
Ogłoszone w piątek przez administrację Trumpa wstrzymanie na czas nieokreślony spłacania zaległych federalnych kredytów studenckich, w tym za pośrednictwem programu rekompensat skarbowych, przynajmniej tymczasowo przedłuża program, który rozpoczął się ponad pół dekady temu jako tymczasowe rozwiązanie pandemiczne za pierwszej administracji Trumpa. Od tego czasu został rozszerzony poprzez ponadpartyjne ustawodawstwo i działania administracyjne za rządów Bidena.
Redukcja długów studenckich prawdopodobnie przyniesie ulgę wielu członkom pokolenia Z, którzy, jak niedawno podała Jacqueline Munis z „Fortune”, mają średnio 94 000 dolarów zadłużenia z tytułu kredytów studenckich, co prowadzi do „rozczarowania”. Inni eksperci, zwłaszcza Kyla Scanlon, zwrócili się ku koncepcji „nihilizmu finansowego” wymyślonej przez przedsiębiorcę Demetri Kofinasa, aby opisać, jak przytłaczający niepokój pokolenia Z o własną przyszłość (czy to sztuczna inteligencja, dług publiczny wynoszący 38 bilionów dolarów czy jakakolwiek inna długoterminowa sytuacja kryzysowa finansowa) popycha je do destrukcyjnych zachowań.
Trump ze swojej strony stara się rozwiać obawy wyborców dotyczące „przystępności cenowej” i według doniesień utrzymuje bliski kontakt, wysyłając nawet SMS-y w ramach, jak to określa „New York Post”, „bromansu” z samym bardem przystępności cenowej: burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdani.
Jednakże zdaniem Komisji ds. Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego, bezstronnego organu nadzorującego, który kładzie nacisk na stabilność polityki fiskalnej, nie ma usprawiedliwienia dla takiego rozwoju sytuacji.
Prezes CRFB Maya MacGuineas nazwała tę decyzję „niezwykle absurdalną” – zapadła sześć lat po tym, jak pandemia Covida po raz pierwszy wstrzymała windykację długów studentów.
„To niespójna gra polityczna, podwajająca umorzenie długów za czasów Bidena” – napisał. „Nie mamy pandemii, kryzysu finansowego ani głębokiej recesji. Nie ma powodu do podejmowania nadzwyczajnych działań w sprawie długów studenckich ani żadnego dobrego powodu, aby prezydent rezygnował z wysiłków na rzecz ponownego rozpoczęcia ściągania długów”.
CRFB oszacowało, że odejście Trumpa od zbierania funduszy będzie kosztować około 5 miliardów dolarów rocznie utraconych dochodów.
Nowa pauza, stary podręcznik.
Do tej pory zespół Trumpa pracujący drugą kadencję zmierzał w przeciwnym kierunku, wznawiając program rekompensat skarbowych w maju 2025 r. i przygotowując się do wznowienia zajęcia wynagrodzeń pożyczkobiorców zalegających ze spłatą. Nowa polityka gwałtownie odwraca tę trajektorię, przywracając i przedłużając zamrożenie, które zdaniem krytyków miało mieć charakter tymczasowy i powiązany z kryzysem Covid-19, a nie stały element finansowania szkolnictwa wyższego.
MacGuineas argumentował, że blokując zbiórki, administracja ryzykuje podważeniem „przełomowych reform oszczędzających koszty” w federalnym programie pożyczek studenckich, który Kongres przyjął w tym roku, aby zapewnić systemowi bardziej zrównoważone podstawy dzięki „systemowi sprawiedliwej spłaty”. Ostrzegł, że podatnicy ostatecznie zapłacą więcej, kredytobiorcy mogą ostatecznie stanąć w obliczu większych sald, a szerzej rozumiana gospodarka może odczuwać presję na wzrost stóp procentowych i inflacji.
Spór o rolę Kongresu
W centrum walki jest to, kto powinien kształtować przyszłość kredytów studenckich: Kongres czy sam prezydent. W tym roku ustawodawcy wprowadzili znaczące reformy mające na celu obniżenie kosztów długoterminowych i ugruntowanie bardziej przewidywalnych ram płatności, a CRFB docenia administrację Trumpa za wdrożenie tych zmian „z myślą o kosztach fiskalnych”.
„Program pożyczek studenckich nie ma być narzędziem stymulującym gospodarkę ani kupującym głosy” – argumentował MacGuineas, „to sposób na pomoc milionom studentów w dostaniu się na studia”. Biały Dom powinien współpracować z Kongresem w celu zreformowania systemu ściągania zaległych pożyczek, jeśli naprawdę tego chce, „ale pożyczki mają zostać spłacone, a administracja powinna rozpocząć windykację” – dodał.
Do tej akcji doszło zaledwie kilka dni po tym, jak Trump wykreślił kolejną stronę z demokratyczno-socjalistycznego podręcznika Mamdaniego, sugerując ograniczenie oprocentowania kart kredytowych do 10%. Jej były dyrektor ds. komunikacji, Anthony Scaramucci, zasugerował, że ten „skrajnie lewicowy” ruch mógł powstać tylko z jednego miejsca: z jej romansu SMS-owego z Małym Księciem Gotham.


