
Źródło obrazu: Getty Images
Kiedy patrzę na zachowanie się ceny akcji Barclays (LSE: BARC) w ciągu ostatniego roku, nie mogę uwierzyć własnym oczom. Wzrosła aż o 80%. To zamieniłoby 10 000 funtów w 18 000 funtów, plus dywidenda.
Jeszcze bardziej sensacyjne są jego dwuletnie występy. W tym czasie wzrosła o 220%, co oznaczałoby przekształcenie 10 000 funtów w 32 000 funtów plus dywidendy. Czy uda mu się utrzymać to zawrotne tempo przez kolejne 12 miesięcy?
Niektórzy twierdzą, że akcje indeksu FTSE 100 nie są w stanie dorównać perspektywom wzrostu obserwowanym w USA, które są solidnymi, blue chipami i nie mają żadnego potencjału. Powiedz to Barclaysowi. Albo HSBC Holdings, Lloyds Banking Group czy NatWest Group – wszystkie one wykazały w ostatnich latach podobny poziom wzrostu. Znów z dywidendami na czele.
Sektor latający FTSE 100
Nie chcę ciągle mówić o dywidendach, ale w dłuższej perspektywie regularny strumień płatności na rzecz akcjonariuszy pięknie zwiększa całkowity zwrot. A dzięki swoim ogromnym zyskom banki dobrze im to wychodzi.
Jednak wzrost cen akcji, taki jak ostatni, zdarza się tylko od czasu do czasu. Te rzeczy mają tendencję do cykliczności. Banki przez lata po kryzysie finansowym były w niełasce, ale ostatnio próbują je nadrobić. Barclays w dalszym ciągu radzi sobie dobrze, w ciągu ostatnich trzech miesięcy wzrósł o 25%, ale przed nim cały nowy rok.
Banki dobrze sobie poradziły z wyższymi stopami procentowymi, co pozwoliło im zwiększyć marże odsetkowe netto, czyli różnicę między tym, co płacą oszczędzającym, a tym, co pobierają od kredytobiorców. W trzecim kwartale Barclays odnotował całkowite przychody w wysokości 7,2 miliarda funtów, z czego znaczne 3,3 miliarda funtów pochodziło z odsetek netto.
Spadające stopy procentowe nie są wyłączną cechą Wielkiej Brytanii. Spadają także w Stanach Zjednoczonych, gdzie Barclays prowadzi znaczącą działalność, więc marże mogą się zaostrzyć również w Stanach Zjednoczonych.
Wykupy własne i dochody z dywidend
Jednak niższe stawki przyniosą również pewne korzyści. W miarę ustępowania kryzysu kosztów życia oszczędzający będą mieli więcej gotówki, a potencjalni nabywcy domów mogą teraz przekonać się, że stać ich na kredyty hipoteczne. Korzyści odniosłyby także spółki, co powinno odbić się na wynikach Barclaysa i odrobić część utraconych marż.
Niższe stopy mogłyby również ożywić rynki akcji, zwiększając aktywność handlową i wspierając operacje bankowości inwestycyjnej. Ale nie ekscytujmy się zbytnio. Gospodarka Wielkiej Brytanii obecnie się kurczy, a w USA mówi się o recesji.
Martwiłbym się bardziej, gdyby Barclays był drogi. Przy wskaźniku ceny do zysku na poziomie 12,8 nie jest tak tanio jak wcześniej, ale też nie jest drogo. Wskaźnik ceny do księgowej utrzymuje się na poziomie 0,84, co wcale nie jest dobre.
Ostateczna dywidenda jest skromna i wyniesie 1,79%, czyli mniej niż w przypadku konkurencyjnych banków, ale Barclays planuje nagradzać inwestorów głównie poprzez odkup akcji własnych. Celem jest zwrot co najmniej 10 miliardów funtów kapitału akcjonariuszom w latach 2024–2026.
Analitycy są jednak ostrożni. Z jednorocznych prognoz konsensusu wynika, że średnia cena docelowa akcji wyniesie 474 pensy, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi obecnie cena akcji.
Czy Barclays powtórzy niezwykły wzrost z zeszłego roku? Myślę, że to bardzo mało prawdopodobne. Jednak dla inwestorów, którzy – tak jak powinni – patrzą długoterminowo, akcje te są warte rozważenia.


