Cierpią na niepokój ze strony agresywnych kierowców, denerwują ich egzotyczne zwierzęta, a nawet doświadczają pewnego rodzaju szoku kulturowego, gdy przeprowadzają się z zachodniego na wschodnie wybrzeże. Według niedawnej prezentacji niezależnego dyrektora ds. dostaw sztuczna inteligencja napędzająca dzisiejsze roboty chodnikowe przechodzi serię zmagań, które wydają się zaskakująco ludzkie.
Chociaż społeczeństwo często wyobraża sobie autonomiczne roboty jako maszyny liczące, rzeczywistość polegająca na rozmieszczaniu ich w przestrzeni publicznej ujawnia technologię głęboko związaną z akceptacją społeczną i przetrwaniem. MJ Burk Chun, współzałożyciel i wiceprezes ds. projektowania produktów w firmie Serve Robotics, przemawiał na konferencji Fortune Brainstorm AI, argumentując, że roboty są takie same jak my.
„Długi ogon” kozy
Problem często zaczyna się, gdy maszyny opuszczają kontrolowane środowisko symulacji i wkraczają w „dzikie” miejskie chodniki, powiedział Burk Chun. Podczas wdrożenia w Los Angeles zespół dostawczy odkrył, że prawdziwy świat jest „jeszcze bardziej dynamiczny, niż się spodziewaliśmy”.
W jednym konkretnym przypadku robot zamarł, „całkowicie zdezorientowany obecnością kozy”, która znalazła się na jego drodze. Chociaż czujniki robota mogły zidentyfikować pieszego, koza stanowiła „problem z długim ogonem”, statystyczną wartość odstającą, na którą sztuczna inteligencja nie była w stanie poradzić sobie ze standardowymi danymi szkoleniowymi. Podobnie jak osoba, która rano w drodze do pracy widzi coś niewytłumaczalnego, robot po prostu nie wiedział, co z tym zrobić.
Koszmary na głównej ulicy
Te droidy nękają nie tylko zamieszanie; To także strach. Skrzyżowanie dwóch ulic określane jest jako „jedno z najbardziej dynamicznych miejsc w naszych miastach”, pełne szybkich pojazdów, które stanowią egzystencjalne zagrożenie dla małych urządzeń dostawczych.
„Roboty śnią się koszmary o samochodach” – stwierdziła dyrektor, nie podając więcej szczegółów na temat tego, jak rozpoznać, kiedy robot ma koszmary i jak mogą one wyglądać. „Samochody są również bardzo przerażające dla robotów”.
Wyjaśnił, że roboty muszą stale obliczać ryzyko związane ze współdzieleniem przestrzeni publicznej z ciężkimi maszynami. Aby sobie z tym poradzić, inżynierowie muszą poświęcić dużo czasu na ustalenie, czy robot jest „wystarczająco bezpieczny, aby przejść przez ulicę”, oceniając wszystko, od sygnałów świetlnych dla pieszych po stan podłoża.
Zderzenie kultur od wybrzeża do wybrzeża
Być może walką, z którą najbardziej utożsamia się każdy człowiek, który się przeprowadził, jest trudność w przystosowaniu się do lokalnej kultury. Okazuje się, że roboty nie są na to odporne.
Firma odkryła, że algorytmy „konserwatywnego wyznaczania tras” zoptymalizowane dla Los Angeles i zaprojektowane do obsługi „szybkich skrzyżowań o dużym natężeniu ruchu” nie sprawdziły się dobrze, gdy flota rozszerzyła się na Florydę. W Miami Beach kierowcy zamiast Angelenos biegają na okrążenie, raczej „przechodzą na drugą stronę”, co oznacza, że niezwykle ostrożne programowanie robota w Los Angeles nie było zsynchronizowane z lokalnym rytmem.
„Przyszłość naprawdę już tu jest… tylko nie jest równomiernie rozłożona” – stwierdził Burk Chun, parafrazując wielkiego pisarza science fiction Williama Gibsona, który zaczął popularyzować koncepcję cyberprzestrzeni już w latach 80. XX wieku. (Neuromancer to szczególny klasyk Gibsona.)
„To także niesamowite, jak każde miasto wyraża się poprzez sposób, w jaki ludzie chodzą” – powiedział Burk Chun. „Nie tylko infrastruktura chodników, ale także sposób, w jaki ludzie jeżdżą”. Powiedział, że każde miasto ma niepowtarzalny „smak”, którego robot musi się nauczyć, poruszając się w nim, tak jak człowiek.
Gość w okolicy.
Te lęki są wspierane przez ścisłą umowę społeczną. „Roboty nie mają prawa przebywać na chodnikach, ludzie tak” – powiedział Burk Chun. Filozofia ta nakazuje, aby decyzje inżynieryjne były „świadome społecznie”, przedkładając ludzki komfort nad wydajność robotyki.
Ponieważ „więcej osób będzie chodzić obok robota… niż kiedykolwiek otrzymamy dostawę od robota”, maszyna jest postrzegana jako ambasador. Jeśli robot nie „zapewni przyjemności” ani nie wniesie wartości dodanej dla całej społeczności, uważa się to za straconą szansę na zbudowanie harmonijnej przyszłości.
Aby zarobić na życie, roboty te nie tylko dostarczają lunch; Pracują jako inspektorzy gminni. Korzystając z zaawansowanych czujników, zbierają dane o „brakujących podcięciach krawężników” i „ukrytych dziurach” i udostępniają te informacje miastom, aby pomóc w naprawie infrastruktury fizycznej.
W tej historii dziennikarze magazynu „Fortune” wykorzystali generatywną sztuczną inteligencję jako narzędzie dochodzeniowe. Redaktor sprawdził dokładność informacji przed ich opublikowaniem.

