenia co do wielkości dywersyfikacji monetarnej, jaką mogliśmy osiągnąć”. Co więcej, „zakupy obligacji niemieckich (obligacji), obligacji w jenach japońskich, obligacji guldenów holenderskich czy banknotów franka szwajcarskiego po prostu nie były możliwe w rozmiarach powszechnych na rynku amerykańskim”.
Innymi słowy, to wyjątkowa głębokość, szerokość i płynność rynku amerykańskiego – a nie jakaś tajna umowa – skłoniła Saudyjczyków do wybrania dolara.
Petrodolary były jednym z głównych powodów umiędzynarodowienia dolara w latach 70. i kolejnych dziesięcioleciach, ponieważ większość dochodów uzyskiwanych przez eksporterów ropy była deponowana na kontach dolarowych w bankach na całym świecie, głównie w Europie. Ale dziś są one znacznie mniej znaczącym czynnikiem na światowym rynku dolarowym.
Podczas gdy w latach 70. XX wieku 44% zysków ze sprzedaży ropy naftowej było deponowanych na rachunkach bankowych w dolarach zagranicznych, na początku XXI wieku liczba ta spadła do 27%, twierdzi Jess Hoversen, główny ekonomista Column, firmy świadczącej usługi finansowe z San Francisco, powołując się na badania MFW. Szacuje, że odsetek ten jest obecnie jednocyfrowy, ponieważ zyski eksporterów ropy naftowej przeznaczane są obecnie na krajowe fundusze rozwojowe i państwowe fundusze majątkowe, które z kolei są intensywnie inwestowane w międzynarodowe rynki akcji i start-upy.
Jednak rynek dolara wzrósł, mimo że petrodolar cofnął się o krok. Hoversen zauważył, że wartość zagranicznego rynku kredytów dolarowych w 2000 r. wynosiła 2,5 biliona dolarów, a w zeszłym roku osiągnęła 14,2 biliona dolarów. „To nam mówi, że dolar jest bardzo odporny strukturalnie” – pisze.
Debata na temat dominacji dolara będzie nadal szalona, ponieważ administracja Trumpa podważa zaufanie inwestorów takimi działaniami, jak atak na niezależność Rezerwy Federalnej. Jeśli jednak nie dojdzie do znacznie poważniejszych obrażeń, dolar utrzyma swoje miejsce na szczycie rankingów walutowych w dającej się przewidzieć przyszłości, nawet jeśli Iran będzie żądał płatności za ropę w juanach.
Opinie wyrażane w komentarzach Fortune.com są wyłącznie poglądami ich autorów i niekoniecznie odzwierciedlają opinie i przekonania Fortune.


