
Nabywcy domów zyskali jeszcze większy wpływ na sprzedających, ponieważ podaż na rynku mieszkaniowym w dalszym ciągu przewyższa letni popyt.
W lutym sprzedających było o 46,3% więcej niż kupujących, co stanowi różnicę 629 808, najwięcej w rekordach Redfin z 2013 roku, jak podała agencja nieruchomości w poniedziałkowym raporcie.
Ostatnia liczba oznacza wzrost o 30% w porównaniu z rokiem poprzednim, kiedy niedopasowanie wyniosło 449 409. A ostatnio, w październiku, było ich 528 769 osób.
Według Redfina rynek kupujących ma miejsce wtedy, gdy jest o ponad 10% więcej sprzedawców niż kupujących. I zgodnie z tą definicją, przewagę mają kupujący już od maja 2024 roku.
Nastąpiło to po najbardziej agresywnym cyklu podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną od czterech dekad, który spowodował wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych w obliczu wyścigu bankierów centralnych w celu ograniczenia inflacji.
Rezultatem był gwałtowny spadek na rynku sprzedających, który spowodował gwałtowny wzrost cen i sprzedaży domów w następstwie pandemii Covid.
Ale mimo że Rezerwa Federalna zaczęła obniżać stopy procentowe dwa lata temu, rynek mieszkaniowy w dużej mierze zamarł, ponieważ „efekt blokady” uniemożliwił właścicielom domów o niskim oprocentowaniu kredytów hipotecznych wystawianie swoich nieruchomości na sprzedaż. Niedobory podaży spowodowały również wzrost cen domów, pogłębiając kryzys przystępności cenowej mieszkań.
Wojna prezydenta Donalda Trumpa z Iranem tylko pogorszyła sytuację. Obawy, że wysokie ceny ropy spowodują przyspieszenie inflacji, a wyższe wydatki na obronność powiększą deficyt, spowodowały gwałtowny wzrost rentowności obligacji skarbowych, podnosząc koszty pożyczek w całej gospodarce.
Dotyczy to także oprocentowania kredytów hipotecznych, które osiągnęło najwyższy poziom od października. Teraz, gdy posiadanie domu jest jeszcze droższe, liczba wniosków o kredyt hipoteczny spadła w zeszłym tygodniu o 10,5% w porównaniu z tygodniem poprzednim. To zły znak na nadchodzący wiosenny sezon wyprzedaży.
„Oczywiście jest to rynek nabywcy tylko dla tych, których stać na zakup” – zauważył Redfin. „Wysokie koszty mieszkań i niepewność gospodarcza spowodowały wycofanie się wielu osób poszukujących domów, tworząc brak równowagi między kupującymi i sprzedającymi”.
W lutym liczba nabywców domów spadła o 2,4% w ujęciu miesięcznym, do około 1,36 miliona. Tymczasem liczba sprzedawców spadła zaledwie o 0,4% do szacunkowych 1,99 miliona.
Największym rynkiem kupujących w zeszłym miesiącu było Miami, gdzie liczba sprzedających przewyższała liczbę kupujących o 163%. Na kolejnych miejscach znalazły się Nashville (120%), Austin (112%), West Palm Beach (110%) i San Antonio (104%).
Po tym, jak w szczytowym okresie pandemii praca zdalna w wielu miastach Pasa Słońca odnotowała napływ ludzi, budowniczowie pospieszyli z zwiększeniem podaży. Jednak kryzys przystępności cenowej odbił się na popycie, pozostawiając wiele miast z kacem z powodu nadpodaży.
Kolejnym wskaźnikiem tego, jak bardzo rynek mieszkaniowy faworyzuje kupujących, jest osobna porcja danych Redfin, która pokazała, że w lutym anulowane umowy osiągnęły rekordowy poziom.
W zeszłym miesiącu odnotowano spadek ponad 42 000 transakcji sprzedaży domów w USA, co stanowi 13,7% domów, w przypadku których zawarto umowy, co oznacza najwyższy udział w lutym w rekordach z 2017 r. To także wzrost z 12,8% rok wcześniej.
Anulowanie rezerwacji ma miejsce, gdy kupujący zobaczą lepsze domy i wycofują się w okresie kontroli lub gdy nie chcą rozwiązać problemu, który pojawił się po podpisaniu umowy. Innym razem po prostu się poddają i zakładają, że w końcu dostępna będzie jeszcze bardziej pożądana nieruchomość.
„Poszukiwacze domów również czują się zdenerwowani z powodu niepewności gospodarczej i geopolitycznej” – powiedział Redfin. „Wielu Amerykanów martwi się bezpieczeństwem pracy, inflacją, wojną w Iranie i innymi wydarzeniami na świecie, które mogą sprawić, że ich finanse staną się niestabilne”.


