Rick Steves, mieszkający w Edmonds autor podróży i gospodarz programów telewizyjnych, którego imperium przewodników, wycieczek i programów telewizji publicznej uczyniło go powszechnie znanym, 30 marca zabrał głos na Facebooku, aby uczcić podpisanie tak zwanego „podatku milionerów”.
Jego post uzupełniony uśmiechniętym zdjęciem, na którym trzyma w prawej ręce amerykańską flagę, pod napisem „Podatek na milionerów? Spróbujmy dzielić się dobrobytem!” Niemal natychmiast zyskała ogromną popularność, gromadząc ponad 11 000 reakcji i setki komentarzy, gdy udostępnili je zarówno gubernator Ferguson, jak i Demokraci z Senatu Waszyngtonu.
„W moim rodzinnym stanie właśnie wprowadzono nowy podatek od dużych wypłat, takich jak moja, i podoba mi się” – napisał Steves. W debacie politycznej zdominowanej przez ostrzeżenia dotyczące miliarderów uciekających przed lotami (założyciel Amazona Jeff Bezos przeniósł się do Miami w 2023 r., a Howard Schultz ze Starbucks ogłosił podobne posunięcie kilka dni po przyjęciu ustawy) Steves przedstawił głos uderzająco odmienny od głosu klasy zamożnej: taki, który z radością przyjął wyższą ustawę podatkową.
Nowe prawo, które nakłada 9,9% podatek na dochody osób fizycznych powyżej 1 miliona dolarów rocznie, sfinansuje rozszerzoną opiekę nad dziećmi, bezpłatne posiłki w szkole dla wszystkich uczniów w Waszyngtonie oraz rozszerzone ulgi podatkowe dla rodzin pracujących dla setek tysięcy gospodarstw domowych o niskich dochodach. Dla Stevesa, który od dawna jest zwolennikiem progresywnych podatków i sprawiedliwych inwestycji publicznych, matematyka była prosta.
„A dla tych z nas, którzy mają serce dla dobra publicznego, jest to po prostu zdrowy rozsądek” – napisał.
Celował także w starą strukturę podatkową Waszyngtonu, która w dużej mierze opiera się na regresywnym podatku od sprzedaży i rutynowo zaliczana jest do najbardziej nierówności w kraju ze względu na obciążenie mieszkańców o niskich dochodach. „Nadszedł czas, aby wywrócić nasz system podatkowy do góry nogami” – napisał Steves.
Nie jest on pierwszym, który przedstawia waszyngtoński kodeks podatkowy jako odwrotny, nakładający ogromne ciężary na biednych w porównaniu z bogatymi. „Wiedzieliśmy, że będzie to dość znaczący wysiłek” – powiedziała Fortune republikanka Waszyngtonu Brianna Thomas, Demokratka, która poparła to rozwiązanie, dzień po tym, jak ona i jej koledzy spędzili 25 godzin na debacie nad ustawą. „Mamy przed sobą, za sobą i przez cały czas wokół nas precedens od 93 lat w rozmowie na temat podatku dochodowego”. Demokraci z Senatu Waszyngtonu szybko podkreślili tę chwilę, pisząc: „Milionerzy tacy jak Rick wiedzą, że wszyscy wygrywamy dzięki wspólnemu dobrobytowi”.
Otwartym pytaniem pozostaje, czy prawo przetrwa grożące wyzwania prawne oparte na orzeczeniu Sądu Najwyższego stanu z 1933 r., klasyfikującym dochód jako majątek. Ale post Stevesa pokazał, że nie wszyscy zamożni mieszkańcy Waszyngtonu jadą do Miami.

