
Jednak pewien niezależny ekonomista twierdzi, że ci prestiżowi komentatorzy przeoczają prawdziwą przyczynę problemu i chociaż ceny rosną w tym samym czasie, co gwałtownie rośnie ropa naftowa, wydaje się jedynie, że winne są niedobory ropy. To Steve Hanke, weteran „hardkorowego monetarysty”, profesor ekonomii stosowanej na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa, nazywany „doktorem pieniędzy”. „Wszyscy pisali o tym, jak ceny ropy powodują inflację. Po prostu na to wygląda. Jedno i drugie jest ze sobą powiązane, ale to pierwsze w ogóle nie powoduje drugiej” – deklaruje Hanke. Zauważa, że choć Wall Street uznała nową liczbę 3,3% za niespodziankę i wynik wojny, Hanke nie był zaskoczony. Zauważa, że trzymiesięczna stopa roczna, która miała miejsce w lutym, również wyniosła dokładnie 3,3%. „Inflacja przyspieszała przed wojną i będzie nadal przyspieszać po zakończeniu wojny i spadku cen ropy” – powiedział Fortune niezadowolony mężczyzna. „Nadszedł czas, kiedy dżin najwyraźniej wyszedł z butelki i prędko do niej nie wróci”.
Hanke twierdzi, że to wzrost podaży pieniądza, a nie szoki cenowe, jakie obserwujemy obecnie, determinuje ogólny przebieg poziomu cen. „Jeśli benzyna i inne produkty naftowe staną się droższe, ludzie będą mniej wydawać na czynsz, restauracje i wszystko inne” – mówi. „Zakłócenia w łańcuchu dostaw zmieniają jedynie ceny względne i nie mają wpływu na ogólną inflację”. Twierdzi, że prawdziwym złoczyńcą jest eksplozja podaży pieniądza. To jest dokładnie to, co przewiduje pogląd monetarny. „To banki komercyjne tworzą 80% nowych pieniędzy” – mówi Hanke. „Rezerwa Federalna tworzy jedynie pozostałe 20%. To ogromny wzrost kredytu bankowego powoduje wzrost cen”. Dodaje, że wzrost podaży pieniądza przekłada się na wzrost cen dopiero ze znacznym opóźnieniem. Ożywienie monetarne nastąpiło ponad dwa lata temu i od tego czasu ostrzega przed jego konsekwencjami.
Zwraca uwagę, że Rezerwa Federalna była na dobrej drodze do zakończenia inflacji w 2023 r., kiedy kreowany przez banki kredyt kupiecki był ujemny. Jednak w następnym roku wskaźnik ten zmienił kurs, osiągając dodatni poziom w marcu 2024 r., a następnie osiągając tempo 6,6% w lutym. „To ogromny wzrost, a obecna stopa procentowa jest wyższa niż złoty środek pozwalający osiągnąć inflację na poziomie 2%” – mówi Hanke. Po raz kolejny za największy wzrost podaży pieniądza odpowiadają kredyty bankowe. „Banki otworzyły kredyt w odpowiedzi na sygnał Administracji, że między innymi złagodzi przepisy i wymogi dotyczące rezerw obowiązkowych” – dodaje.
Japonia lat 70. jest doskonałym przykładem tego, jak luźna polityka pieniężna, a nie kryzys naftowy, spowodowała inflację.
Hanke argumentuje, że ogromny wzrost cen w tym kraju w latach 70. był również spowodowany nadwyżką monetarną, a nie najgorszym kryzysem naftowym we współczesnej historii. Zauważa na przykład, że przed drugim rozdziałem kryzysu w latach 1979 i 1980 podaż pieniądza rosła w zawrotnym tempie 11,2% w okresie przedkryzysowym, czyli dwukrotnie więcej niż poziom zgodny ze wskaźnikiem CPI wynoszącym 2%, generując inflację na poziomie 13,2%. Utrzymuje, że gdyby wzrost był umiarkowany, ceny nie poszybowałyby w górę.
Jako dowód Hanke przytacza doświadczenia Japonii z tego samego okresu pół wieku temu. W 1974 r. za spowodowanie inflacji z 4,9% do 23,2% niemal powszechnie obwiniano pierwszy kataklizm naftowy wywołany wojną Jom Kippur. Hanke utrzymuje jednak, że nasiona zostały faktycznie zasiane w połowie 1971 r., kiedy Bank Japonii zwiększył podaż pieniądza do 25,2%. Oto dowód na to, że masz rację. W lipcu 1974 roku Bank Japonii zmienił kurs i zmniejszył o połowę tempo ekspansji monetarnej. Do 1978 r. inflacja spadła do 4,2%. W tym samym roku rewolucja w Iranie ponownie spowodowała gwałtowny wzrost cen ropy. Jednak umiarkowanie Banku Japonii (w przeciwieństwie do scenariusza w Stanach Zjednoczonych) utrzymało ceny pod kontrolą; Inflacja oparła się szokowi i faktycznie spadła do 3,7%. „Nadszedł kryzys naftowy, a inflacja spadła poniżej poziomu sprzed szoku z powodu całego zaostrzenia” – mówi Hanke.
Hanke nazywa przykład Japonii „naturalnym eksperymentem i trudno je znaleźć w ekonomii”. Wyraża ubolewanie, że Stany Zjednoczone nie posłuchały tej lekcji ani konsekwencji naszych własnych ekscesów podczas ostatniego kryzysu naftowego. Dopuszczenie do wzrostu podaży pieniądza obciąży Amerykanów inflacją, niezależnie od tego, co stanie się w Zatoce Perskiej. Kryzys naftowy zakończy się wraz z wojną, siła tkwi w sytuacji inflacyjnej.


