Kolacja Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu to jeden z trwałych, choć nieco niezręcznych rytuałów w Waszyngtonie.
Na sali panuje nieodłączne napięcie, a dziennikarze ubrani w eleganckie stroje dzielą się drinkami i jedzeniem na wiele poruszanych przez siebie tematów. To tarcie było wyraźnie widoczne w tym roku, biorąc pod uwagę często kontrowersyjne relacje prezydenta Donalda Trumpa z mediami.
Ten rytuał zmienił się radykalnie w sobotni wieczór, kiedy bandyta zaatakował obiekt, próbując przedostać się do hotelowej sali balowej, w której spotykali się Trump i sekretarze gabinetu. Wyprowadzono ich bez szwanku, a 2300-osobowy tłum uchylił się pośród westchnień, zamieszania, potłuczonych naczyń i rozlanego wina.
Czekaj, czy to był dźwięk wystrzału? Zastanawiał się Trump. A może kelner upuścił tacę? „Miałem nadzieję, że to przesada” – powiedział Trump. „Ale to nie było tak”.
Oz Pearlman, mentalista wybrany na wieczornego artystę, wykonywał na scenie magiczną sztuczkę dla Trumpa, kiedy przed salą balową rozległy się strzały, powiedział Associated Press, które zatrudniało dwudziestu reporterów.
Trump jako prezydent zbojkotował poprzednie kolacje. Gdy zaczęła się kolacja, stało się oczywiste, że ma coś do powiedzenia na temat doniesień medialnych, które wydają się oczerniać, mimo że dostarczają mu tlenu. „Byłem naprawdę gotowy to zrobić” – powiedział później w Białym Domu.
Na przyjęciach koktajlowych przed kolacją uczestnicy spekulowali na temat tego, kto spotka się z gniewem Trumpa i czy zostanie na ceremonii wręczenia nagród dziennikarskich, w tym nagrody dla reporterów „Wall Street Journal”, którzy podkreślili relacje Trumpa ze zhańbionym handlarzem ludźmi w celach seksualnych Jeffreyem Epsteinem.
Wszystko to zaprzątało myśli wielu, gdy publiczność zaczęła od sałatki z groszku i burraty, a kelnerzy przygotowywali się do podania dania głównego, obejmującego najwyższej jakości chateaubriand i homara z Maine.
Krzyk „strzałów”
Następnie atmosfera przybrała dramatyczny i przerażający obrót.
Ci, którzy siedzieli najbliżej drzwi, jako pierwsi zareagowali, gdy funkcjonariusze ochrony krzyknęli „Strzały”. Ludzie chowali się pod stołami i krzesłami, przewracając stoły.
„Usłyszałem trzask, ale nie wiedzieliśmy, co to do cholery było” – powiedział przedstawiciel Mike Lawler z R.N.Y. „A potem było słychać wszelkiego rodzaju hałasy. Potem weszło Secret Service i wszystkie szczegóły i wszyscy upadli. Padłem na kolana… Nie wszedłem pod stół”.
Zamieszanie rozprzestrzeniło się niemal jak fala w stronę sceny. Przez kilka chwil wydawało się, że Trump jest obserwatorem zamieszania, zanim on również został odciągnięty przez ochronę.
Jak powiedział Trump, jego żona „od razu wiedziała, co się stało”, podczas gdy on nie. Melania Trump powiedziała mu później, że „to nieprzyjemny hałas”.
Z przodu w kakofonii nie można było od razu rozpoznać strzałów. Ciężko uzbrojeni agenci Secret Service zalali miejsce zdarzenia, a do hotelu przybyła duża grupa funkcjonariuszy organów ścigania i Gwardii Narodowej.
Wiceprezydent JD Vance jako pierwszy zszedł ze sceny. Trump i pierwsza dama byli początkowo chronieni przez swój szczegół za osłonami umieszczonymi na scenie. Po kilku chwilach Trumpowie również zostali usunięci z sali. Prezydent potknął się na chwilę, po czym zabrano go do zabezpieczonego apartamentu zarezerwowanego dla niego za kulisami.
W odpowiedzi na krzyki wzywające wszystkich do zejścia na dół, urzędnik administracji siedzący przy stole prasowym wczołgał się pod nią, spod której wystawały jedynie wysokie obcasy.
Funkcjonariusze bezpieczeństwa usunęli z tłumu osobistości wyższego szczebla, w tym sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, sekretarza skarbu Scotta Bessenta oraz starszych doradców Białego Domu Stephena Millera i Dana Scavino. Ktoś próbował rozpocząć skandowanie „USA”, gdy Trump został wyeliminowany, zanim inni obecni na sali go uciszyli.
Erikę Kirk, wdowę po zamordowanym konserwatywnym działaczu Charliem Kirku, widziano płaczącą, gdy wyprowadzano ją z sali balowej. Inni w tłumie wymienili uściski, gdy opuszczali miejsce wydarzenia. Szybko okazało się, że w pomieszczeniu nie było żadnych poważnych obrażeń.
Podejrzany przebiegł obok barykad, zanim został zaatakowany
Policja podała, że podejrzany miał strzelbę, pistolet i noże, po czym wdarł się do holu, mijając barykady bezpieczeństwa, gdy agenci Secret Service podbiegli w jego stronę. Władze podały, że jeden z funkcjonariuszy został postrzelony w kamizelce kuloodpornej, ale już wraca do zdrowia. Do bandyty, który podszedł i został zatrzymany, nie odniósł obrażeń, ale był badany w szpitalu.
Podejrzanego w strzelaninie zidentyfikowano jako Cole Tomas Allen, lat 31, z Torrance w Kalifornii.
Niektórzy goście natychmiast opuścili salę balową poprzez labirynt otaczających ją korytarzy. Personel skierował ludzi do wyjść awaryjnych. Na zewnątrz goście musieli chodzić przecznicami, aby wydostać się z ulic zablokowanych przez pojazdy policyjne. Nad głowami latały helikoptery.
Trump przebywał w hotelu przez jakiś czas. Było to bezpieczne miejsce, które zainstalowano w hotelu Washington Hilton po zamachu na prezydenta Ronalda Reagana w 1981 r., gdy wychodził on z tego samego hotelu.
Trump nie mógł się doczekać kontynuacji kolacji po przywróceniu bezpieczeństwa. Personel hotelu składał serwetki, napełniał szklanki wodą, a goście dostosowywali teleprompter do swoich uwag. Przestrzegał jednak protokołów bezpieczeństwa i nalegał, aby wydarzenie zostało przełożone na inny termin w ciągu najbliższych 30 dni.
W jego artykule napisano, że wrócił do Białego Domu późnym popołudniem.
„Kiedy wywierasz wpływ, przyjdą po ciebie” – powiedział Trump, który był celem dwóch prób zamachu. „Nie jestem przegraną”.
O wieczorze i przerwanej gali dodał: „Widzę tyle smokingów i pięknych sukienek. To był trochę inny wieczór, niż myśleliśmy. Ale zróbmy to jeszcze raz”.

