
Świadectwa z piątkami nigdy nie były bardziej powszechne wśród amerykańskich nastolatków, ale nagroda nie jest taka, jak myślą rodzice. Z nowego badania przeprowadzonego przez Krajowe Biuro Badań Ekonomicznych wynika, że gdy nauczyciele wystawiają oceny „Łatwe A”, ich uczniowie częściej opuszczają zajęcia, uzyskują gorsze oceny z przyszłych sprawdzianów i po latach zarabiają mniej. Badacze szacują, że w przypadku typowej klasy szkoły średniej inflacja ocen może obniżyć przyszłe zarobki grupy o około 213 000 dolarów, czyli około 150 dolarów rocznie za każdą cicho rosnącą ocenę.
Do ustaleń doszło po tym, jak prezydent Donald Trump nalegał na walkę z inflacją ocen na kampusach uniwersyteckich, uzależniając finansowanie federalne od tego, czy uczelnie zachowują kontrolę nad ocenami. Pokolenie Z jest już pierwszym pokoleniem, które w niektórych miernikach wydajności poznawczej osiąga gorsze wyniki niż ich rodzice, ponieważ nawyki czytelnicze zanikają, a szkoły bardziej skupiają się na ocenach niż na nauce.
Badanie zatytułowane „Łatwe A’s, Less Salary: The Long-Term Effects of Grade Inflation” wykazało, że w przypadku każdego ucznia ta dynamika przekłada się na spadek rocznych zarobków o około 150 dolarów za każdą zmianę klasy z B do B+.
„Średnia inflacja boli” – powiedział Fortune Nolan Pope, jeden z badaczy badania i ekonomista pracy na Uniwersytecie Maryland. „Mniej prawdopodobne jest, że się nauczą, jeśli bardzo łatwo jest zdobyć piątkę. Wkładają w to mniej czasu i wysiłku”.
Debata na temat inflacji ocen przeniosła się z sal lekcyjnych do Gabinetu Owalnego. Prezydent Donald Trump wypowiadał się na ten temat w listopadzie zeszłego roku, ustanawiając pakt o szkolnictwie wyższym, który uzależnia federalne finansowanie szkół wyższych od rygorystycznych parametrów określonych przez jego administrację, z wyłączeniem inflacji (lub deflacji) stopni. Praktyka ta może szkodzić młodym ludziom. Pokolenie Z to pierwsze pokolenie o mniejszych zdolnościach poznawczych niż ich rodzice. Wielu młodych ludzi porzuca książki w rekordowym tempie, a niektórzy nawet nie realizują zadań związanych z czytaniem na poziomie odpowiadającym wcześniejszym oczekiwaniom. Od szkoły średniej po uczelnię inflacja ocen oferuje instytucjom edukacyjnym coraz bardziej wątpliwe propozycje wartości.
Naukowcy przeanalizowali dokumentację administracyjną szkół średnich w Los Angeles i Maryland i powiązali ją z długoterminowymi danymi dotyczącymi szkół policealnych i zarobków. Zmierzyli inflację ocen, porównując oceny uczniów z ich rzeczywistymi wynikami w standardowych testach.
Ukryte koszty: nieobecności, zawieszenia i rezygnacje
Niezależnie od tego, czy chodzi o oceny, czy o pieniądze, inflacja obniża wartość. Zarządzający majątkiem zmagają się z dziwnym problemem w Ameryce XXI wieku: pojawieniem się wielu niepłynnych „codziennych milionerów”, którzy większość swojego majątku ulokowali w domach i często z trudem mogą sobie pozwolić na rzeczy, do których ich zdaniem mają prawo w oparciu o ich wartość papierową. Innymi słowy, uczniowie z czystymi piątkami prawdopodobnie mają rodziców z portfolio z czystymi piątkami, ale w tej nadętej gospodarce oboje mają doświadczenie na poziomie B lub nawet C.
„Gospodarka nie została zbudowana tak, aby obsłużyć tak wiele osób dysponujących tak dużą ilością pieniędzy” – powiedział w zeszłym roku w wywiadzie dla magazynu „Fortune” Nick Maggiulli, autor bestsellera New York Timesa „The Wealth Ladder”. „Relatywnie rzecz biorąc, w Stanach Zjednoczonych konkurencja o te produkty z najwyższej półki jest bardzo duża, więc teraz wydaje się, że wszyscy znosimy się nawzajem całym tym dodatkowym bogactwem” – dodał. W ten sam sposób w klasie, gdzie wysokie wyniki są hojnie rozdzielane, piątka traci swoją zamierzoną wartość.
Badanie NBER wykazało, że degradacji ulegają nie tylko przyszłe zarobki. Inflacja stopniowa może w rzeczywistości mieć skutek odwrotny do zakładanego. Uczniowie, którym przydzielono nauczyciela, który zawyża oceny, częściej otrzymują słabe oceny na przyszłych sprawdzianach. Rzadziej kończą szkołę średnią i jeszcze rzadziej dostają się na studia. Większość tych skutków zwykle pojawia się długo po zdaniu przez ucznia egzaminu końcowego, co czyni je trudniejszymi do wykrycia.
Nauczyciele, którzy hojnie dorzucali Łatwe Asy, również ułatwili uczniom zadanie. Badania wykazały, że wyższa inflacja ocen jest powiązana ze zwiększoną liczbą nieobecności i zawieszeń, co sugeruje, że obniżenie poprzeczki akademickiej może skutkować spadkiem zaangażowania uczniów i dyscypliny w szkole.
„W rzeczywistości kończy się to na czymś szkodliwym dla ucznia” – powiedział Pope. „Nikt tak naprawdę nie jest po stronie tych szkód, ponieważ nikt nie widzi ich znacznie później”.
Badanie wykazało jednak, że inflacja ocen była korzystna dla niektórych uczniów, zwłaszcza tych zagrożonych niepowodzeniem. Kiedy nauczyciele podwyższali wyniki uczniów zagrożonych niepowodzeniem (na przykład z F do D), to faktycznie się opłaciło, uniemożliwiając tym uczniom powtarzanie klasy i poprawiając wskaźnik ukończenia szkoły średniej.
Niezależnie od wyniku, w ciągu ostatniej dekady inflacja klas nabrała tempa. I pomimo wysiłków prezydenta, nie wydaje się, aby tendencja ta miała wkrótce ustać. Pope powiedział, że inflacja ocen pozostaje tak wszechobecna, ponieważ czerpią z niej korzyści wszystkie strony, oferując przewrotną zachętę, która utrwala pozornie łagodną praktykę semestr po semestrze.
„Jako nauczycielowi jest zwykle łatwiej” – powiedział. „Mniej skarg. Rodzice są zadowoleni. Uczniowie są szczęśliwsi, jeśli wystawia się im nieco wyższe oceny. Szkoła ogólnie wygląda lepiej, jeśli ma wyższe oceny. Wszyscy na tym korzystają”.


