Thursday, April 2, 2026

Trump chwali „rosnący poziom inwestycji” w Detroit, podczas gdy od Dnia Wyzwolenia z każdym miesiącem spada liczba miejsc pracy w przemyśle samochodowym Fortuna

Koniecznie przeczytaj

Obecna historia amerykańskiego przemysłu pokazuje, że gospodarka może wydawać się silna i pozostać silna bez dodawania pracowników.

Prezydent Donald Trump przybył we wtorek do Detroit, aby uczcić, jak to określił, historyczne odrodzenie sektora produkcyjnego, przechwalając się, że „inwestycje kwitną” i napędzają wzrost. Jednak rzekome ożywienie przemysłu samochodowego nie przejawiło się jeszcze w tym, co dla pracowników najważniejsze: płacach. Według danych pracowniczych, od Dnia Wyzwolenia liczba miejsc pracy w sektorze produkcyjnym, w tym motoryzacyjnym, spada z każdym miesiącem.

Stojąc w światowej stolicy produkcji samochodów, Prezydent spędził prawie godzinę, opisując szczegółowo wzrost globalnych inwestycji o wartości 18 bilionów dolarów oraz giełdę, która ustanowiła 48 rekordów w ciągu jedenastu miesięcy.

„Wzrost gwałtownie rośnie, produktywność gwałtownie rośnie, inwestycje kwitną” – oznajmił prezydent. „Szybko przeszliśmy od najgorszych wyników w historii do najlepszych i najsilniejszych”.

Przemówienie prezydenta w dużej mierze opierało się na kompromisach: 5 miliardów dolarów od Forda, 13 miliardów dolarów od Stellantis i kolejnej ogromnej akcji relokacyjnej General Motors. „Amerykańskie fabryki samochodów otrzymują obecnie nowe inwestycje o wartości ponad 70 miliardów dolarów” – powiedział Trump. „Teraz wracają… nikt nigdy czegoś takiego nie widział”.

Chociaż kapitał rzeczywiście napływa, inwestycja nie przekłada się na płace. Od czasu kwietniowego ogłoszenia ceł w sektorze produkcyjnym zwolniono około 72 000 pracowników, a największy ciężar strat poniósł producent samochodów. Ten rozdźwięk zdefiniował znaczną część narracji ekonomicznej wokół roku 2025 i stanie się paradoksem definiującym gospodarkę roku 2026: „boomem bezrobocia”, podczas którego wzrost PKB (prognozowany przez Fed w Atlancie na solidny poziom 5,4% w czwartym kwartale) oddziela się od zatrudnienia pracowników fizycznych.

„Przez jakiś czas produkcja była słaba” – powiedziała Skanda Amarnath, dyrektor generalna Employ America. „Jeśli spojrzysz na ankiety biznesowe, anegdoty są w zasadzie wszędzie takie same: to naprawdę niepewne środowisko. Nie jest to takie, w którym chcesz zatrudniać”.

Część presji ma charakter strukturalny: cła podniosły koszty nakładów, wprowadzając jednocześnie niepewność do decyzji inwestycyjnych, które zwykle podejmowane są przez lata, a nie kwartały. Głównym problemem jest efekt kumulacji: cła na części pojazdów silnikowych, dodane do ceł na aluminium i stal, sprawiły, że dla niektórych producentów produkcja samochodów w Michigan jest droższa niż importowanie ich z zagranicy. Wielu amerykańskich producentów w swoich łańcuchach dostaw nadal opiera się na wyspecjalizowanych, zagranicznych komponentach, więc nawet gdy produkcja wraca do kraju, staje się ona znacznie bardziej zautomatyzowana niż fabryki, które zastępuje.

Amarnath powiedział Fortune, że retoryka polityczna dotycząca przenoszenia zakładów często przyćmiewa rzeczywistość, z jaką borykają się producenci działający w czasie teraźniejszym. „Bez względu na to, co mówi się o reindustrializacji i offshoringu, istnieją granice tego, co to naprawdę oznacza dla producentów istniejących tu i teraz” – powiedział.

