Wednesday, February 18, 2026

Amerykanie nie mogą inwestować w szybko rozwijające się firmy, takie jak SpaceX i OpenAI – te firmy sprzedają rozwiązania.

Koniecznie przeczytaj

Wall Street była kiedyś wymarzonym miejscem dla szybko rozwijających się startupów i małych firm w Ameryce. Jednak dzisiaj częściej można je spotkać, które akceptują transfery od dużych zespołów venture capital i unikają rynków publicznych, aby uniknąć ogólnych kosztów związanych z przestrzeganiem przepisów, myślenia kwartalnego i zmienności rynku.

W rzeczywistości Wall Street jest coraz częściej postrzegana jako ostateczne miejsce docelowe dla szybko rozwijających się firm: ostatnia deska ratunku dla kadry kierowniczej i inwestorów instytucjonalnych, w której można dokonać wypłaty. To reputacja, która została dodatkowo ugruntowana przez serię niedawnych błędów w IPO: przychodzą mi na myśl takie firmy jak Figma (-81%) i Venture Global (-63%). W rezultacie Amerykanie każdego dnia nie tylko pozostają poza rozwojem; W ostatnich przypadkach pozostają oni kupującym górę.

Tak wygląda świat od ponad dekady. Przez dziesięciolecia to spółki o małej kapitalizacji radziły sobie na rynkach publicznych lepiej niż większe spółki, ale od połowy 2010 r. władzę sprawują spółki mega-spółki. Wiele słabych wyników mniejszych firm można przypisać temu, że prywatne firmy dłużej pozostają prywatne, przechodząc od „start-upu” do „korporacyjnego giganta”, zanim jeszcze weszły na giełdę. Alternatywnie mogłyby zostać zakupione przez fundusz private equity lub w ogóle nie testować rynków publicznych.

Czy to problem dla portfeli Amerykanów? To zależy od tego, kogo zapytasz. Przecież oszczędności Amerykanów radzą sobie całkiem nieźle bez rosnącego plonu korporacyjnych gigantów. S&P 500 odnotował trzy kolejne lata dwucyfrowych stóp zwrotu, co jest imponującym wyczynem. Jeśli jednak jesteś maksymalistą w zakresie portfela, brak ekspozycji na rynek prywatny może wydawać się rażącą luką.

Zwiększenie środków

Zakrywanie tego narażenia staje się coraz bardziej powszechne. W ciągu ostatnich dwóch lat, gdy coraz więcej Amerykanów zaznajomiło się ze słowem „venture capital”, fundusze notowane na giełdzie, takie jak Destiny Tech 100 ($DXY), dążyły do ​​zaspokojenia ukrytego popytu na szybko rozwijające się start-upy, takie jak SpaceX. Firma Fintech Fundrise wyrobiła sobie markę dzięki niepłynnemu funduszowi venture capital wypełnionemu startupami AI, takimi jak OpenAI, Anthropic i Anduril.

A teraz gigant brokerski Robinhood oferuje sektorowi detalicznemu własną grupę prywatnych firm za pośrednictwem Robinhood Venture Fund I, funduszu publicznego oferującego ekspozycję między innymi na Stripe, Databricks, Revolut i Mercor. Fundusz ten w ciągu najbliższych tygodni wejdzie na giełdę, a jego uruchomienie ma wywołać zamieszanie w przestrzeni rynku publiczno-prywatnego.

Strach przed opłatami

Inwestycje prywatne mają swoje własne problemy: są drogie i ryzykowne. Prawie wszystkie fundusze prywatne pobierają opłaty za zarządzanie w wysokości powyżej 2%, co czyni je ogromnie droższymi niż fundusze notowane na giełdzie, które śledzą spółki publiczne. Co więcej, o wycenie funduszy decyduje niemal wyłącznie popyt; W środowisku private equity o niskiej płynności nie ma stałej aprecjacji bazowych pakietów akcji.

Jeśli pracujesz w tym na dłuższą metę, może to nie być wielka sprawa. Jeśli jednak spodziewasz się, że zbuduje to bogactwo, lepiej będzie, jeśli pozostaniesz przy funduszu S&P 500. Przecież wiele popularnych inwestycji prywatnych osiągnęło już wyceny, których nie da się wytłumaczyć. Niektóre z niedawnych błędów w IPO na Wall Street – spółki takie jak Figma (-81% od IPO) i Venture Global (-63%) – wydają się potwierdzać niektóre nierealistyczne obawy dotyczące wycen. Nasuwa się pytanie, czy spółki takie jak Databricks, Stripe czy Anduril rzeczywiście byłyby w stanie sprostać wycenom uzyskanym prywatnie podczas pierwszej oferty publicznej.

Wreszcie należy rozumieć, że nie wszystkie fundusze publiczne i prywatne są generowane jednakowo. Podczas gdy niektóre spółki nabyły bezpośrednio udziały w spółkach prywatnych, inne kupiły udziały w tak zwanych spółkach celowych (SPV), które pobierają własne opłaty i powodują niepotrzebne komplikacje prawne.

Zbliża się IPO SZN

Panuje zrozumienie, że kapitał wysokiego ryzyka nie jest już tym, czym był kiedyś, co być może nieuczciwie powoduje pranie reputacji jako rodzaju inwestycji, który można pomnożyć przez 10, 100, a nawet 1000. Jest to oczywiście mało prawdopodobne w przypadku wielu spółek, które trafiły do ​​funduszy przeznaczonych na rynek detaliczny.

W tym tkwi większy problem: jeśli spółki mogą pozostać prywatne, a następnie wejść na giełdę po absurdalnie zawyżonych wycenach, jak nie stanowi to ryzyka portfela dla inwestorów? Właśnie wspomnieliśmy o SpaceX; To firma, która niedawno połączyła się z Xai Elona Muska, uzyskując wycenę na ponad miliard dolarów. O ile większy wzrost może osiągnąć taka firma?

Prawdopodobnie będziemy w stanie odpowiedzieć na to pytanie w tym roku, kiedy wydarzy się coś bezprecedensowego: jeśli plany dotyczące IPO spółek o dużej kapitalizacji zostaną zrealizowane, wówczas firmy takie jak SpaceX, OpenAI i inne mogą pojawić się w indeksach stanowiących podstawę oszczędności emerytalnych i zdrowotnych milionów Amerykanów.

Wynik staje się wtedy czymś nieco bardziej niepokojącym. A więc nie tylko Amerykanie tracą prywatne firmy, ale są także niczego niepodejrzewającymi nabywcami najlepszych.

- Advertisement -spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisement -spot_img

Najnowszy artykuł