Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych jest 938 miliarderów. Dla porównania, są to dwa kompletne Boeingi 747 (każdy może pomieścić 416 pasażerów). A to mniej więcej połowa z 1763 miejsc w Broadway Theatre, gdzie obecnie można oglądać „Wielkiego Gatsby’ego”. To także średnia wielkość klasy w amerykańskich szkołach wyższych i zaledwie 1,1% z 82 500 miejsc na stadionie MetLife.
Niezależnie od tego, jak wygląda liczba 938, wśród obywateli panuje ogólna zgoda: większość wyborców chce, aby miliarderzy płacili należną im część. Teraz, gdy popularność zyskują dwie odrębne wielomiliardowe propozycje podatkowe (jedna w całym kraju, a druga w Kalifornii), nowe badanie przeprowadzone przez Instytut Studiów Rządowych Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley określa ilościowo, ile według przeciętnego Amerykanina powinni płacić bogaci.
Sondaż opublikowany w tym miesiącu we współpracy z „Los Angeles Times” wykazał, że 52% wyborców zarejestrowanych w Kalifornii popiera proponowany zryczałtowany podatek w wysokości 5% od majątku netto około 200 miliarderów w tym stanie, podczas gdy 33% jest temu przeciwne.
Odpowiedzi były zgodne z wytycznymi ideologicznymi. Podatek popiera 72% Demokratów, podobnie jak 51% wyborców niemających preferencji partyjnych. Jednak ponad siedmiu na dziesięciu Republikanów i zdecydowanie konserwatywnych wyborców jest temu przeciwnych.
Kalifornijska Inicjatywa Głosowania
Kalifornijska ustawa podatkowa dla miliarderów nie została wymyślona przez polityka, ale przez związek zawodowy. SEIU-United Healthcare Workers West, która reprezentuje 120 000 pracowników służby zdrowia, wprowadziła inicjatywę dotyczącą głosowania w październiku 2025 r. z myślą o konkretnym kryzysie: cięcia w ramach federalnego programu Medicaid grożą pozbawieniem opieki zdrowotnej ponad 3 milionom Kalifornijczyków z klasy robotniczej.
Aby zaprojektować podatek, związek zawodowy zwrócił się do ekonomisty z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, Emmanuela Saeza, który obliczył, że amerykańscy miliarderzy płacą obecnie podatki zaledwie 1,3% swojego majątku, w porównaniu z 3,1% za prezydenta Ronalda Reagana.
Ustawa nakładałaby jednorazowy podatek w wysokości 5% na światową wartość netto każdej osoby fizycznej o wartości przekraczającej 1 miliard dolarów, która była rezydentem Kalifornii na dzień 1 stycznia 2026 r., płatny w rocznych ratach w wysokości 1% przez pięć lat. Termin wyznaczony na 1 stycznia miał zapobiec exodusowi, który przewidywali krytycy i którego próbowało podjąć co najmniej sześciu miliarderów, w tym współzałożyciele Google Larry Page i Sergey Brin, przed upływem terminu.
Oczekuje się, że przychody osiągną 100 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat, z czego 90% zostanie przeznaczone na opiekę zdrowotną, a pozostałe 10% na edukację i pomoc żywnościową. Aby ustawa trafiła do listopadowego głosowania, do 24 czerwca potrzeba jeszcze prawie 875 000 ważnych podpisów.
Federalny podatek Berniego nałożony na miliarderów
Istnieje odrębny środek mający na celu wprowadzenie podobnego 5% podatku dla miliarderów w całym kraju. Senator Bernie Sanders (I-Vt.) i poseł Ro Khanna (ze stanu Kalifornia) zaproponowali ustawę „Make Billionaires Pay Your Fair Share Act”, która nakładałaby roczny federalny podatek majątkowy w wysokości 5% na osoby o wartości co najmniej 1 miliarda dolarów.
W pierwszym roku wpływy pozwolą na sfinansowanie jednorazowych czeków na kwotę 3000 dolarów dla gospodarstw domowych zarabiających poniżej 150 000 dolarów, obejmujących mniej więcej trzy czwarte kraju. I podobnie jak podatek w Kalifornii, ustawa przewidywałaby cięcia w wysokości 1,1 biliona dolarów w Medicaid i ACA, a także ograniczenie kosztów opieki nad dziećmi do 7% dochodu gospodarstwa domowego i ustanowienie minimalnej pensji nauczycieli szkół publicznych w wysokości 60 000 dolarów.
Najbogatszy człowiek świata, Elon Musk, odpowiedział, że stuprocentowe opodatkowanie każdego miliardera ledwo wpływa na dług publiczny wynoszący 39 bilionów dolarów. Ale wielomiliardowy podatek nie ma na celu naprawienia długu: jest to próba zaradzenia cięciom w opiece zdrowotnej.
Oddzielny środek dotyczący płacy minimalnej wynoszącej 30 dolarów za godzinę
Ankieta podatkowa miliarderów znalazła się w środku czegoś, co już się działo: kampanii dotyczącej płacy minimalnej wynoszącej 30 dolarów za godzinę. Współprzewodniczy jej One Fair Wage, ogólnokrajowa grupa rzeczników, której przewodniczący Saru Jayaraman pomógł w czerwcu zeszłego roku zebrać w Los Angeles 140 przywódców związkowych i społecznych, aby ogłosić nową erę dla ruchu płacowego.
„Wszyscy zgodziliśmy się, że walka o 15 dolarów dobiegła końca” – Jayaraman powiedział Fortune. „Nadszedł czas na stworzenie nowego rodzaju ram”.
Pojawiła się koncepcja płacy wystarczającej na utrzymanie dla wszystkich, powiązanej z tym, co według kalkulatora płacy wystarczającej na utrzymanie MIT faktycznie kosztuje życie, bez wyjątków dla pracowników otrzymujących napiwki.
Od tego czasu w Nowym Jorku, na Hawajach i w Los Angeles wprowadzono podwyżki płacowe w wysokości 30 dolarów. Rachunki w wysokości 25 dolarów za godzinę rosną w DC, Maryland, Pensylwanii i na poziomie federalnym. Dwadzieścia stanów nadal utknęło na federalnym poziomie 7,25 dolara, niezmienionym od 2009 roku.
Dwie strony tej samej monety
Podatek miliarderski i kampanie na rzecz płacy w wysokości 30 dolarów mają więcej niż tylko dynamikę: mają wspólny cel.
„Widzimy, że te dwie rzeczy w Kalifornii idą ręka w rękę” – powiedział Jayaraman. „Ten sam plan składa się z dwóch części. Miliarderzy powinni płacić podatki jak wszyscy inni, aby wnosić wkład w społeczeństwo, oraz powinni płacić swoim pracownikom, z których pracy czerpią korzyści, tyle, aby przetrwać”.
Dodał: „W tej chwili miliarderzy nic nie płacą. Powinni płacić sprawiedliwą część.
„Płaca minimalna jest obecnie zdecydowanie najpopularniejszą kwestią” – powiedział Jayaraman. „Ale podatek od miliarderów jest tuż za nami”.