„Będzie to miało wpływ na przemysł wytwórczy”

Nawet gdy produkcja wraca na ląd, w coraz większym stopniu odbywa się to w sposób wysoce zautomatyzowany. Jak wynika z badania Międzynarodowej Federacji Robotyki, branża motoryzacyjna postawiła na robotykę i w 2024 r. będzie stanowić jedną trzecią wszystkich instalacji robotów konsumenckich. Według tego samego badania Stany Zjednoczone mają piąty co do wielkości stosunek robotów do liczby pracowników fabrycznych na świecie, na równi z Japonią i Niemcami, a przed Chinami.

Chociaż automatyzację często przedstawia się jako sposób na obniżenie kosztów, producenci samochodów coraz częściej opisują ją jako odpowiedź na niedobory siły roboczej. Bardziej rygorystyczna polityka imigracyjna i deportacje zmniejszyły dostępną siłę roboczą, podczas gdy młodsze pokolenia w dalszym ciągu unikają pracy fizycznej, nawet gdy płace gwałtownie rosną. Dyrektor generalny Forda, Jim Farley, powiedział, że firma ma tysiące nieobsadzonych stanowisk pracy dla mechaników pomimo oferowania sześciocyfrowych wynagrodzeń, nazywając to sygnałem ostrzegawczym dla całego kraju: „Mamy w tym kraju kłopoty”.

„Chodzi o produkcję, a nie o zatrudnienie” – powiedział Mark Zandi, główny ekonomista Moody’s Analytics. „Jakakolwiek produkcja powróci, będzie wysoce zmechanizowana. Po prostu nie będzie z nią wielu stanowisk pracy”.

Napięcie widać w danych sondażowych. Wskaźnik ISM Manufacturing PMI spadł w grudniu do 47,9 (najniższy odczyt w 2025 r.), wskazując, że sektor odnotowuje 10. z rzędu miesiąc spadku. Ankietowane przedsiębiorstwa konsekwentnie jako główne przyczyny zamrożenia zatrudnienia konsekwentnie wymieniały niepewność związaną z taryfami i wysokie koszty pośrednie, a także niestabilność niskich wydatków konsumentów z klasy średniej i niższej, podczas gdy konsumenci z klas wyższych kierują większością wydatków.

Słabość ta ujawniła się nawet wtedy, gdy sprzedaż pojazdów w 2025 r. przekroczyła oczekiwania większości analityków i wzrosła o 2% w porównaniu z rokiem poprzednim. Analitycy sugerują, że konsumenci wkroczyli na rynek w pierwszej połowie roku, kiedy sprzedaż samochodów wzrosła w oczekiwaniu na wyzwania taryfowe. Duża część tej sprzedaży była napędzana przez zamożnych konsumentów, napędzanych przez rekordową giełdę; Według analityków z firmy prawniczej Foley, gospodarstwa domowe zarabiające ponad 150 000 dolarów rocznie odpowiadały za 43% nowych samochodów sprzedanych w zeszłym roku. Tymczasem gospodarstwa domowe zarabiające poniżej 75 000 dolarów miały o 10% mniejszy udział w rynku niż w roku ubiegłym.

Patrząc w przyszłość, analitycy przewidują łagodniejszy, ale stabilny rok 2026 dla produkcji samochodów, napędzany niższymi stopami procentowymi i potencjalnymi zwrotami podatków, ale nadal utrudniany przez niższe wydatki konsumenckie po niewłaściwej stronie „K”. Mówiąc szerzej, Zandi powiedział Fortune, że postrzega obecny spadek w sektorze produkcyjnym jako produkt uboczny rozpadającego się świata.

„Gospodarka ulega deglobalizacji, co będzie miało wpływ na przemysł wytwórczy” – powiedział. „Widzieliśmy to podczas pierwszej kadencji Trumpa podczas wojny handlowej. Produkcja popadła wtedy w recesję i ponownie utrzymuje się ta sama dynamika”.

Ta historia pierwotnie pojawiła się na Fortune.com

Website |  + posts
- Advertisement -spot_img
- Advertisement -spot_img

Najnowszy artykuł