Thursday, April 2, 2026

Katastrofa zażegnana! Jednak krach na giełdzie nadal nie jest wykluczony.

Koniecznie przeczytaj

Źródło obrazu: Getty Images

Rzecz w tym, że przewidywanie krachu na rynku jest jak przewidywanie dokładnych wzorców pogody: każdy ma swoje zdanie, ale nikt nie jest tego pewien.

Przejdźmy więc przez ten hałas i porozmawiajmy o tym, co może się wydarzyć.

Sprawa byka na rok 2026

Większość tradycyjnych prognostów z Wall Street patrzy na rok 2026 z ostrożnym optymizmem. Bank of America przewiduje, że pod koniec roku indeks S&P 500 osiągnie poziom około 7100 (skromny wzrost o 3,7%), podczas gdy niektórzy analitycy, tacy jak Ed Yardeni, przewidują jego wzrost do 7700 (wzrost o 12,5%). Zarówno Morgan Stanley, jak i JP Morgan wolą akcje od obligacji, co sugeruje, że spodziewają się raczej dalszych wzrostów niż załamania.

Rozumowanie jest proste: zyski przedsiębiorstw pozostają wysokie, bezrobocie jest niskie, a konsumenci w dalszym ciągu wydają pieniądze. Dopóki gospodarka nie ulegnie implozji, akcje powinny nadal rosnąć, ale nie tak dramatycznie, jak w wyjątkowym okresie w 2025 r.

Problem w tym, że banki wydają się zawsze być optymistami, nawet tuż przed kryzysem. Jednak ci, którzy mają mniej „skóry w grze”, są nieco mniej przekonani.

To nie tylko słońce i tęcze

Tutaj sprawy stają się interesujące. W niedawnym sondażu Reutersa 56% strategów stwierdziło, że w nadchodzących miesiącach prawdopodobna jest korekta. To nie jest spadek, ale spadek o około 10%. Pomyśl o tym, jak o rynku zatrzymującym się, aby złapać oddech przed kolejną nogą wyżej.

Dyrektor generalny Goldman Sachs, David Solomon, ujął to bez ogródek: „Prawdopodobnie w pewnym momencie w ciągu najbliższych 12–24 miesięcy nastąpi spadek na rynkach akcji o 10–20%. Mark Newton, strateg techniczny w Fundstrat Global Advisors, podziela tę opinię i prognozuje możliwy spadek o 15–20%, przy docelowym poziomie S&P 500 na poziomie 7300 do końca roku.

Żadna z tych decyzji nie jest pilna, ale sugeruje, że duże banki mogą być zbyt optymistyczne.

Jaka jest więc praca?

Niewielka korekta na poziomie 10% to drobne wydarzenie, które nie wymaga drastycznych środków. Może jednak dawać przyzwoite możliwości.

Dobrym przykładem jest dyplom dystrybutora komponentów przemysłowych (LSE: DPLM). Może poszczycić się wyjątkowym zwrotem z kapitału własnego (ROE) na poziomie 20%, powtarzalnymi przychodami z sektora przemysłowego i opieki zdrowotnej oraz 15-letnim doświadczeniem w zakresie wzrostu zysków o 8%. Jednak przy cenie 5685 pensów jest on notowany o 44% powyżej wartości wewnętrznej i 40,6-krotności zysków z transakcji terminowych, czyli ponad dwukrotnie więcej niż średnie w porównaniu z innymi spółkami.

Dla inwestorów zorientowanych na wartość te imponujące wyceny stanowią barierę nie do pokonania, pomimo zalet spółki. Korekta o 10% do około 5100 pensów jest nadal podwyższona, ale znacznie atrakcyjniejsza i może uzasadniać zbadanie niewielkiej alokacji w zdywersyfikowanym portfelu.

Trzeba przyznać, że zainteresowanie wykorzystaniem informacji poufnych przyciągnęło uwagę, a dyrektor naczelny Jonathan Thomson niedawno sprzedał swoje akcje o wartości 1,7 miliona funtów. Może to być po prostu reakcja na krótkoterminową przecenę, ale jeśli będzie się utrzymywać, może zirytować inwestorów, grożąc spadkiem cen.

Ostatnie przemyślenia

Na razie bezpośrednie ryzyko prawdziwego krachu na giełdzie wydaje się ograniczone. Krótkoterminowa korekta jest jednak całkiem możliwa i należy ją postrzegać jako szansę, a nie ryzyko.

Moim zdaniem nie zniechęca mnie obecna sprzedaż informacji poufnych przez Diploma, ponieważ uważam, że długoterminowe perspektywy pozostają bardzo atrakcyjne. Dlatego uważam, że jest to atrakcyjna akcja, którą warto rozważyć w 2026 r., zwłaszcza jeśli cena spadnie.

Website |  + posts
- Advertisement -spot_img
- Advertisement -spot_img

Najnowszy artykuł